OSTRZAŁ

colt

Hełm założyłem dzisiaj rankiem lekki hiper – plastikowy. Jakoś nie miałem siły tkać na łeb to żelastwo co zwykle. Podobno ten plastik wytrzymuje mniejszy kaliber. Kamizelkę odporną, wiecie na co, przywdziałem jednak ocieplaną, w końcu zimna jesień jest w pełni.

  • Testament aktualny? Pożegnała mnie ciepło w progu aktualna żona. Jakieś takie dziwne natręctwa ją nawiedzały. Czemu miałbym ją niby wydziedziczyć?! I Z czego, z tego ruskiego roweru, bo więcej mi nie zostało. I tak byłem dla nie za dobry.

    Otworzyłem ostrożnie drzwi na klatkę i wystawiłem peryskop. Blockersów jednak nie było. Albo brakło już miejsca do nowych grafiti na ścianach, albo amunicja im wyszła, albo gang z sąsiedniej ulicy ich załatwił.

    Sprawdziłem jeszcze czy oba kolty mam naładowane, jeden większy za pasem, drugi mniejszy w skarpetce. Było Ok. Zacząłem schodzić w dół.

    Z drugiego piętra dobiegł mnie pojedynczy strzał. Stanałem na chwilę. Ale nic. To widać babcia Pelagia zabijała muchy. Gdybyście widzieli to sitko na ścianach jej kuchni. Nie mogła się jednak powstrzymać. Odkąd każdemu wolno było mieć i używać broni…

  • Jak demokracja to demokracja – powtarzała sympatyczna babcia Pelagia która już parę ustrojów przeżyła.

Na chwilę zatrzymałem się przed blokiem. Gdzieś z zachodniej dzielnicy dochodziła niezła kanonada. Rozpoznałem nawet większy kaliber.

  • To kibice gości przedzierają się w stronę naszego stadionu, podobno niewielu już ich zostało. Sąsiad, kawał chłopa wrzucił do bagażnika auta okazyjnie nabytego pancerfausta. Jeździł na TIR-ach i musiał mieć większy kaliber. Lepiej z nim nie zaczynać.

    Dwóch pijaczków na naszym skwerku zaczęło nagle się kłócić o to kto ma pociągnać ostatni łyk z flaszki. Żaden nie chciał ustąpić. Broń wyciągnęli jednocześnie i jednocześnie padli trupem. Skorzystał na tym trzeci ich koleś, który przezornie schował się za drzewem. Pociągnął solidnie za spokój ich dusz.

    W miarę spokojnie – jeśli nie liczyć czołgania się rowem koło sąsiada z willi na rogu, który testował na przechodniach nowy CKM – dotarłem na przystanek. Pancerny tramwaj, zero okien, tylko szczeliny zawiózł mnie wreszcie do pracy. Co z tego, że spóźniłem się do pracy trzy godziny.

    Szef nawet się ucieszył, że jestem. Bał się nam podskoczyć. W tym tygodniu nasze biuro zastrzeliło już czterech szefów, a to dopiero środa. Pierwszy nie chciał dać nikomu premii – samobójca ! – drugi budził nas jak spaliśmy na biurkach, a trzecia, szefowa za dużo gadała…

    - Słyszałem w radiu, że rząd ma zamiar wprowadzić ślepą amunicję, bo nie ma kto już pracować… – kolega Olek zawsze wszystko wiedział.

    - Taka władza długo nie pożyje, zacząłem głośno mieszać herbatę.

  • Też musisz Janek uważać więc może ciszej z tą łyżeczką, przyciął mi Olek odbezpieczając swój rewolwer…

    Tak, to nie był kraj bezbronnych ludzi. Kto strzelał pierwszy ten żył. I już teraz nikt nie pamiętał kto doprowadził to tej anarchii zwolennicy wolności totalnej, czy lobby przedsiębiorców pogrzebowych. Ostrzał nie miał końca, a kule na pewno skróciły już żywot tych, co go wymyślili.

 

Jan Poeta

Listopad 2017 rok

WRZEŚNIOWE STROFY  

 

I Milion wierszy

 

Napisałem milion wierszy

ale czytać tego nie umieją

albo nie chcą

albo czasu nie mają

 

(A ja mam je czas pisać!)

 

I tylko Ziemia kręci się

ją też poezja nie obchodzi

 

Napiszę więc Wiersz Ostatni

nowy, lepszy

Numer milion i jeden

I wreszcie będę sławny

A kiedy odejdę skutecznie

nazwą mną kometę

Odpowiednio dużą

 

Która rozpierdzieli w pył

Nie-czytających i Matkę Gaję

 

Aż kości dinozaurów się zdziwią

 

Zew Dob. 1 IX 2017

 

II A jeśli

 

A jeśli już się nie obudzę

Ten garnek z zupą jednak zakryj

żebym miał na Zmartwywchstanie

bo głód mój wtedy będzie wielki

 

A jeśli pójdę sobie precz

wystawiaj znicze w każdym oknie

Żebym wracając nie zabłądził

z manowców tego świata

 

A jeśli kochać Cię przestanę

to nie wierz mi

bo może tylko droczę się z Tobą

Żebyś mnie kochać nie przestała

 

Zew 17 IX 2017

 

 

 

 

 

WRZEŚNIOWE STROFY

 

I Milion wierszy

 

Napisałem milion wierszy

ale czytać tego nie umieją

albo nie chcą

albo czasu nie mają

 

(A ja mam je czas pisać!)

 

I tylko Ziemia kręci się

ją też poezja nie obchodzi

 

Napiszę więc Wiersz Ostatni

nowy, lepszy

Numer milion i jeden

I wreszcie będę sławny

A kiedy odejdę skutecznie

nazwą mną kometę

Odpowiednio dużą

 

Która rozpierdzieli w pył

Nie-czytających i Matkę Gaję

 

Aż kości dinozaurów się zdziwią

 

Zew Dob. 1 IX 2017

aple

II A jeśli

 

A jeśli już się nie obudzę

Ten garnek z zupą jednak zakryj

żebym miał na Zmartwychwstanie

bo głód mój wtedy będzie wielki

 

A jeśli pójdę sobie precz

wystawiaj znicze w każdym oknie

Żebym wracając nie zabłądził

z manowców tego świata

 

A jeśli kochać Cię przestanę

to nie wierz mi

bo może tylko droczę się z Tobą

Żebyś mnie kochać nie przestała

 

Zew 17 IX 2017

 

 

 

 

 

WYSPIAŃSKI – TEN SAM, ALE NIE TAKI SAM

 

 st wysp

Czegoś tu nie kumam. Stanisław Wyspiański jako autor „Wesela” jest cacy i nadaje się do narodowego czytania, natomiast jako autor słynnej „Klątwy” nadaje się na stos?!

O co tu biega? Podobną schizofrenią wykazywali się też inni twórcy – np. poeta Emil Zegadłowicz, który był w młodych latach Karola Wojtyły jego idolem, a nawet naczelnym kościelnej gazety w Poznaniu.

A potem się tak zbiesił swymi porno-powieściami ‚”Zmory”, „Motory’ itd.

Co to się w tych genialnych łbach tak miesza…  

KAJAKAMI PO BRYNICY

 

(relacja własna)

 

Mini – żegluga po Brynicy, czyli pływanie łodziami i kajakami była żywa i ważna już przed II wojną światową. Zachowały się więc na przykład zdjęcia z pielgrzymowania do Piekar łodziami oraz sceny znad kajakowania i plażowania w Czeladzi.

Od kilku lat wraca się do tej tradycji. W 2014 roku, na zaproszenie czeladzkiego wydawcy, miłośnika gór i radnego Stanisława Pisarka zainaugurował te spływy sam pogromca Atlantyku Aleksander Doba. W tym samym roku młodzież z II LO im. J. Matejki w Siemianowicach Śląskich pokonała fragment Brynicy na ekologicznych tratwach zrobionych z PET-ów (butelek plastikowych).

W zeszłym roku pierwszy spływ zorganizował Urząd Miasta Siemianowice Śląskie – przykład dał sam Prezydent Miasta. Wtedy chętni przemierzyli dystans 2 km, w tym zwiększono go do ponad 4. Start był na granicy Wojkowic i Przełajki a meta koło stanicy koni w Bańgowie.

Płynących podzielono na trzy tury a pomimo pochmurnej pogody chętnych nie zabrakło. Niżej podpisany – pierwszy raz poważnie na kajaku! – płynął w ostatniej grupie, rej wodził tu naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska Artur Kledzik. Obecni byli też przedstawiciele Stowarzyszenia Wiking z Gliwic, którzy 26 sierpnia mieli zamiar zorganizować następny spływ, już na dłuższej trasie od Piekar Śląskich do Grodu Siemiona.

Imprezę zorganizowano dzięki wspólpracy z Firmą Kajnar organizującą z Krupskiego Młyna.

Może w ślad za kajakarzami damy szanse i rowerzystom? Nadal bowiem brak jest drożnych przejazdów wzdłuż całego biegu Brynicy.

Z.A. Wieczorek (tekst i foto)

P.S. Dzięki Pani Kasi z którą płynąłem za nauki i nadawanie tempa.

kasia blog mlody bl

 

NA BIGOSIE U BIGOSOWEJ

 

(korespondencja z Zakopanego)

 

Jak co roku w stolicy Tatr tłoczno i swojsko tym bardziej, że połowa „ceprów” przyjechała tu ze Śląska, albo z Zagłębia. Ciężko w tym roku dojechać bo jeszcze przez rok będzie w remoncie most w Poronine (obok byłego Muzeum Lenina).

Ciężko więc się tu przebić, trzeba dokoluśka, albo na rowerze. Do tego jednak trzeba mieć chęć i kondycję. Na Krupówkach szpilki nie wetkniesz, a jak chodzi o szpilki na Giewoncie to kolejka jak po cukier, albo po benzynę w PRL. Może więc trzeba zbudować drugi?

Kultowe są zadeptane równie Krupówki, Morskie Oko i Kasprowy, a przecież Tatry o wiele większe. Snobizm, czy postęp? Pisał swojego czasu o takich trendach pisarz Żeromski. No bo przecież nie powiem, że rodacy jak te owce za jednym baranem. No tak tylko kto występuje w roli tego barana?

Można przecież inaczej i spróbować inaczej. Na przykład spożyć bigos u Zofii Bigosowej, zwanej Wolną Europą Podhala, która nie wahała się dowalić telewizyjnie największym polskim autorytetom politycznym. Jakby ktoś szukał to jest ona po lewej na Głodówce, jadąc od Bukowiny w stronę Morskiego Oka.

Tłoku nie ma, bigos super – pikantnie przyprawiony i jest go dużo. Każdy ma takie Tatry jakich szuka, a czy chce szukać to już inna sprawa.

20597080_10207266190971402_1832655620946778840_n 20597222_10207266189691370_2377934285966754525_n 20597362_10207258156330541_847619521948745761_n 20621935_10207266191971427_5021855845724687932_n 20638514_10207266263173207_6553688864865684302_n

ZEW

 

PRZEJDZIEM WISŁĘ, PRZEJDZIEM …SAN

 

Skąd niby taki tytuł? Jesteśmy przecież rzeczną gazetą więc wypadałoby także o innych ciekach wodnych. Ostatni weekend, nieco powiększony, zdarzyło mi się spędzić w okolicach Sandomierza. A tak dokładnie to w Janiszowie, położonym na drugim brzegu Wisły niż matecznik telewizyjnego Ojca Mateusza.

Zresztą z braku innych cyklistów to mnie – jedynego rowerzystę na rynku Sandomierza – pewien ksiądz, przewodnik wycieczki gdzieś z Polski, wskazał jako Ojca Mateusza. „O tu siedzi Ojciec Mateusz”, swojej trzódce.

No i było cha, cha i hejże hola. Oj gdyby trzódka wiedziała, że moja potencjalna spowiedź trwałaby chyba ze dwa tygodnie zanim wróciłbym do względnej czystości… Te malownicze okolice, pogranicze województw świętokrzyskiego i lubelskiego, zwiedzałem czym mogłem. A więc nogami, rowerem, autem, promem, łódką.

Przy okazji dowiedziałem się, że to właśnie tutaj wpada do Wisły San (ach te luki w geografii, ale to dobrze bo byliśmy rok temu u źródel Sanu w Worku Bieszczadzkim). Malownicza i dzika trochę ta kraina. Pełno tu łąk kwiecistych, wierzb starych i rosochatych, koni i krów często luzem chodzących, no i wałów przecipowodziowych, bo Wielka Woda przecież w każdej chwili może wrócić.

Jednocześnie z każdego kąta wygląda tu historia. Zawichost to klasztor z XII wieku, Sandomierz to chyba wszyscy wiedzą, dotarłem również i do Kraśnika, tego starego nie Fabrycznego.

Gościliśmy u Marty, przyjaciółki żony, do której wybieraliśmy się 2 lata. Pies Borys nurkował w Wiśle, kotka Zuzia spała w szafie, spacerom i rozmowom nie było końca, a mama Marty Ewa pysznie gotowała. Rówieśnica mego wnuka Nelka dalej charakterna i chyba pieśniarką zostanie. Kogo tu jeszcze wymienić? Mini-psicę Meliskę, która nam też do łóżka wchodziła.

Obiecaliśmy wpaść na Dożynki. Przyznaję, że kontakt osobisty to więcej niż Face Book. Dzięki bardzo!

ja ok sand ja sand reka ja wisla kon zboze

 

ZEW, Miesięcznik Gazeta Nad Brynicą

 

PENK SENK, ZAPOMNIANY MISTRZ

 

W starym antykwariacie przy ulicy Gliwickiej (Katowice) wpadła mi kiedyś w ręce stara podniszczona książeczka. Zafrapował mnie jej tytuł „PENK SENK, zapomniany chiński mistrz”. Kiedy wziąłem ją do rąk usłyszałem głos Mistrza – Kochaj mnie i moją mądrość.

Rozejrzałem się wokół, ale nikogo nie było poza grubym i sprośnym właścicielem – Panie bierzesz pan czy nie? Bo zamykam. I tak to za chwilę myszy zeżrą. Jak dla pana to tylko złotówkę!

Do domu wracałem tramwajem. Tej złotówki mi brakło, aby wykupić swoje auto z Galerii Katowickiej. Miałem okazję jadąc przez nieco pijane Załęże zapoznać się bliżej z dorobkiem Mistrza. Przekazuję więc w skrócie czego się dowiedziałem. Może i Wy sięgnięcie po dzieła Penk-Senka?

 

CV

Urodzony w Państwie Srodka, IV wiek przed naszą erą, data śmierci nieznana, są tacy, którzy uważają, że nadal żyje w kolejnym wcieleniu. Jedni twierdzą, że jest trawą wkładaną do żubrówki, inni, iż szympansem w chorzowskim Zoo.

Miał wielu uczniów a jego szkoła nazywała się Wuml.

 

GŁÓWNE DZIEŁA

  1. Wielki Mur – mała dziura
  2. Snopki Mandżurii
  3. Nie da rady – oba samce
  4. Głaszcząc Pandę pod włos
  5. Liżąc poranną rosę
  6. Ostre słowa – tępe myśli
  7. Najlepszy sposób na Mongołów – Azotox.

 

CYTATY

  • Jakże ciężko pachnieć róży na polu pełnym głąbów.
  • Zupy jedzonej w deszczu ciągle przybywa
  • Nie wynajdujcie telewizora tylko powiększcie otwór w jaskini
  • Kiedy broda sięga ziemi chodzisz w rozkroku
  • Sadźmy ryż każdego dnia, ale w niedzielę wąchajmy jaśmin
  • Ognisty język kobiety zastąpi ci krzesiwo
  • Dziurawa łódź każdego doprowadzi do dna
  • Jeśli zjadłeś świeczkę knot zostaw na deser
  • Potrzaskaj wszystkie klepsydry, czas sam zdechnie
  • Czasem trzeba z domu wyjść oknem, drzwi są nudne
  • Stosunek z kobietą jest jak herbata, niekiedy trzeba zamieszać
  • Ludzie i myszy kochają książki. Niezależnie od tego ile mają zębów
  • Cesarz żyje jak w akwarium. Wodą są donosy dworzan.

obraz

Zew, 1 kwietnia 2017 rok

MĘŻCZYŹNI, SAMOLOT, KROKUSY

MIASTO MĘŻCZYZN

 

Zaułki z czerwonej cegły

jedne ślepe

inne z dioptriami

 

Zagubiona kobieta

nie ma tu szans

Chyba, że sama skoczy w

studnię pożądania

 

SAMOLOT

 

Nocny autobus

porwany rankiem

któremu nagle wyrosły skrzydła

 

Po dywania chmur

znaczy brudne ślady opon

 

Uciekamy!

Wprost w słońce

aż ku zaślepieniu

krok be

Zew, 5 marca 2017 Dob.

ZDROWYCH, WESOŁYCH – MAŁA KOREKTA

Ja życzę takich świąt, mnie też życzą, ale jak to właściwie jest? ZDROWE?! Prawie każdy wreszcie przechodzi na melodię typu „tu mnie boli, tam mnie źgo…” pozwolicie, że nie dokończę. WESOŁYCH? W większości rodak cieszy się jedynie wtedy kiedy współrodak wyłoży orła na skórce od banana a więc?

JA JAKO STARY KOMUCH TO ŻYCZĘ SOBIE I RESZCIE PÓŹNYCH WNUKÓW , aby SPEŁNIŁY SIĘ ZASADY ZAWARTE W TEJ MODLITWIE:

  1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.2. Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego na daremno. 3 Pamiętaj , abyś dzień świety święcił. 4. Czcij ojca swego i matke swoją. 5. Nie zabijaj. 6. Nie cudzołóż. 7. Nie kradnij. 8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliżniemu swemu.9. Nie pożądaj żony bliźniego swego. 10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.

O ile świat wtedy byłby piękniejszy i milszy dla homo sapiens.

P.S. Mel Brooks, polski Żyd, w jednym ze swych filmów zasugerował, że Mojżesz dostał od Stwórcy 20 przykazań tylko dziesiątkę potrzaskał. Ciekawe co na nich było? MACIE JAKIEŚ PROPOZYCJE?!

bombka 1 be