Dorota Gardias nago?

Słynna „pogodynka” rozbiera się dla „Playboya”. Temat nie nowy, ale frapujący…

Piękna, mądra, do tego nie zarozumiała. Wprost ideał kobiety. Dorota Gardias, po mężu Skóra, karierę telewizyjnej „pogodynki” zaczęła dopiero 3 lata temu. Jak na razie głośno o niej się zrobiło, kiedy wygrała z ukraińskim partnerem „Taniec z gwiazdami” (IX edycja).

dorota 1Jednak z estradą i medialnym byciem zaprawiała się już za bardzo młodu w rodzinnym Tomaszowie Lubelskim (jest z rocznika 1981). Tam występowała w zespole pieśni i tańca. W 1999 roku zdobyła tytuł Mistrz Lubelszczyzny. Póki co jest TVN-owski „Projekt Plaża”, ale nie ustają wśród internautów i na portalach plotkarskich dociekania kiedy rozbierze się dla polskiego „Playboya”.
Sama pani Dorota nie widzi w tym nic zdrożnego, a jej ideałem rozebranej w tym prestiżowym magazynie dla panów Polki jest Katarzyna Skrzynecka. Już poprowadziła pokaz bielizny na moto – gali tego pisma; uzyskała także na jego łamach tytuł najbardziej seksownej prezenterki pogody. Czekam więc na cd…

dorota 2Podobno za sesję ich bohaterki kasują 50 tysięcy PLN; tylko jak się będzie czuł pan małżonek na zagranicznej misji wojskowej, kiedy koledzy zaczną podziwiać w kolorach wdzięki pięknej Doroty? Już wkrótce dostepne dla wszystkich. O tempora…

ZWIERZYNIEC WIEJSKI

Słów kilka o zwierzątkach moich. Tych które są i odeszły.

Gdzie mnie tam do Violetty Villas! Nie pod względem śpiewu, ale ilości hodowanych (uprawianych?!) na mojej wsi zwierzątek.

Aktualny stan pogłowia jest następujący:

– czarny piesek Gucio, którego przyniosłem pod swetrem jednak w najbliższą zimę pewnie mnie pociągnie na saneczkach, bo tak bydlę urosło.

zoo 1

I to czym go karmimy! Niekoniecznie kiełbaską tylko kolejnymi papuciami góralskimi – na tydzień zjada ich półtora pary, a pół mi zostawia. Łaskawca…

- czarny kotek Rysio, po nazwisku Behemot. Czemu Rysio? Ponieważ nie wraca na noc powiedziało mi się tak: „Bo ty robisz jak mój Ś.P. Ojciec Ryszard. Też po nocach łaził”. No i zostało.

- dwie papugi, niebieski Magister i żółta Niemota, Dokupiliśmy facetowi żonę, to go teraz całkiem zagadała. Skąd my to znamy…

zoo 2

Byłe też rudy piesio Jorzin, jednak odszedł na zawsze gdyż chciał być szybszy od czerwonych samochodów i kotka Pusia (vide foto). Ta z kolei poszła w Polskę gdyż niestety Rysio z powodu drobnego zabiegu chirurgicznego nie może być mężczyzną i się nie sprawdza. Z góry przepraszam za tę niedyskrecję Rysia.

I dlatego nie może robić tego co to wstrętne ropuchy robiły wczesną wiosną na ówczesnym gnojniku co teraz jest skalnikiem.

zoo 3

SEX SHOP ROBERTA KUBICY

W centrum Katowic, kamieniem rzucić od dworca, jest sklepik z wibratorami i innymi fikuśnymi przyrządami, który ma taki oto szyld: „SEX SHOP ROBERTA KUBICY”.

Za ladą jednak nie wita młody polski mistrz światowej kierownicy, lecz facet w wieku jego tatusia. Średniego wzrostu, krótko ostrzyżony, miałby na pewno lepsze parametry, żeby się zmieścić w bolidzie Formuły I. Z Robertem Kubicą nie ma nic wspólnego – oprócz imienia i nazwiska.

Wykorzystał po prostu ten chwyt w celach marketingowych. Twierdzi jednak, że tłumów nie ma. Klienci? Ci, którzy u trafiają (obu płci) mówią, że kupują różne gadżety na prezenty. Tymczasem raczej robią to dla siebie… Piszę to w chwili, kiedy Sebastian Vettel, niegdyś zmiennik prawdziwego Roberta K., wygrał w Szanghaju.

Niewątpliwym sukcesem (?!) Polaka jest to, że ukończył wreszcie wyścig. Póki, co niebiosa Robertowi raczej nie sprzyjają. Niezłe zamieszanie i wywrotkę klasyfikacji sprawiły także nowe przepisy techniczne. Mam tylko prośbę do naszego jedynaka w Formule I – niech za dużo nie narzeka, winy czasem szuka w sobie, stosuje zasadę „Keep smiling”, no i czeka, aż niebiosa będą raczej łaskawsze.

PS. A co ja ma do praktycznego powiedzenia w sprawach wyścigowych? Raz osiągnąłem 200 na godzinę, ale to było z górki, auto nie moje tylko testowane, więc nie musiałem się liczyć z kosztami paliwa. Zauważyłem, że przy tej szybkości kreski na drodze jakoś szybciej znikają.

ZEGADŁOWICZ, REDAKTOR KOŚCIELNY, POETA SZALONY

I dopiero na progu tego wieku zaprzyjaźniony pisarz z Katowic Jan Paweł Krasnodębski kopnął mnie w cztery litery: – Jak to nie wiesz, kto to jest Zegadłowicz?! I w Gorzeniu nie byłeś? Jedziemy! No i pojechaliśmy…

"Gdy mi nagle zarzucasz nogi na ramiona
wrzącej w żyłach rozkoszy warem rozogniona,
gdy ręce moje, węże oszalałe żądzą,
po udach Twych i brzuchu ślepe, gniewne błądzą -
gdy Twe trzewia nasienia opryskuje wrzątek,
gdy krzyczę, żeś Ty wieczność, koniec i początek -
gdy wołam: daj mi oczy, daj mi Twoje oczy! -
– ziemia zrywa praw łańcuch i w bezkres się toczy!
– z świstem, z łopotem, z hukiem!
ziemia klacz chutliwa
pędzi! tętni! – a nad nią skier pienistych grzywa!
Do grzbietu jej przywarci, przemienieni w jedno,
lecimy w zawierusze gwiazd w groźne bezedno!"

(SZAŁ z tomiku Wrzosy, rok 1935)

Chociaż sam czasami wiersze próbuję pisać postać Emila Zegadłowicza była dla mnie przez wiele lat dość czytankowa i nudna. Ano był taki gość, wypisywał jakieś wierszyki inspirowane folklorem beskidzkim i tyle. A że nazwali nim ulicę? Trudno… Gdzieś tam jeszcze jednym uchem słyszałem, że bezecne „Motory” i „Zmory” popisał, ale tego nie czytałem. Zdziwiłem się też nieco, czemu on właściwie umarł w Sosnowcu skoro był z Wadowic…

EWA, WNUCZKA EMILA

I dopiero na progu tego wieku zaprzyjaźniony pisarz z Katowic Jan Paweł Krasnodębski (m.in. „Stokrotka” i „Odwyk”) kopnął mnie w cztery litery: – Jak to nie wiesz, kto to jest Zegadłowicz?! I w Gorzeniu nie byłeś? Jedziemy! No i pojechaliśmy do Choczni gdzie Krystyna, wierna czytelniczka pisarza Krasnodębskiego mieszka. Chocznia i Gorzeń Górny są właściwie wiejskimi przedmieściami Wadowic.

W Gorzeniu Górnym jest pałacyk w którym mieszkał poeta Emil. Ma on obecnie status muzeum (patrz:
http://www.muzeumezegadlowicza.pl

Po wnętrzach i parku oprowadzała mnie Ewa Wegenke, wnuczka Zegadłowicza. Gdzieś daleko w pejzażu jesiennych liści mignęła mi postać córki Emila o oryginalnym imieniu Atessa (rocznik 1920).

– Wie pan, z tym imieniem były problemy. Proboszcz nie chciał nadać na chrzcie takiego imienia. Uznał, że skoro nie było takiej świętej to nie można, ale dziadek się uparł – mówiła mi pani Ewa. Domostwo solidne, z białawego kamienia. W sumie będzie z 800 metrów powierzchni mieszkalnej.

Zaraz z progiem zwraca uwagę czerwony diabeł, rzeźba – która zdobi początek schodów wiodących na piętro. To dzieło jednego z gości szalonych imprez na których bywała bohema różnej maści. Nie tylko pito, ale i się narkotyzowano… Na piętrze salonik, biurko autora „Powsinóg beskidzkich”. Wnuczka Emila pokazuje mi sofę i szokuje opowieścią o tym jak poeta z muzą siedział tamże a żona uprzejmie donosiła im śniadanko. Za oknem natomiast kogut w towarzystwie kur czekał na okruchy z tegoż posiłku…

FASCYNACJA BESKIDAMI

Ta wizyta sprawiła, że zainteresowałem się CV i twórczością poety z Gorzenia Górnego. Emila Zegadłowicza nie można wsadzić do jednej szufladki – on postanowił zwielokrotnić swoje życie. Urodził się w roku 1888. Ojciec Tytus pochodził z Galicji, był wyznania greko-katolickiego, z zawodu nauczyciel. Była to posada bardzo prestiżowa skoro udało się z niej odłożyć na dworek… Został on nabyty w roku 1873.

Emil urodził się, kiedy jego ojciec miał lat 66 a jego druga żona Elżbieta z Kajszarów była o 33 lata młodsza. Studiuje w Krakowie. Tam ukazuje się jego pierwszy tomik „Tententy” (rok 1907). Rodzice umarli dość wcześnie – w wieku lat dwudziestu jest już pełnoprawnym właścicielem posiadłości w Gorzeniu. W 1915 roku Emil żeni się z Marią Kurowską. Został wtedy wcielony do armii austriackiej.

Pod odzyskaniu przez Polskę niepodległości fascynuje go folklor beskidzki. W latach 1919 – 21 poeta pracuje w Ministerstwie Kultury i Sztuki. W roku 1921 powstaje grupa poetycka „Czartak”. Nazwa pochodzi od (podobno pogańskiej ?!) budowli nad rzeką Skawą – niestety, zburzono ją granatami w czasie II wojny. A tutaj właśnie Zegadłowicz chciał być pochowany…

Państwo na Gorzeniu dorabiali w różny sposób, nie tylko literacki, tkali nawet kilimy. W 1924 roku Emil poznaje aktorkę i reżyserkę Stanisławę Wysocką (starszą o 11 lat). Znajomość ta miała charakter nie tylko artystyczny, ale i intymny. Stanisława wystawia jego sztuki, sprowadza go do Poznania w roku 1927 gdzie Emil zostaje kierownikiem literackim miejscowego teatru oraz redaktorem naczelnym katolickiego tygodnika „Tęcza”.

IDOL PRZYSZŁEGO PAPIEŻA

Niestety, każdy twórca ma to siebie, że jest nadwrażliwy i zbyt ostro ocenia rzeczywistość – Zegadłowicz publikuje w „Tęczy” w roku 1931 tekst piętnujący dwulicowość miejscowej hierarchii kościelnej. Oto fragment: „Świętość stała się kramarstwem, świątynia bankiem, a celem syty kałdun…” To oczywiście koniec jego kariery – wraca do Wadowic. Pomimo tych zawirowań Rada Miejska urządza mu huczny jubileusz 25-lecia pracy twórczej. Imieniem Zegadłowicza została nazwana główna ulica Tatrzańska, Emil zostaje – podobnie jak ojciec – honorowym obywatelem. Twórca jest także idolem miejscowej młodzieży – na jego przedstawienia chodzi m.in. późniejszy papież Karol Wojtyła…

W 1933 r. Emil zakochuje się w 35-letniej Maryli Stachelskiej – miała za sobą nieudane małżeństwo z oficerem oraz trójkę dzieci. Ślady tej namiętności spotykamy w bardzo intymnych wierszach wchodzących w skład tomiku „Wrzosy” (życzeniem poety było, aby opublikowano je dopiero po pół wieku; w końcu ukazało się aż 5 egzemplarzy tomiku) oraz w powieści „Motory”. W tej ostatniej czytamy: „Byli szczęśliwi. Miesiąc ich życia wart był stu lat. STOKROTNIELI SOBĄ”…

POETA EMIL

GDYBY NIE TE PIENIĄDZE…

W latach 30-tych coraz bardziej nasilają się kłopoty finansowe poety. Ścigają go nie tylko kolejne splendory, ale i banki. Dużo dorabia jako tłumacz z języka niemieckiego. Pod koniec roku 1935 powieść „Zmory” wywołała skandal – cenzura konfiskuje nakład. W rok później władze Wadowic odbierają twórcy nadane mu honory. Zegadłowicz wiąże się ze środowiskiem socjalistycznym – poznaje m.in. Wandę Wasilewską. W 1937 r. Emil poznaje swoją ostatnią Muzę Marię Koszyc – Szołajską. W tymże samym roku cenzura konfiskuje „Motory”.

W następnych latach poeta z Marią podróżuje z odczytami po Polsce; coraz częściej zmuszony jest leczyć się w szpitalach na płuca. We wrześniu 1939 r. w dworku Zegadłowicza zamieszkują Niemcy. Jednak pozwalają mu tam pozostać. Emil próbuje dalej tworzyć. W listopadzie 1940 roku trafia poeta do szpitala w Sosnowcu; Maria jest z nim. Ze zdjęcia spogląda na nas niewysoki posiwiały mężczyzna w pumpach, wysokie czoło, okulary. Wygląda więcej niż na 52 lata…

Luty 1941, tym razem szpital w Będzinie. Mieszkają z Marią na sosnowieckiej Pogoni (blisko Wydziału Techniki). Cierpią biedę – nie ma nawet herbaty i przychodzi parzyć liście zebrane w parku…

24 lutego Emil Zegadłowicz umiera; w 3 dni później zostaje pochowany na cment
arzu małobądzkim w Sosnowcu. Maria Koszyc – Szołajska towarzyszy mu w ostatniej drodze. Wojny jednak nie przeżyła – została stracona przez Niemców za działalność patriotyczną… Spokoju Emila na cmentarzu położonym naprzeciw kominów Elektrociepłowni Będzin strzegą białe anioły usytuowane na murze. Grób ma z czerwonego piaskowca. Gdyby młodzi ludzie więcej wiedzieli o blaskach i ciemnych stronach życia wieszczów może tym chętniej by się o nich uczyli…

Skoro zamieściłem wiersz Emila Z. na początek, może mój na koniec. Popełniony wtedy jesienią 2001 roku. Bo jak inaczej poeta ma zareagować w tej sytuacji:

„WIGILIA W LISTOPADZIE

Tej wczesnej Wigilii karp mnie ukąsił w palec serdeczny

Piersi Krystyny – pagórki beskidzkie unosił halny pożądania

Drepta Atessa po dywanie liści lecz tata już tu nie mieszka

Tęsknie pieje tylko kogut złakniony odruchów ze śniadania Mistrza”

Zbigniew Aleksander Wieczorek

CZYM SIĘ MYJĄ LEŚNE PANIENKI?

Wiosną z ciepłych krajów a także z rodzimych wsi i blokowisk wróciły na nasze drogi leśne panienki, zwane przez lud męski TIR-ówkami.

UWAGA TIR-ówki!

To ta część armii prostytutek, która stoi na dole hierarchii. Przy drodze bowiem kurzy się, nie wiadomo na jakiego zboczka można trafić, a ochroniarz (narzeczony?) nie zawsze zdąży na czas. Kasa jednak jest kasą a żyć trzeba nie tylko w sezonie. Stawki nie zmieniają się odkąd gospodarka rynkowa powaliła walkowerem socjalistyczną bestię. „Seks 60 zeta, laska 50”.

Jedzie się na najbliższą polankę, gdzie wśród powodzi wypalonych przez trudną młodzież traw, plastikowych butelek, prezerwatyw zużytych przez poprzedników dochodzi w pięć minut do aktu o który inni za pomocą bombonierek, czułych słówek, kwiatków z chłodni walczą miesiącami.

Z tym śmieceniem kondomami to nie zawsze jest tak – np. Basia z Częstochowy pracująca w Katowicach na tak zwanych Trzech Garbach zbiera je do woreczka. Ot taka ekologiczna leśna panienka. I tak już o godzinie 16.00 wiesz, że jesteś tego dnia dwunasty… Basi dawno już nie widać, albo się dorobiła, albo zestarzała i wypadła z obiegu.

Wiele z dziewczyn to Rumunki, bądź Bułgarki. Zdarza się, że matki dzieciom. Tak jak np. Swieta z Warny pracująca w lesie pod Bełchatowem (zaraz za samolotem patrząc od Częstochowy na stolicę). W kraju ma troje dzieci, a tu czas sapania obcego faceta umila sobie dźwiękami swojej ulubionej grupy Roxette. Bywa, że TIR-ówki są na haju – ot kiedyś drukarzom wydawano mleko, żeby się odtruli od ołowiu a dziewczynkom opiekunowie serwują prochy.

Z usług TIR-ówek (o paradoksie) raczej rzadko korzystają kierowcy ciężarówek – ci mają mało czasu, no i boją się o towar na pace. Ale chętnych nie brakuje – to najczęściej kierowcy samochodów osobowych w ten oto sposób robią skok w bok lub rozładowują wzrost stresu.

Skoro to dół hierarchii to co jest wyżej? Środek to panie wynajmujące garsoniery w miastach i ogłaszające się w prasie erotycznej. Tu już stawki są wyższe (120 do 150 zł za godzinę lub 500 do 600 zł za noc). Tutaj jednak się można umyć, posłuchać muzyki, a jak dziewczyna ma dobry humor to zastosuje miłość francuską nawet bez zabezpieczenia. Góra to agencje towarzyskie. „Wiesz czemu tu przychodzicie, bo dajemy wam coś więcej niż wasze żony” – powiedziała raz Jola, w wieku lat 25, studentka prywatnej uczelni, która zarabia na czesne.

Ten artykuł nie ma być zbiorem ciekawostek, tylko skromną próbą ogarnięcia zjawiska, którego według nas nie ma. W krajach cywilizowanych lokalizuje się dzielnicę uciech, panienki i ich właściciele płacą podatki, są badania lekarskie, związki zawodowe. U nas udajemy, że się nic nie dzieje. Jesteśmy, byliśmy i będziemy narodem zakłamanym. Ile razy przyniosę do zaprzyjaźnionego biura egzemplarze prasy erotycznej tyle razy słyszę „Jakie to obrzydliwe!”, po czym egzemplarze znikają.

Pod kołdrą, ponuro i po ciemku, a nie przy świetle i z humorem – taka jest nasza rzeczywistość erotyczna. Dlatego też takie panienki jak Jola z agencji zawsze będą miały nowych klientów.

ŻABY NIE STOSUJĄ ZABEZPIECZEŃ!

Z ostatniej chwili – już od dzisiaj bezwstydne ropuchy zaczęły kopulację na mojej posesji. Robią to w grupach, niektóre te starsze tylko się przyglądają a wszystko to BEZ ZABEZPIECZEŃ!

ŻABY NIE STOSUJĄ ZABEZPIECZEŃ!

ROPUCHY W SEX AKCJI

Z ostatniej chwili – już od dzisiaj bezwstydne ropuchy zaczęły kopulację na mojej posesji. Robią to w grupach, niektóre te starsze tylko się przyglądają a wszystko to BEZ ZABEZPIECZEŃ!

Czym się to wszystko skończyć można jedynie domniemywać – w kręgach zbliżonych do bocianów zaczęło bardzo klekotać. Akcję wcześniejszych przylotów z tego powodu Wojtków sponsoruje Firma ATLAS.

A tak w ogóle to wszystko się wymieszało – miało być, bowiem tak, w marcu koty, w kwietniu psy, w maju… No właśnie – żaby, czy my? Proszę o podrzucenie końcówki. W moim wieku wszystko się pląta i miesza.

PS. Fotka zrobiona dzisiaj na gnojniku – skalniku w Dobieszowicach (województwo śląskie). Zdjęcie: Z. A. Wieczorek