JA GRABARZ BLOGÓW

Wynika z tego, że czeka mnie i moje poematy blogerskie kolejny pogrzeb. Oto Onet, wydawca zapowiedział, że od 31 stycznia 2018 roku nastąpi likwidacja portalu BLOGI.PL

Ano byłem tam podczepiony pod adresem zew.blog.pl

2 lata temu niedobitki nas załapały się na ten adres ze sławnego portalu redakcja.pl (Wydawca Newsweek). Niby miejsce honorowe, ale oddźwięk prawie żaden. Mówię o ilości wejść i temperaturze dyskusji.

Widać tak musiało być.

W tej sytuacji Blogerów Jędrasika i Bejmerta spotykam jeno na Facebooku. Żal d… ściska, bo wejść było tysiące a słowa ostre jak siekiery fruwały gęsto.

I co dalej? Wspomnę tylko, że w roku 2000 wyszła książka dziennikarska ZEW-a pt. Moje abecadło – zaliczyłem 70 redakcji. W przypisach pomieściłem ich rejestr. Od tego czasu redakcji papierowych do których pisałem, bądź je prowadziłem uzbierało się 138 – 130 z nich nie istnieje.

Z blogami netowymi jest lepiej, chyba setki nie przekroczę.

Pozostaje więc nieśmiertelny, bardziej graficzny blog zewpress.wordpress.com oraz MOJE BOJE III, które od lutego tego roku zamierzam przenieść na fejsa. Tego ostatniego mam nadzieję nikt nie skasuje, bo niektórzy straciliby sens życia.

Boże i Leninie! Pomyśleć, że ja kiedyś na przeniesienie numeru telefonu w Katowicach czekałem 7 lat a SMS-y pisało się ołówkiem na kartce w kuchni!

Amen!

ja first book

Zbigniew Wieczorek, Bloger VIP Newsweeka

P.S. I jeszcze okolicznościowa melodyjka ku pokrzepieniu serc blogerskich.



 

 

 

WSZYSCY JESTEŚMY AFRYKANAMI!

Ex Africa semper aliquid novi – Z Afryki zawsze coś nowego, napisał Pliniusz Starszy i miał wiele racji. Zaraz do tego dojdę. W sytuacji w której jesteśmy absolutnie oburzeni i przerażeni napływem uchodźców głównie z Libii i Syrii, zapomnieliśmy skąd przyszliśmy!

A przecież nasi przodkowie, pierwsze egzemplarze homo sapiens przywędrowały stamtąd do Europy i potem poszli dalej do Azji i obu Ameryk. To samo było z Australią. Ta wędrówka ludów trwała 80 tysięcy lat a rozpoczęła się ponad sto tysięcy lat temu kiedy homo sapiens było jedynie około 10 tysięcy. Jedyną konkurencją dla nich nie były dzikie zwierzęta lecz człowiek neandertalski. Ten jednak wyginął 30 tysięcy lat temu.

afryka ok

Rozmnożenie nasze zapoczątkowało osiedlanie się i przejście ze zbieractwa na rolnictwo. W 2100 roku szacuje się wzrost populacji ludzkiej na 10 miliardów. Ziemi będzie za mało. Czy rozwiązaniem będzie wojna, a może emigracja na inna planety? „Właściwie wszyscy jesteśmy Afrykanami i nasze zróżnicowanie na Eskimosów, Buszmenów, Australijczyków, Skandynawów i inne populacje to jedynie koda długiej pieśni ewolucji człowieka”-

  • pisze komentując badania genotypów i DNA w swojej książce „Afrykański exodus” antropolog Chris Stringer, który podjął swe badania na przełomie lat 60-tych i 70-tych XX wieku.

Odnosi się on też do teorii jednego z polityków, że Afryka nigdy nie będzie rządzić się w cywilizowany sposób bo jest zbyt dzika i prymitywna. „A tymczasem 50 lat temu (książka wyszła u schyłku lat 90-tych – przyp. Zew) jeden z najbardziej „cywilizowanych” narodów systematycznie wytępił 6 milionów ludzi i wciągnął świat w wojnę, która pochłonęła kolejne 40 milionów istnień. Konflikt w Bośni i Hercegowiny nie ukazują dzisiejszej Europy jako całkowicie ucywilizowanego kontynentu. Afryka nie jest ani gorsza, ani lepsza, a to z tej przyczyny, że okrucieństwo ludzkie jest powszechne i nie zna granic”, pisze Autor.

My nagie małpy (to pojęcie ukute przez Desmonda Morrisa) straciliśmy kiedyś większość swej sierści jeszcze w Afryce – za gorąco było, na północ ruszyliśmy w poszukiwaniu nowych terenów do żerowania dzięki temu, że lodowce odstąpiły i wypada nam jednak o tym pamiętać. A do czego nas Matka Ewolucja doprowadzi też jeszcze nie wiadomo, bo na tym na pewno nie koniec.

P.S. Pozwoliłem sobie ozdobić kupioną przez mnie z promocji w markecie (rok 2002) własnym wierszem uświadomionym na łące w Katowicach – Kokocińcu. Brzmi on tak:
„Noc zajebisto – gwiaździsta

obcych słońc natrętne czekany

Powietrze ostre jak balsam

Chodzą niepogrzebani

Wyją nieco pijani

Wchodzę w mrok trochę schowany

Szukając drzewa

z którego zszedłem

Ale nie do końca”.

Lenin też pisał na marginesach książek. Mam nadzieję, że skończę lepiej niż on.

 

ZEW

 

POLISZ KREIZI LAIF

(Mironowi B.)

SKRINY nam mózgi wyciągają

Jeno IWENTY żyć pozwalają

ŁOMŻING nam czasem płynął w żyłach

Czy na to Polska zasłużyła?

HEJTING zastąpił nam warcholstwo

a FAKING wyparł sztukę miłosną

I tak bełkocząc od granic do granic

Ojczyznę – Polszczyznę mamy za nic

Dobrze, że przetrwała nam łacina

ze słowem co na KA się zaczyna

Czy to jednak mej radości ma być przyczyna?

wiersz engZew, listopad 2017 rok, Dob.

OSTRZAŁ

colt

Hełm założyłem dzisiaj rankiem lekki hiper – plastikowy. Jakoś nie miałem siły tkać na łeb to żelastwo co zwykle. Podobno ten plastik wytrzymuje mniejszy kaliber. Kamizelkę odporną, wiecie na co, przywdziałem jednak ocieplaną, w końcu zimna jesień jest w pełni.

  • Testament aktualny? Pożegnała mnie ciepło w progu aktualna żona. Jakieś takie dziwne natręctwa ją nawiedzały. Czemu miałbym ją niby wydziedziczyć?! I Z czego, z tego ruskiego roweru, bo więcej mi nie zostało. I tak byłem dla nie za dobry.

    Otworzyłem ostrożnie drzwi na klatkę i wystawiłem peryskop. Blockersów jednak nie było. Albo brakło już miejsca do nowych grafiti na ścianach, albo amunicja im wyszła, albo gang z sąsiedniej ulicy ich załatwił.

    Sprawdziłem jeszcze czy oba kolty mam naładowane, jeden większy za pasem, drugi mniejszy w skarpetce. Było Ok. Zacząłem schodzić w dół.

    Z drugiego piętra dobiegł mnie pojedynczy strzał. Stanałem na chwilę. Ale nic. To widać babcia Pelagia zabijała muchy. Gdybyście widzieli to sitko na ścianach jej kuchni. Nie mogła się jednak powstrzymać. Odkąd każdemu wolno było mieć i używać broni…

  • Jak demokracja to demokracja – powtarzała sympatyczna babcia Pelagia która już parę ustrojów przeżyła.

Na chwilę zatrzymałem się przed blokiem. Gdzieś z zachodniej dzielnicy dochodziła niezła kanonada. Rozpoznałem nawet większy kaliber.

  • To kibice gości przedzierają się w stronę naszego stadionu, podobno niewielu już ich zostało. Sąsiad, kawał chłopa wrzucił do bagażnika auta okazyjnie nabytego pancerfausta. Jeździł na TIR-ach i musiał mieć większy kaliber. Lepiej z nim nie zaczynać.

    Dwóch pijaczków na naszym skwerku zaczęło nagle się kłócić o to kto ma pociągnać ostatni łyk z flaszki. Żaden nie chciał ustąpić. Broń wyciągnęli jednocześnie i jednocześnie padli trupem. Skorzystał na tym trzeci ich koleś, który przezornie schował się za drzewem. Pociągnął solidnie za spokój ich dusz.

    W miarę spokojnie – jeśli nie liczyć czołgania się rowem koło sąsiada z willi na rogu, który testował na przechodniach nowy CKM – dotarłem na przystanek. Pancerny tramwaj, zero okien, tylko szczeliny zawiózł mnie wreszcie do pracy. Co z tego, że spóźniłem się do pracy trzy godziny.

    Szef nawet się ucieszył, że jestem. Bał się nam podskoczyć. W tym tygodniu nasze biuro zastrzeliło już czterech szefów, a to dopiero środa. Pierwszy nie chciał dać nikomu premii – samobójca ! – drugi budził nas jak spaliśmy na biurkach, a trzecia, szefowa za dużo gadała…

    - Słyszałem w radiu, że rząd ma zamiar wprowadzić ślepą amunicję, bo nie ma kto już pracować… – kolega Olek zawsze wszystko wiedział.

    - Taka władza długo nie pożyje, zacząłem głośno mieszać herbatę.

  • Też musisz Janek uważać więc może ciszej z tą łyżeczką, przyciął mi Olek odbezpieczając swój rewolwer…

    Tak, to nie był kraj bezbronnych ludzi. Kto strzelał pierwszy ten żył. I już teraz nikt nie pamiętał kto doprowadził to tej anarchii zwolennicy wolności totalnej, czy lobby przedsiębiorców pogrzebowych. Ostrzał nie miał końca, a kule na pewno skróciły już żywot tych, co go wymyślili.

 

Jan Poeta

Listopad 2017 rok

PENK SENK W KRAINIE LUSTEREK

cien

Penk Senk uważał, że podróże kształcą. Dlatego kiedy nudziło go otoczenie, ci sami ludzie i te same sprawy udawał się w podróż. Pewnego razu, a było to tam skąd widać Himalaje, trafił do Krainy Lusterek.

Stolica była dużym miastem, a przy tym takim innym. Wszyscy trzymali w ręku dziwne lusterka. Patrzyli tylko w nie a nie na drugiego człowieka, za nic mieli piękno przyrody a nawet dziury w ulicach w które przez brak uwagi wpadali.

Mówili tylko do tych lusterek, uśmiechali się, utrwalali za ich pośrednictwem swoje wizerunki.

Kobiety pytały czy są najpiękniejsze na świecie, mężczyźni próbowali dociec jak być silnym i sprawnym, dzieci pytały swoich lusterek skąd się biorą małe dzieci, a mędrcy chcieli, aby lusterka odpowiedziały im na pytanie – kiedy zaczął się świat i jaki będzie jego koniec.

A przecież tego nie wiedział nawet Penk Senk, najmądrzejszy z mądrych. O Bogu Wszelkiego Stworzenia już nie wspominając. Ze smutkiem opuścił więc nasz Penk Senk tę krainę, bo nie miał okazji porozmawiać z żadnym tutejszym mieszkańcem.
Może udało by mu się taką rozmowę przeprowadzić  gdyby miał swoje lusterko. Ale niestety nie miał. Dużo później Bóg się jednak rozsierdził tym zaślepieniem obywateli Krainy Lusterek i sprawił, że w pewnej chwili pękły one w drobny mak. Najpierw ludzie stanęli jak oniemiali, a potem dało się słyszeć śmiechy i rozmowy, matki zaczęły mówić do dzieci a nie lusterek, mężowie czułymi słowami zwracali się do żon a nie wdzięczyli się do zimnego szkła.

Wreszcie wszyscy zobaczyli, że świeci słońce, rosną kwiaty a świat jest piękny. Nawet jak na nim nie ma lusterek.

EDWARD GIEREK – za czy przeciw?

W najbliższy piątek, 15 września o godzinie 16.00 rozpocznie się debata na temat – Edward Gierek, dokonania i rola w rozwoju Sosnowca. Zlokalizowana ona będzie w Sosnowieckim Parku Naukowo – Technologicznym (teren byłej KWK Niwka – Modrzejów), ul. Wojska Polskiego 8.

Organizatorem debaty jest Federacja Młodych Socjaldemokratów z Sosnowca.

W roli prelegentów wystąpią:

  • - Poseł do Parlamentu Europejskiego Profesor Adam Gierek,
  • - Tomasz Niedziela, radny sosnowiecki, przewodniczący SLD w tym mieście,
  • - Arkadiusz Rybak, dyrektor Muzeum Miejskiego Sztygarka w Dąbrowie Górniczej,
  • - Karol Winiarski, historyk, sosnowiecki radny.

Moderatorami debaty będą Michał Wcisło, szef FMS w Sosnowcu oraz Wojciech Nitwinko, wiceprzewodniczący SLD w Sosnowcu. Debacie towarzyszy wystawa – Edward Gierek, budowniczy Sosnowca.

Wstęp wolny. Serdecznie zapraszamy. 

Debata_plakat

 

 

 

WYSPIAŃSKI – TEN SAM, ALE NIE TAKI SAM

 

 st wysp

Czegoś tu nie kumam. Stanisław Wyspiański jako autor „Wesela” jest cacy i nadaje się do narodowego czytania, natomiast jako autor słynnej „Klątwy” nadaje się na stos?!

O co tu biega? Podobną schizofrenią wykazywali się też inni twórcy – np. poeta Emil Zegadłowicz, który był w młodych latach Karola Wojtyły jego idolem, a nawet naczelnym kościelnej gazety w Poznaniu.

A potem się tak zbiesił swymi porno-powieściami ‚”Zmory”, „Motory’ itd.

Co to się w tych genialnych łbach tak miesza…  

KAJAKAMI PO BRYNICY

 

(relacja własna)

 

Mini – żegluga po Brynicy, czyli pływanie łodziami i kajakami była żywa i ważna już przed II wojną światową. Zachowały się więc na przykład zdjęcia z pielgrzymowania do Piekar łodziami oraz sceny znad kajakowania i plażowania w Czeladzi.

Od kilku lat wraca się do tej tradycji. W 2014 roku, na zaproszenie czeladzkiego wydawcy, miłośnika gór i radnego Stanisława Pisarka zainaugurował te spływy sam pogromca Atlantyku Aleksander Doba. W tym samym roku młodzież z II LO im. J. Matejki w Siemianowicach Śląskich pokonała fragment Brynicy na ekologicznych tratwach zrobionych z PET-ów (butelek plastikowych).

W zeszłym roku pierwszy spływ zorganizował Urząd Miasta Siemianowice Śląskie – przykład dał sam Prezydent Miasta. Wtedy chętni przemierzyli dystans 2 km, w tym zwiększono go do ponad 4. Start był na granicy Wojkowic i Przełajki a meta koło stanicy koni w Bańgowie.

Płynących podzielono na trzy tury a pomimo pochmurnej pogody chętnych nie zabrakło. Niżej podpisany – pierwszy raz poważnie na kajaku! – płynął w ostatniej grupie, rej wodził tu naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska Artur Kledzik. Obecni byli też przedstawiciele Stowarzyszenia Wiking z Gliwic, którzy 26 sierpnia mieli zamiar zorganizować następny spływ, już na dłuższej trasie od Piekar Śląskich do Grodu Siemiona.

Imprezę zorganizowano dzięki wspólpracy z Firmą Kajnar organizującą z Krupskiego Młyna.

Może w ślad za kajakarzami damy szanse i rowerzystom? Nadal bowiem brak jest drożnych przejazdów wzdłuż całego biegu Brynicy.

Z.A. Wieczorek (tekst i foto)

P.S. Dzięki Pani Kasi z którą płynąłem za nauki i nadawanie tempa.

kasia blog mlody bl

 

NA BIGOSIE U BIGOSOWEJ

 

(korespondencja z Zakopanego)

 

Jak co roku w stolicy Tatr tłoczno i swojsko tym bardziej, że połowa „ceprów” przyjechała tu ze Śląska, albo z Zagłębia. Ciężko w tym roku dojechać bo jeszcze przez rok będzie w remoncie most w Poronine (obok byłego Muzeum Lenina).

Ciężko więc się tu przebić, trzeba dokoluśka, albo na rowerze. Do tego jednak trzeba mieć chęć i kondycję. Na Krupówkach szpilki nie wetkniesz, a jak chodzi o szpilki na Giewoncie to kolejka jak po cukier, albo po benzynę w PRL. Może więc trzeba zbudować drugi?

Kultowe są zadeptane równie Krupówki, Morskie Oko i Kasprowy, a przecież Tatry o wiele większe. Snobizm, czy postęp? Pisał swojego czasu o takich trendach pisarz Żeromski. No bo przecież nie powiem, że rodacy jak te owce za jednym baranem. No tak tylko kto występuje w roli tego barana?

Można przecież inaczej i spróbować inaczej. Na przykład spożyć bigos u Zofii Bigosowej, zwanej Wolną Europą Podhala, która nie wahała się dowalić telewizyjnie największym polskim autorytetom politycznym. Jakby ktoś szukał to jest ona po lewej na Głodówce, jadąc od Bukowiny w stronę Morskiego Oka.

Tłoku nie ma, bigos super – pikantnie przyprawiony i jest go dużo. Każdy ma takie Tatry jakich szuka, a czy chce szukać to już inna sprawa.

20597080_10207266190971402_1832655620946778840_n 20597222_10207266189691370_2377934285966754525_n 20597362_10207258156330541_847619521948745761_n 20621935_10207266191971427_5021855845724687932_n 20638514_10207266263173207_6553688864865684302_n

ZEW

 

PRZEJDZIEM WISŁĘ, PRZEJDZIEM …SAN

 

Skąd niby taki tytuł? Jesteśmy przecież rzeczną gazetą więc wypadałoby także o innych ciekach wodnych. Ostatni weekend, nieco powiększony, zdarzyło mi się spędzić w okolicach Sandomierza. A tak dokładnie to w Janiszowie, położonym na drugim brzegu Wisły niż matecznik telewizyjnego Ojca Mateusza.

Zresztą z braku innych cyklistów to mnie – jedynego rowerzystę na rynku Sandomierza – pewien ksiądz, przewodnik wycieczki gdzieś z Polski, wskazał jako Ojca Mateusza. „O tu siedzi Ojciec Mateusz”, swojej trzódce.

No i było cha, cha i hejże hola. Oj gdyby trzódka wiedziała, że moja potencjalna spowiedź trwałaby chyba ze dwa tygodnie zanim wróciłbym do względnej czystości… Te malownicze okolice, pogranicze województw świętokrzyskiego i lubelskiego, zwiedzałem czym mogłem. A więc nogami, rowerem, autem, promem, łódką.

Przy okazji dowiedziałem się, że to właśnie tutaj wpada do Wisły San (ach te luki w geografii, ale to dobrze bo byliśmy rok temu u źródel Sanu w Worku Bieszczadzkim). Malownicza i dzika trochę ta kraina. Pełno tu łąk kwiecistych, wierzb starych i rosochatych, koni i krów często luzem chodzących, no i wałów przecipowodziowych, bo Wielka Woda przecież w każdej chwili może wrócić.

Jednocześnie z każdego kąta wygląda tu historia. Zawichost to klasztor z XII wieku, Sandomierz to chyba wszyscy wiedzą, dotarłem również i do Kraśnika, tego starego nie Fabrycznego.

Gościliśmy u Marty, przyjaciółki żony, do której wybieraliśmy się 2 lata. Pies Borys nurkował w Wiśle, kotka Zuzia spała w szafie, spacerom i rozmowom nie było końca, a mama Marty Ewa pysznie gotowała. Rówieśnica mego wnuka Nelka dalej charakterna i chyba pieśniarką zostanie. Kogo tu jeszcze wymienić? Mini-psicę Meliskę, która nam też do łóżka wchodziła.

Obiecaliśmy wpaść na Dożynki. Przyznaję, że kontakt osobisty to więcej niż Face Book. Dzięki bardzo!

ja ok sand ja sand reka ja wisla kon zboze

 

ZEW, Miesięcznik Gazeta Nad Brynicą