BUKOWINA – GRUNWALD TOUR DE POLOGNE?

kolarze

Sobota, 16 lipca, etap Wieliczka – Zakopane. W Tatrach oberwanie chmury od ponad 20 godzin. Nic nie widać, śliskie wąskie opony nie dają specjalnych szans na hamowanie, a z górki jedzie się przecież nawet koło 80-tki! Górskie potoki wzburzone, kamienie i ziemia zsypują się na jezdnię.

szyba

Z wyścigu wycofuje się 86 zawodowców. Dalej jedzie 98. A jak będzie z amatorami podczas specjalnego wyścigu dla nich? Ci mieli start o 9.40 w niedzielę, 17 lipca. Leje jeszcze bardziej, warunki coraz gorsze. Amatorzy – zjechali tu z całej Polski, a niektórzy nawet 2 tygodnie wcześniej! – idą na pierwszy bój. Trasa liczy 38,9 km. Ale 3 ściany podjazdowe są doprawdy zabójcze. Najpierw Ząb (20 procent podjazdu), potem Gliczarów i Wierch Rusiński. Auta mają problemy, żeby wjechać na nie jedynką…

mapa buk

Amatorów zapisało się 2 tysiące, na starcie stanęło 1500, dojechało 1040. W tym ekstremalnych warunkach spisały lepiej od wyścigówek tradycyjne górale. Chociaż wolniejsze, ale były bardziej stabilne i pozwalały na jakiekolwiek hamowanie. Najlepszy okazał się uprawiający szybkie łyżwiarstwo Sebastian Druszkiewicz (czas 58 minut). Dyrektor wyścigu Czesław Lang też wystartował – czas 1 godzina 13 minut dał mu I miejsce w jego kategorii wiekowej.

jo tour

Łatwiej jednak było wjechać dyrektorowi pod Ścianę Bukowina niż walczyć później z aurą i podejmować decyzję – narażać zdrowie i życie zawodowców, czy też nie? W końcu przejechali jedną rundę (mieli 5), którą i tak unieważniono. JAKIE WNIOSKI? Natura siła wyższa a góry i lipiec mają swoje prawa. No właśnie dlaczego lipiec? Tradycyjnie Tour jechał przez góry na początku sierpnia. Tymczasem wiadomo, że od kilku dekad lipiec jest w Polsce deszczowy (vide powódź roku 1997).

TAKA WIDOCZNIE BYŁA NOMEN OMEN WOLA BOSKA. Tour de Pologne znalazł się bowiem w tym roku w konflikcie terminowym ze Światowymi Dniami Młodzieży i wizytą Ojca Świętego. Trzeba było więc szukać kompromisu. Jeszcze jedna okoliczność – zbitka terminowa z Tour de France spowodowała, że większość z teamów przysłała swe drugie garnitury.

W przyszłym roku powinno już być normalniej.

ZEW, Foto ARC oraz Lila TW

P.S. Niżej podpisany medal odebrał jak wszyscy dzień przed startem, ale daje słowo, że trasę Tour de Bukowina przejedzie dopiero w pierwszej dekadzie sierpnia. Jakoś tak się składa, że „bike water” nie jest jego specjalnością.

POLSKA, POLSKA PONAD WSZYSTKO!

 

Wczorajszym remisem (Euro 2016, Paryż) rzuciliśmy mistrzów świata na kolana! Ochy i achy, ale im się udało, że ich Germanów tym razem oszczędziliśmy, że im nie dokopaliśmy do zera. POLSKA MESJASZEM FUTBOLU, brzmi od morza do morza.

I tylko ja głupi debil oraz komuch, renegat matematyczny za cholerę nie mogę pojąć jak to my jesteśmy potęgą skoro NIEMCY TRAFILI I TO MOCNO W ŚWIATŁO BRAMKI 4 (SŁOWNIE – CZTERY RAZY) a my w zamian mamy jedynie dwa machnięcia – ALE ZA TO JAKIE, STUPROCENTOWE! – ARKA M.?!

Ludzie, cieszmy się, że tym razem zachodnie wiatry przerwały chmury i Bóg spojrzał wreszcie łaskawym okiem na nas maluczkich biało – czerwonych a zgodnie z tradycją Niemcy nie wsadzili nam piguły 3 sekundy przed końcem.

Grajmy dalej i dajmy wreszcie na murawę strzelców, którzy nie machają rękami jak nieloty bocianie oraz nie pudłują tylko robią swoje!

BO JA W TEMACIE MECZÓW POLSKA – NIEMCY absolutnie zatrzymałem się w rozwoju w roku 1974. Tamtego meczu wodnego Niemcy – Polska na Waldstadionie nie mogłem oglądać, bo pisałem egzamin z ruskiego zdając na wrocławski uniwerek. Czego nie mogę odżałować do dzisiaj.

polska-1974

A może ja jaka ofiara systemu jestem, abo co w związku z tym? Byle do wtorku, kiedy to gramy z Ukrainą, która nie wiedzieć czemu występuje w barwach Górnego Śląska.

KOLINDA, CZYLI WPIE…OL OD CHORWATÓW!

 

Jakoś nasze genialne media oraz tzw. eksperci nie zwrócili uwagi na blondynę, która wczoraj w krakowskiej hali szalała po wygranym meczu ze swoimi handbalistami. A PRZECIEŻ TO BYŁ AKTUALNA PREZYDENT TEGO KRAJU KOLINDA GRABAR-KITAROVIĆ!

kolinda-grabar-kitarovic_25217364

Jak się ma takiego wodza (patrz foto) to się ma i motywację. A JA SIĘ PYTAM gdzie była w tym czasie nasza władza?!

Bieglerowi nawet operacja plastyczna nie pomogałby, aby jej dorównać…

TOUR DE POLOGNE W PAPCIACH

 

7 sierpnia, piątek, byłem w Bukowinie na Tour, dzień później w Krakowie. Dojazd kombinowany – auto zostawiłem w Obidowej, przed Nowym Targiem. I przesiadłem się na rower. Nie dało się dojechać blaszanką, bo takie korki. Tak w ogóle to upał prawie 40 w cieniu!

ja pap
A tu tak w Nowym Targu korki, bo roboty drogowe. Na pętli bukowińskiej już od rana sparaliżowany ruch, bo TdP Amatorów. Nie zdążyłem na niego. Może i dobrze zaoszczędziłem 140 zeta wpisowego, a i tak zrobiłem zamiast 38.8 km trasy jak uczestnicy tej impry w sumie 135 kilosów (przeważnie po górach).
W sumie przez te 2 dni minąłem w różnych wariantach około 1500 ludzi ugotowanych w blaszankach. TYLKO W SOBOTĘ, 8 SIERPNIA KOREK ZA ZAKOPIANCE OD STRONY KRAKOWA MIAŁ 30 KILOSÓW!
Ścieżkami za cholerę tego nie przejedziesz, bo ich po prostu brak. Jak już to jest trochę tras w Nowym Targu. TdP?
A skąd te tytułowe PAPUĆKI? Ano najlepiej mi się jeździ w chodakach. I tak właśnie je nazwali Czesi, którzy mnie mijali.

XXX

Może jednak mniej o krakowskim etapie kończącym Tour de Pologne. W końcu było minęło. Skoro już wylądowałem z bicyklem w grodzie nad Wisłą to może parę słów o słynnej infrastrukturze rowerowej.
Ponieważ  centrum było zablokowane wyścigowo zaparkowałem w rejonie ośrodka sportów wodnych KOLNA (w pobliżu Mostu Tynieckiego). Ciekawy obiekt, bo wyposażony nawet w tor dla kajakarstwa górskiego. Zostawiłem tu auto na parkingu i dawaj ścieżką rowerową (asfalt) w stronę Wawelu. Ścieżka na szczycie wału p.powodź. A JEDNAK WOLNO! Wzdłuż niej słupy na reklamy – a więc wolno zarabiać! Minus – piękna hacjenda – postój dla bajkowców z ubikacją, szopą, stołami, stanowiskami do parkowania i placem zabaw dla dzieci zamknięta na łańcuch.
Z wyjątkiem krótkiego odcinka polnego asfalt doprowadził mnie do mostu obok Wawelu. A nad Wisłą tamże ścieżki górą i dołem. ISTNY RAJ!
O Tour de Pologne miało nie być. Miałem ten element satysfakcji, że znalazłem się z rowerem pierwszy raz na Rynku! Tumult niesłychany, turyści, kolarze, pojazdy wszelkiej maści. Zwiewałem czym prędzej z powrotem. Jeszcze jedno – w centrum Krakowa pod znakiem ZAKAZ WJAZDU jest dodatek „Nie dotyczy rowerów”. Zaczynamy więc wreszcie być świętymi krowami.
Powrót drugim brzegiem Wisły – przez Salwator. Tu z początku trochę gorzej ze ścieżkami, bo trzeba fragmentami trotuarem. Potem jednak ścieżka się pojawia. Piękny widok na rzekę i klasztor kamedułów (Bielany). Wcześniej hotel poniemiecki na wzgórzu. Przez Wisłę przeprawiamy się do Kolnej pięknym żółtym mostem. TYLKO DLA PIESZYCH i ROWERZYSTÓW! Tyle. Dzyń dzyń!

kr sc

ZEW

 

 

 

TOUR DE POLOGNE – OD TEORII DO PRAKTYKI

ja przed CK Kat

23 lipca, nowe Centrum Kongresowe w Katowicach, konferencja prasowa promująca „nasz” etap Tour de Pologne. Jest to etap – nr 3 (4 sierpnia), prowadzący z Zawiercia do Katowic. Obecni – dyrektor wyścigu Czesław Lang oraz przedstawiciele 8 miast będących na trasie.
W jakimś sensie także i mój etap, bo w Zawierciu się urodziłem, a z Katowicami jestem związany (zawodowo i mieszkaniowo też kiedyś) od 40 lat. Po opowieściach jak to będzie na trasie oraz na starcie i mecie wystąpiłem jako pierwszy z pytaniem, a może raczej felietonem. ODEZWAŁEM SIĘ MNIEJ WIĘCEJ W TE SŁOWA:
Pięknie, że mamy święto kolarstwa, popieram w pełni, ale potem przyjdzie proza życia. Ja dzisiaj przejechałem 40 kilosów na „bajku”, z czego jedynie 10 udało mi się przejechać rwanymi ścieżkami rowerowymi. Reszta drogi to przepychanki z automobilami różnej maści. Marzyłoby mi się, żeby w ślad za coraz bardziej powszechną miłością do rowerowania poszedł także rozwój infrastruktury. Mamy tutaj przedstawicieli 8 miast. Zadam pytanie retoryczne – czy współpracują one ze sobą w zakresie koordynacji przebiegu tych ścieżek?
Zdaje się, że nawet dostałem brawa. W tej kwestii wypowiedzieli się jedynie Prezydent Katowic Marcin Krupa oraz Zawiercia Wiktor Grim.
P.S. Nota bene na imprezę jedynie ja oraz sławny Wojciech Redaktor Mszyca, ze swoją antyczną damką „Adler”, byliśmy jedyni, którzy dotarli w okolice Spodka „bajkiem”. Reszta dotarła we wnętrzu blaszanek, z klimą lub bez. Cóż dodać, cóż ująć.

ZEW

ja lech p

ZEW z kolarskim Mistrzem Świata Lechem Piaseckim i szefową sportu w UM Siemianowice Śl. Małgorzatą Pichen.

Z DZIENNIKA ROWERZYSTY

Z DZIENNIKA ROWERZYSTY
Zew, wtorek, 7 lipca
Wyszło 50 km, Dobieszowice – centrum Katowic – Szopienice – Sosnowiec i z powrotem przez Czeladź, Wojkowice
Upał jak diabli – w cieniu 37. W centrum Katowic ścieżki raz są a raz ich nie ma, na samym Rynku konfrontujesz się jadąc z góry od Koszutki nagle z tramwajem. Coś jest nie tak.
Kilka razy przekraczam graniczną rzekę (gorole i hanysy) Brynicę. Większość trasy pokonuje jednak drogami asfaltowymi, konkurując z blaszankami, czyli autami. Ścieżki występują rzadko, a na przełaj – pomimo Endomondo i GPS – jeżdżę wtedy jak mam czas.
Rowerowanie nie będzie powszechne dopóki jednośladowcy nie będą mieli do tego dobrych warunków.
A władza wsiada na rower tylko na tydzień przed wyborami.

sosn

sciezka

zboze 2

PAMIĘCI SIDŁY, CZYLI JEB…Y BIEG

ja sidlo bl

Janusz Sidło, olimpijczyk, medalista w rzucie oszczepem, rekordzista świata. Pochodził z katowickiej dzielnicy Szopienice. Dzisiaj ku jego pamięci – staraniem młodych działaczy samorządowych zorganizowano bieg. Dystans około 9 km. Trasa prowadziła koło tzw. bagrów, czyli jeziorek na granicy z Zagłębiem.
Można było nogami, można było z kijkami. Zwycięzca biegania zrobił czas koło pół godziny, nordic walking to było godzina z hakiem. Niżej podpisany w tym drugim – mniej licznym – gronie było 10-ty (1,13 godz.). Nieźle mi kobitki dały popalić z miejscowego klubu Szopołazy.
Ponieważ ruch drogowy w dzielnicy stanął (także tramwaje i autobusy) okoliczna ludność musiała chodzić także nogami. Nie obyło się, sam słyszałem kilka razy, bez komentarzy: „Jeb..y bieg!” I to mówili młodzi ludzie. O ludzkości tłuszczem zarastająca i nieruchawa, a kto wam nie da wziąć kijków w dłoń!
Ciężka jest orka na ugorze wyobraźni społecznej. I jeszcze ciekawostka. Ja mam w tym roku 60 lat, przede mną zasuwał w niebieskiej koszulce  Pan Józef (82 lata!); trochę truchtem, trochę nie. Miałem go cały czas sto metrów przed sobą. Nie zmniejszyłem dystansu. Pogratulować!