Kobiety Polskie! Wibratory w dłoń!

Gdyby Euro 2012 trwało cały rok narodowi polskiemu groziłoby wyginięcie. A to niby czemu ?! Przecież zmęczony dopingiem samiec homo sapiens urzęduje cały dzień w strefie kibica. Tam osłabia swoje siły męskie produktami Browaru T. a potrzeby intymne załatwia w uściskach typu niedźwiadek tak jak poseł Biedroń z „żoną”.

Jak kibicuje w domu to też z kolegami. Wtedy jest jeszcze gorzej, bo samica jest pozbawiona nie tylko męskiej dominacji (pozycja po bożemu), ale również swojego ulubionego serialu „M jak miłość”. Kiedy wreszcie pada niedomyty w ubraniu na łoże, albo tuż obok szepcze tylko wśród smrodku swego z buzi „Przemek, kocham ciem” (mowa o bramkarzu Tytoniu, przyp. Zew).

Jest jednak osoba, która próbuje przełamać tę zapaść seksualną Polan i Lechitów, Sarmatów etc. To redaktor Joanna Keszka, szefowa portalu Barbarella. Oto w dniach ME w kopanej organizuje ona szereg imprez w Warszawie i Łodzi pod hasłem: KOBIECE WIBRACJE KONTRA MECZE.

- W Polsce panuje opinia, że kobieta powinna znać swoje miejsce, czyli nie przeszkadzać mężczyznom w ich ważnych sprawach. W czerwcu wszystko ma się kręcić wokół prawa każdego polskiego mężczyzny do oglądania meczy. Zaspokajanie męskich potrzeb zyskało rangę niemalże ogólnonarodowego święta. Kobiety mają się dostosować.

Polki nabierają coraz większego przekonania o swym prawie do edukacji seksualnej z uwzględnieniem kobiecej perspektywy. Interesują się swobodnymi, szczerymi i konkretnymi rozmowami na ten temat. Zamiast marnować czas przed telewizorem, proponujemy paniom odkrywanie w kobiecym gronie tego, czego kobieta może chcieć dla siebie w łóżku – twierdzi pani Joanna.

Jakby co, podam najbliższe terminy i miejsca – wstęp wolny:

Wszystko, co chciałyście wiedzieć o kulkach gejszy, ale nie miałyście kogo zapytać” 11 CZERWCA, poniedziałek, 17.00-20.00 – spotkanie tylko dla kobiet Warszawa, ul. Marszałkowska 85 (między Hożą a Wspólną);

Zdrowy i radosny seks dla wszystkich kobiet, czyli seksualność z kobiecej perspektywy” 16 CZERWCA, sobota, 15.00-16.30, Łodź, nowe Centrum Konferencyjno – Wystawiennicze, al. Politechniki 2, sala konferencyjna A.

Jakby co jest jeszcze kilka – zajrzyjcie sobie na portal.

- TERAZ JA: Pani Joanna, jest Pani fałszywym prorokiem! Pani nie chodzi o prawidłowy orgazm milionów Polek tylko o wciśnięcie im w ramach akcji sex – rewolucja a nie pollucja wibaratorów oraz sprośnych gadżetów oferowanych przez swój portal. A co z przedłużeniem gatunku? Kto zastąpi premiera Tuska, prezesa Latę i Przemka Tytonia oraz Jarku K. nie wspomniawszy !? Cyborgi?!

A MY PANOWIE wstydźmy się! Gdzie nasz ruch wyzwolenia? Czy nasze realcje z paniami są OK? Jedyny który coś próbował ostatnio zdziałać publicznie w tym względzie nazywa się Zbigniew Zamachowski. W myśl zasady każdy śpiewać może wykonuje on hymn: KOBIETY JAK TE KWIATY, powąchać tak, dotykać nie!

Jakie tu dotykać?! Po co im my – każda już ma pod podusią śliczny różowiusi wibratorek i tylko czeka aż sobie pójdziemy w cholerę, żeby pobziuczeć nim w swoim wszetecznym wnętrzu! Tylko niech Drogie Panie nie zapomną o bateriach alkalicznych – żeby im to ustrojstwo nie siadło przed orgazmem.

Do następnego gwizdka sędziego! Może i rozwodowego.

GDY MYŚLĘ KLUB POLSKA SERCE MOJE KRWAWI

Serce moje krwawi gdy myślę Klub Polska. Nie mamy reprezentacji, jest tylko zagubiony Franc S., który jako szef drużyny klubowej był ok, szarpał, walczył a teraz? Teraz jako klient Biedronki czuje się zagubiony w układach dworu PZPN. Jest nieźle notowana w euro ekipa gwiazd lig obcych, która boi się wsadzić nogę, żeby ich potem na ławę rezerwowych we własnym klubie nie posadzili.

Nie ma ducha walki, są ciągłe opowieści o tym i o owym. Patrz rąbek spódnicy w zadzie baletnicy. Zwycięstwo ledwo ledwo z siódmym garniturem Argentyny potwierdza tylko te słowa. Zatrzymałem się być może w rozwoju na teamie Górskiego. Tym pierwszym z progu lat 70-tych, kiedy duma rozpierała mi klatę, duma z tego, że jestem Polakiem. Te mecze, rogale Kazia D., zawijasy Gadochy, wybicia Gorgonia aż po horyzont, parady Tomaszewskiego w bramce (wtedy robił swoje a nie gadał) … Nie zapomnę.

Klub Polska się skończył na srebrnym medalu w Barcelonie. Z głodnych wilków staliśmy się sytymi brytanami. Współczuję młodemu pokoleniu, że nie było mu dane przeżywać tych co ja emocji. Oby Euro 2012 odczarowało tę impotencję bo wstyd będzie aż po wieku kres. A niechże runą te stadiony jak bramy Jerozolimy, wtedy Niemiaszki dopną swego, odbiorą nam imprę i nie wystąpimy.

Bo ten przywilej przysługuje tylko gospodarzom. Makiaweliczny sposób na uniknięcie kompromitacji…

TRAWA W SEDESIE

Jakże pięknie rośnie trawa w sedesie. Tylko dlaczego stadionowa?

Zasiałem trawę w sedesie, stadionową. Proszę jak bujnęła! Pierwszy jej gatunek nabyłem na wyprzedaży – zaraz jak się rozwiązał Komitet Organizacyjny EURO 2012 w Chorzowie.

sedes

I kto tu powiedział, że krytyka w wydaniu mediów nie jest konstruktywna?! Tylko mnie nie pytajcie gdzie aktualnie załatwiam DUŻE I MAŁE POTRZEBY. O tym może w następnym (s) meczu.

BO CHORZÓW JEST BE

Pierwszy mecz w „kotle czarownic” (czyli na Stadionie Śląskim) to był niewypał. Świeżo po gomułkowskiej odwilży przegraliśmy głupio ze wschodnimi Niemcami 0:1. Bramka była samobójcza i dlatego nikt nie dostał nagrody za strzelenie pierwszego gola.

Za to legenda „niebieskich” Gerard Cieślik dostał za strzelenie bramek w meczu z Rosjanami swetr. Bo tak się wtedy grało, inne nagrody to były rower, albo odkurzacz. Jak teraz czytam za ile kupują napastnika w A-klasie…

Mecz z „Kamandą Sowietskowo Sajuza” był wydarzeniem politycznym. Po śmierci Stalina sypał się obóz socjalistyczny i to, że wygraliśmy było bardzo dużym nietaktem. Sto tysięcy widzów – jak się to wtedy mieściło ?! – zwariowało ze szczęścia…

W 1957 roku chodziłem jednak do żłobka… Za to pamiętam początek lat 80-tych. Również mecz z ZSRR. Chyba eliminacje do ME. Po wprowadzeniu stanu wojennego Wielki Brat nie był lubiany – 80 tysięcy kibiców nie zamknie się do pudła tak więc pomruków i przede wszystkim gwizdów podczas hymnu gości nie brakowało. Za to nasza TVP popisała się wtedy bardzo piękną manipulacją – patrzę ja ci potem podczas retransmisji a tu słychać bardzo piękne oklaski zamiast gwizdów…

Wtedy byliśmy na meczu z kolegą Romanem z Zabrza, dużym i jowialnym. Byliśmy w trójkę – ja, on i flaszka, zwana po śląską „halbą”. Mecz zremisowaliśmy… Jednak było tam więcej pięknych momentów – 1978 rok 4:1 z Holandią (na tym meczu byłem z ówczesną żoną w zaawansowanej ciąży), 1:1 z Portugalią (też już parę lat temu) kiedy to Kazio Deyna strzelił bramkę z rogu…

I teraz słyszę, że jak chodzi o Euro 2012 to w pierwszym rzędzie skreśla się Chorzów. Chorzów, który ma takie tradycje kibicowania, Chorzów, który ma tak zaawansowaną rozbudowę obiektu. Ktoś nas w stolicy nie lubi, bo wątpię, żeby Platini miał coś do Ślązaków. Zarzuty o tym, że obiekt jest źle skomunikowany są dla mnie śmieszne – obok stadionu przebieg czteropasmówka Katowice – Gliwice, a 2 km dalej trasa średnicowa łączy ten teren z autostradą A-4. O co tu więc chodzi?