Wiersze dwa


Dawno jako poeta nic nie popełniłem, czas więc wyrwać się z realu, który jest bardziej jak szambo niż bezkresne morze.

Wiersz pierwszy

PRZEPŁYW

Matki nasze aż po horyzontu kres

Dzieci nasze, brody po pas

Toczę palcem kulę słońca

A może zegar bomby?

Czas jak ta mrówka w kopcu swym

Doi z czerwieni mszyce

Jakże miło oszaleć o 5 rano


DON KISZOT

Obciąłem wreszcie łeb wiatrakowi

Utoczyłem z niego tonę mąki

Już się nie toczy i nie zamiata

Wdowie – białej chmurze szybkie kondolencje

I teraz sam stanąłem na wzgórzu

Machając skrzydłami ramion

Podróżni mają swoje prawa

4 Komentarze

  1. Andrzej-jedrasik
    a co się będę, za Nobla trochę kasy jest, co jednak będzie jak wypłacą w dynamicie?

  2. Drugi wiersz bardzo zaangażowany.
    Bo przecież :
    „Wiatrak kręci się zrywami,
    i spowalnia Ziemię z nami:)”.

  3. Witaj*) Jestem nowym nabytkiem na blogi.newsweek.pl Przyciągnąl mnie Twój tytuł: Dwa wiersze, co zaowocowało takim skojarzeniem:
    1.Wczesnym ranem
    z potyczką w głowie z sianem.
    Utarte myśli koleiny,
    i tęsknota do jedynej dziewczyny.

    2.W don kiszotrii pragnienie,
    nicości powiewu dopełnienie,
    miast walczyć z wiatrakami,
    sięgnąć po to, co przed nami.
    Pozdrawiam:*))

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.