ZDROWYCH, WESOŁYCH – MAŁA KOREKTA

Ja życzę takich świąt, mnie też życzą, ale jak to właściwie jest? ZDROWE?! Prawie każdy wreszcie przechodzi na melodię typu „tu mnie boli, tam mnie źgo…” pozwolicie, że nie dokończę. WESOŁYCH? W większości rodak cieszy się jedynie wtedy kiedy współrodak wyłoży orła na skórce od banana a więc?

JA JAKO STARY KOMUCH TO ŻYCZĘ SOBIE I RESZCIE PÓŹNYCH WNUKÓW , aby SPEŁNIŁY SIĘ ZASADY ZAWARTE W TEJ MODLITWIE:

  1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.2. Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego na daremno. 3 Pamiętaj , abyś dzień świety święcił. 4. Czcij ojca swego i matke swoją. 5. Nie zabijaj. 6. Nie cudzołóż. 7. Nie kradnij. 8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliżniemu swemu.9. Nie pożądaj żony bliźniego swego. 10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.

O ile świat wtedy byłby piękniejszy i milszy dla homo sapiens.

P.S. Mel Brooks, polski Żyd, w jednym ze swych filmów zasugerował, że Mojżesz dostał od Stwórcy 20 przykazań tylko dziesiątkę potrzaskał. Ciekawe co na nich było? MACIE JAKIEŚ PROPOZYCJE?!

bombka 1 be

WŁADCY CZASU – ROK 3333

planeta-ziemia

To było wtedy kiedy bogaci zaczęli kupować czas. Najpierw robili to małą łyżeczką, potem chochlą, wreszcie przegięli. Z biedaków rzadko który dożywał 15 roku życia a krezusy trwały bez końca.

Bywało, że po 900 lat a przecież Biblia tego nie przewidziała. Trzeba było iluś Filistynów zabić, albo innych lwów, wygrać 7 wojen, spłodzić 49 synów , czyli się czymś wykazać. Tymczasem bogacze tylko rośli w tłuszcz i wszystko mieli w d… Niczym się oczywiście przy okazji nie wykazując. Tak było od wieków i tak będzie widać.

Może jednak wypadałoby wyjaśnić po kolei – JAK SIĘ TO WSZYSTKO ZACZĘŁO? W Roku Pańskim 3333 Rada Starszych Ziemi postanowiła uporządkować sprawy długości życia. Każdy przy urodzeniu dostawał czipa w czaszkę a moduł w nim zawarty określał, że każdy ma te przysłowiowe 50 lat.

77 miliardów homo sapiens na Ziemi to było full. Podwodne osiedla i domy na chmurach nie załatwiały sprawy.

Kolonia na Marsie w związku z czerwoną pylicą też nie miała zbyt wielu chętnych. Ale od czego są HACKERZY – MASONI? Włamali się do programu czaszkowych czipów, no i zaczął się diabelski handel. Za nowy model rakiety osobowej dawało się 10 lat życia, za nową żonę, ładną i niemową 7 lat. NO TO CHĘTNYCH NIE BRAKOWAŁO.

I tak się zrobiła Mega Patologia Istnienia. A co z niego wynikło może a następnym odcinku, jak tylko uda mi się dokupić życia.

 

ZEW

CO Z DRUGIM ZAKOPANEM?

ja wit

(artykuł kontrowersyjny)

„Mówią, że sanatoria muszą uciekać z Zakopanego w dalsze, mniej zasmrodzone okolice (…) Ja jeszcze wierzę w drugie Zakopane w Bieszczadach lub Sudetach. Może znajdą się ludzie, którzy zrozumieją, że mija czas wielkich hoteli i samochodowych parkingów dla turystów, potrzebny nam będzie luksusowy prymityw (…) Nie wolno nam przenosić miast do uzdrowisk, niech tam nawet woły ciągną  powozy, byle tylko samochodom i wszelkim motorom wjazd był zabroniony”, twierdził w latach 70-tych ubiegłego wieku Henryk Worcell (właściwie Tadeusz Kurtyka), pisarz znany głównie z „Zaklętych rewirów”. Worcell związany był ze stolicą Tatr w latach 30-tych XX wieku, głównie ze środowiskiem reduty kasprowiczowskiej, czyli„Harendy”. Ukochał te góry i to miasto, chociaż nie był stąd. Spróbuję i ja ceper podjąć ten temat – CZY POTRZEBNE NAM DRUGIE ZAKOPANE?
Zakopane znam z przerwami od lat właściwie 40. Kiedyś to były incydentalne wycieczki, podczas których raczej bawiło mnie użycie niż życie. Od 5 lat bywam jednak częściej – na rodzinnych zlotach abstynentów w Małem Cichem. Ale mniejsza o to KTO, GDZIE I PO CO. Właśnie wróciłem stamtąd po kolejnym sierpniowym weekendzie. I KOLEJNY ZAKOPIAŃSKI ZAWAŁ. Na Krupówkach tłum tysięczny dumnie defilujący w złotych szpilkach, fotografujący się z misiami (na szczęście diabli wzięli Myszki Micki). Selfie na mostku nad potokiem, kwaśnica za 17 zeta w „Bacówce” i dalej w kolejny korek, żeby dojechać gdziekolwiek swoim bolidem.
Obligo jest bowiem takie – fotka na Krupówkach, marsz w licznym pochodzie lub przejazd furą na Morskie Oko, może jeszcze kolejka na Gubałówkę, gdzie kramów moc. Jeśli po drodze nie zbankrutujemy na nomen omen Targowicy. Góralom w to graj – dutki płyną lawiną, niezależnie od pory roku. Ale przecież miasto jest zatkane komunikacyjne na amen! Nie można do niego ani wjechać, ani wyjechać.

 

Podam tylko przykład z soboty, 13 sierpnia kiedy to rowerem zrobiłem mały Tour de Zakopane. Od Cyhrli do Kuźnic minąłem około 500 aut mruczących w korku i prawie w ogóle się nie przesuwających. To samo w centrum – od Kościeliska koło Targowicy w stronę rond na Poronin i Kraków wszystko stoi. Dalej, Poronin i Biały Dunajec (zwłaszcza okolice słynnego jednokierunkowego mostu ze światłami)  mruczy kolejne 500 aut, dzieci wymiotują po rowach, psy wyją, a co piąte auto nie wiem po co ma rowery na dachu.
To samo pod górkę do Bukowiny, gdzie chcą sobie skrócić drogę na Morskie Oko (a parking Palenica w remoncie!). Korek też od strony Białki. Kolejne kilkaset aut,  które biorę poboczem. CZY Z TEGO WNIOSEK, ŻE WSZYSCY MAJĄ PRZESIĄŚĆ SIĘ NA ROWERY? Nie każdy ma taką kondycję i odwagę, bo przecież głównie jeździ się tymi samymi drogami co „blaszanki”.
PO PIERWSZE – zastanawiam się czego ci ludzie tu szukają? Już zacząłem na to odpowiadać przy okazji Krupówek, ale może jednak skończę. Widzę po rejestracjach, że połowa aut przyjechała tu z dużych aglomeracji, takich jak Śląsk, Warszawa, Gdańsk, Wrocław, czy Lublin. Ci ludzie nie potrafią żyć bez tłoku, innych ludzi, sklepów, knajp. Im dzika przyroda i samotne szlaki nie są potrzebne. A takich miejsc w Tatrach już coraz mniej. Wchodziliśmy z żoną Doliną  Białej Wody na Murowaniec i dalej na Gąsienicowy Czarny Staw. Owszem było trochę ludzi, ale umiarkowanie. Może dlatego, że po kamieniach ciężko się idzie, a dorożek tu nie ma.
Skąd więc ten tłok w Zakopcu? W jakiejś części także i ze snobizmu. Może spotkamy tu kogoś sławnego, a ta fotka na Fejsie z Krupówek na pewno wkurzy znajomych, no i dostaniemy lajki.
PO DRUGIE – CZY RZECZYWIŚCIE POTRZEBNE NAM DRUGIE ZAKOPANE? Obojętnie gdzie zlokalizowane to już nie będzie to miasto, z jego klimatem, historią i wyglądem. To będzie tylko Tatro – Disneyland. I TERAZ WYSUNĘ TEZĘ, KTÓRA NA PEWNO SIĘ NIE WSZYSTKIM SPODOBA.
Na ścianie starego kościółka w Starym Smokowcu (Słowacja) przeczytałem taką oto sentencję Ojca Świętego Jana Pawła II: „Polaków i Słowaków TATRY nie dzielą tylko przybliżają do Boga”. Trawestując tę myśl – dlaczego nie połączymy możliwości tych dwóch narodów w sensie turystycznym? Przecież Słowacy mają cztery razy więcej Tatr niż my. Ich szlaki są często puste i mało uczęszczane. Bogatsza jest też ich infrastruktura – mają takie kurorty jak Szczyrbskie Pleso, Tatrzańską Łomnicę (z wyjazdem na górę na tej samej nazwie), Cztery Smokowce, dwie Polanki itd. itp.
DLACZEGO WIĘC CZĘŚCIOWO ZA PIENIĄDZE UNII EUROPEJSKIEJ nie przebijemy tunelu pod Tatrami i nie połączymy tych dobrodziejstw? Skoro alpejskie narody mogą to robić – i to na dużą większą skalę! – TO DLACZEGO NIE MOŻEMY ZROBIĆ TEGO MY?! Już słyszę protesty ekologów – święta tatrzańska puszcza, spokój niedźwiedzi, chronione gatunki itd. itp. Ja przepraszam, ale zadeptywane na śmierć polskie Tatry i zadymiane spalinami na pewno w sytuacji tego rozgęszczenia  miałyby się lepiej. Może tylko naszym bacom ubyłoby dutków
Ale nie było też takich rozsierdzonych jak pewien Pan z Krakowa (wiek mój, czyli 50 plus), który na targu staroci koło szkoły Kenara nie posiadał się z oburzenia: „No kto to widział, żeby Zakopianką jechał tu 4 godziny?!” Przez grzeczność już go nie zapytałem – kto mu kazał skoro wiedział co go tu czeka.  Jednak przecież może być inaczej.

Zbigniew Al. Wieczorek (ZEW)
Dziennikarz, poeta, malarz, cyklista, obieżyświat

KRUPÓWKI

krup zew

 

W tym dzikim tłumie zero myślenia

Lody tak niosą jako pochodnie

Pełno znajomych, zero znajomych

 

Po kostce w dół, po kostce w górę

Dzieci ciągnione jak te wagony

A jakie tempo? Sto złotych na kilometr

 

I sobie suną w chocholim tańcu

Bo przecież w korku swoje odstali

Po kostce w dół, po kostce w górę

 

Misie bez głowy, misie z głowami

Murzyni, biali, znudzone konie

Krzyż na Giewoncie horyzont znaczy

 

Że go kolejką nie zabudowali

Kto Makuszyński? Hodowca kóz!

Po kostce w dół, po kostce w górę

 

W lustrach smartfonów się przeglądają

Widać natchnienia tam se szukają

Stary Sabała szykuje lagę

Już on rozpędzi tę defiladę

 

Zew, sierpień 2016 rok

 

CIEKAWE CZASY

 

Obyś żył w ciekawych czasach, życzył pewien mędrzec, ale nie były to życzenia z serca płynące. Mamy więc ciekawe czasy w których jednak przeciętny Kowalski, Smith, czy inny Francuz zachowuje się jak pies podczas burzy.

Nawet pod kredens chce w czasie burzy swoją tłustą dupę wsadzić, ale za cholerę się nie chce zmieścić. Zwierzę skomli i się miota, ale piorunów coraz więcej. Za chwilę rozsadzą dom a może i cały świat. Nigdzie już nie jesteśmy bezpieczni ani spokojni.

W pracy przeważnie widmo likwidacji, wyścig szczurów, kopanie dołków, rządy takich co im powinni rękawy na plecach wiązać, a w najlepszym razie mobbing. Na świecie – tym biednym i bogatym – pistoletom maszynowym, granatom i ciężarówkom śmierci próbuje się przeciwstawić puste słowa. Europa, zwłaszcza ta sama, doprowadziła się do sytuacji starożytnego Rzymu naszej ery.

Jedni leżeli tam na złotych łożach, kopulowali z paziami i rzygali, aby zwolnić miejsce dla nowego pożywienia, a inni mieli za nich odpierdzielać robotę. Kiedy jednak obcych dopuszczono do wojska i innych ważnych stanowisk zrobili z Rzymianami porządek. Nie może być tak że jedni wyrzucają żarcie na śmietnik, zmieniają samochody i kochanki jak rękawiczki a inni zaciskają zęby, toną w długach i na nich ich nie stać poza oddychaniem. Mogą tylko patrzeć na dolce vita innych plując z wściekłości na Matkę – Ziemię.

Z TAKICH GNIEWNYCH NASTROJÓW MAS RODZĄ SIĘ REWOLUCJE. A jeśli do tego wątek ekonomiczny połączy się z religijnym kolejne ciosy są nieuniknione. Czekają nas kolejne bomby a w odpowiedzi będą tylko dobre rady złotoustych. Words, words, words… Europa straciła czujność, a czasy będą coraz ciekawsze. Islam ma w zanadrzu nie tylko semteks, ale też bombę demograficzną. Za kolejne pokolenie przejmą w wielu krajach po prostu władzę legalnie, bo będzie ich coraz więcej.

tir

Czasy więc będą coraz ciekawsze. W Bieszczady wszyscy nie uciekniemy. Pamiętajmy też o tym, że pustka jaka w nich jeszcze panuje jest również EFEKTEM BYŁYCH CIEKAWYCH CZASÓW.

MATKA, ŚLIMAKI, PTAKI I BLOGI

 

Jestem neptek przy blogowaniu matki. Ona rocznik 1932 zaczęła swoje zapiski w roku 1950 (!). Robione zielonym atramentem, tytuł pierwszego tomiku MRZONKI. Miała wtedy 18 lat, długie włosy splecione w warkocz i zaczynała pracę na hali maszyn (do pisania, takich co trzaskały) w zawierciańskiej starej Bawełnie.

Pisze do dzisiaj! Mądrze, głupio, ale stale i z pasją. Jest to już więc 66-ty rok jej blogowania. Piętrzą się jej te zapiski w szafach jako kartki, zeszyty i inne papierowe cuda. Matka nigdy nie przekonała się do PC-towania. Pyta mnie ostatnio retorycznie:

  • A co z tym będzie kiedy umrę? Weź to wszystko spał. KTO TO BĘDZIE CZYTAŁ. W zapiskach jest wszystko, o pogodzie, o użeraniu się i kochaniu z jej trzema mężami (wszyscy już prawie Ś. P.), a przede wszystkim o mnie. Bo ja zawsze będę jej ukochanym i jedynym dzieckiem, chociaż mnie to czasami wpienia, ale tak jest.

Zaraz potem Matka Natalia się poprawia. – ALE JA NIGDY NIE UMRĘ! I to już lepiej brzmi. Dzisiaj rano napadła mnie z kartką zapisaną długopisem i dała mi ją. Myślałem, że to lista zakupów, ale nie. Widocznie chce, żebym coś z tym zrobił. No to cytuję w matriksie netu:

12 lipca 2016 rok, Dobieszowice.

PO DESZCZU

Ślimaki zmierzają po moim parapecie. Powoli, z gracją. Nie spieszą się nigdzie. Lubię je obserwować. Uspokajają mnie te stworzenia.

PTAKI OD RANA KONCERTUJĄ

Wystarczy okno otworzyć. Wsłuchać się w ich niezmordowany śpiew. Nie trzeba rozumieć co śpiewają.

Wystarczy spokojnie słuchać, zapomnieć o codzienności.

MARZYĆ”.

Chyba już wiem po kim zostałem POETĄ i przekorą straszną też. Blogi, sposób na oddanie tego co się dzieje w środku Ciebie, sposób na podzielenie się z innymi, na rozmowę na którą inni nie mają czasu.

pl kwiat zew nat

 

 

 

 

NIEWINNOŚĆ SNU

Utraciłem bezpowrotnie niewinność snu

Bo przecież grzechów nie da się wyczesać

jak łupieżu

FreshPaint-15-2016.04.23-08.49.41

Jednym oknem wchodzi słońce

Nasz atomowy piec co nie zna litości

Drugim wychodzi księżyc

Dopalacz dla szalonych

 

A my ciągle w przeciągu

Na korytarzu dziejów

Nagie małpy z czaszkami pełnymi wrzasku

 

ZEW, Dob. 23 kwietnia 2016 rok

TYSIĄC ŻAB DRUHNY JOLI

jola a

 

Odeszła Druhna i Towarzyszka JOLA KOTULA (1954 – 2016).

Udzielała się na wysokim szczeblu w ZHP tak w rodzinnych Siemianowicach Śląskich jak i w Katowicach, a także była człowiekiem lewicy – przez wiele pracowała jako dyrektor biura Posła Ministra Czesława Śleziaka. Ostatnio działała w Fundacji Elementarz w Katowicach – Ligocie.

Nowotwór nie wybiera, zmarła w poniedziałek, 22 lutego, pogrzeb odbył 26 lutego na cmentarzu w Siemianowicach Śląskich (msza o kościele p.w. Zmartwychwstania Pańskiego). Zawsze myślała więcej o innych niż o sobie, potrafiła dla każdego być dobra i cierpliwa, umiała każdemu doradzić, oprócz siebie.

Taka już była Jolina natura. Pozostała po niej kolekcja tysiąca żab zabawek, które zbierała przez wiele lat. Jest już pomysł, aby w Siemianowicach odbyła się z okazji Dnia Dziecka (w 62 jej urodziny) impreza na której kolekcja ta zostanie pokazana w Willi Fitznera.

Jedna z żabek zresztą spoczęła razem z Jola w grobie na cmentarzu przy ul. Michałkowickiej.

Żabuski – Papuski Jolu i do zobaczyska.

 jola b

Poeta ZEW i Lila

jola c

500 PLUS ZAKĄSKA

A rząd, ten nowy, przeforsował program 500 plus na dzieci. Cały splendor z tego powodu spadnie na rząd, ale płacić będą władze lokalne – gminy. Nic więc dziwnego, że władze lokalne – także Miasto Katowice – zaczynają szukać oszczędności, żeby znaleźć środki na ten cel. Gdzie? Przycinając inne środki przeznaczone na opiekę społeczną i na przykład walkę z uzależnieniami.

Czy wiecie, że w tak dużym mieście jak Katowice są tylko dwa kluby abstynenta? Czym to grozi, ano scenariusz może być taki. Kasę dostaną najczęściej rodziny wielodzietne, a więc te które są „zaniedbane socjalnie”. Kto teraz sprawi, żeby rodzice wydali dodatkowe pieniądze dla dobra dziecka a nie po prostu przebimbali?

Jakie będą mechanizmy kontrolne w tym zakresie? Same pytania retoryczne. Natomiast w sytuacji w której wzrośnie ilość ludzi dotkniętych uzależnieniami kto pomoże im je zwalczać skoro środki obcięto? Tu się kółko zamyka.

hat ja