Na żydowskim Kazimierzu

Po drodze z Babiej Góry do Katowic mały skrót, czyli 70 km więcej. Jesteśmy znowu na żydowskim Kazimierzu (Kraków). Kiedyś jedna z największych metropolii tej nacji – trzymali królów wawelskich w kieszeni, potem upadek, holocaust i PRL. Jeszcze na progu lat 90-tych rządziło tu menelstwo i kibole Cracovii, teraz wszystko kwitnie, stylowe knajpki i hoteliki. Tłum z całego świata.

Kraków to nie tylko Rynek, pamiętajmy o tym.

Na orawskim zamku

„Dziewcontko orawskie

chodź ze mną na pańskie

pod orawski zamek

sadzić majeranek!”

No to dotarliśmy wreszcie pod słynny słowacki zamek o którym mówią słowa piosenki. Wygląda tak:

Na dojściu żona nie mogła się powstrzymać, żeby za jedyne 2 euro zapozować z wężem marki pyton. W dodatku była to pytonica pt. Bella.

U nas białe misie na Krupówkach, u braci Słowaków natomiast mniejszy kaliber jest. Ja natomiast nie mogłem się powstrzymać, żeby nie walnąć sobie sweet foci z moim alter ego ukrytym w jednej z wnęk:

Co do zamku to potężny jest i nigdy nie był zdobyty. Zniszczył go częściowo pożar w XIX wieku. Ciekawostką jest, że nie tylko przewodnik przybliża dzieje „hradu” lecz również młodzi aktorzy w strojach z epoki.

Jak było na Diablaku?

Chwilę mi zajęło wspinanie się na masyw Babiej Góry, której szczyt nosi symboliczną nazwę Diablak (1725 metrów ponad Bałtykiem). Nazwa ta ma oddawać zmienny charakter pogody, ale wg mnie bardziej się to tyczy zmiennej natury kobiety. La donna e mobile.

No cóż, wspiąłem się wreszcie na tę Babę… Zgodnie z zapowiedzią. Dzisiaj Orawski Zamek.

W SERCU BESKIDÓW (czeskich)

Krótki jubileuszowy wypad z Lilą w czeskie Beskidy, cisza spokój i mniej ludzi. Hotel Serce Beskidów (Czeladna) jest położony 7 km od cywilizacji, w samym sercu rezerwatu. Ba, nie ma tu zasięgu komórkowego!

Chodziłem rankiem w niedzielę po szlaku i spotkałem zero człowieka! Na szczęście tez zero niedźwiedzia i wilka, poza tym na mojej koszulce.

Hotel to potężna twierdza w stylu socrealizmu. Jest tu 400 łóżek i inne luksusy, niektóre przykurzone. Spokój bierze się nie tylko z mniejszej ilości ludności w bratnim kraju lecz i z tego, że wybudowano go dla partyjnych prominentów w samym sercu rezerwatu przyrody!

Na początku tego wieku hotel wszedł w posiadanie posła z Sosnowca Marka K., który miał przeboje z prawem, ale to już było. Polecam, bo mało kto tu trafia. OTO PARĘ FOTEK.

Na kirkucie w Żarkach

Cmentarze mówią o życiu więcej niż możemy się spodziewać. Kolejny etap naszej z Lilą cmentarnej wędrówki – kirkut w Żarkach koło Częstochowy. Schowany pomiędzy domami, pośród traw i sosen obejmuje 700 macew w różnym stanie.

Żydzi mieszkali tu od XVII wieku – w 1921 roku stanowili aż 57 procent ludności. Niemcy jednak zrobili sobie. Chwała takim społecznikom jak redaktor Wojtek Mszyca (tubylec z Żarek), którzy doprowadzili do zadbania o ten teren i jego oznaczenia.

Może uda się zdobyć środki i na rewaloryzację? Ciekawe czy działa jeszcze Fundacja Nissenbaumów… Resztę niech pokażą moje fotki.

Nasza Niagara

W minioną niedzielę ze Śląską Ferajną nad rzeką. To ujście Skawy do Wisły. Szukamy długo, GPS-em i licznymi telefonami wsparci. Są! Siedzieli tam od rana; my dotarliśmy po południu. Od domu mamy tutaj 90 km.

A że koła zapasowego brak? Kichać to. Ostatnie 2 km polną drogą z dziurami to prawdziwy off road. Miejsce to odkrył Boss, czyli Mietek wiele lat temu. On tu jeździ bo to rybi raj, my dla towarzystwa swojego. Bo Ferajna to niby zespół, połączony jednak bardziej wspólnym wesołym trzeźwieniem niż nutami.
Za tydzień chodzimy po ogniu. Jednak już bliżej nad którąś z Pogorii (Dąbrowa Górnicza).


Tam, gdzie rosną poziomki

Jaki jest najlepszy sposób na uczczenie czwartej rocznicy ślubu? Oczywiście jechać na Cmentarz Rakowicki w Krakowie. W ten oto piękny sposób nawiązaliśmy do naszej niegdyś tradycji umawiania się w okolicy pochówkowej na randki.

A ponadto uważamy, że są to miejsca romantyczne i w ogóle więcej mówiące o życiu niż reszta żyjącej ludzkości. Wypróbowaliśmy po raz pierwszy GPS-a i w ten oto sposób trafiliśmy do tej „pogrzebalni” od strony ul. Rakowickiej.

Weszliśmy na starą część cmentarza, gdzie bywały groby i po 250 lat, potem Aleja Zasłużonych, no i długie szukanie Wisi (Wisławy Szymborskiej), która to jako wrodzona przekora się nam schowała. I wcale nie jest w żadnej Alei Zasłużonych tylko w sektorze GD (gdyby ktoś szukał na przyszłość).
A poziomki? Już zakwitły, na omszałych hrabiowskich grobach.

Zawsze niech świeci słońce, tym w pionie i tym w poziomie.

Lila i Helena Modrzejewska.

Pomnik Ofiar Komuny, trochę samokrytyki nie zaszkodzi.

Słynne poziomki też były. Szkoda, że Bergman tego nie doczekał.

Marek Grechuta i jego cukrowy konik.

Przykład budownictwa wielorodzinnego.

NIC DWA RAZY, ale czemu są dwie dwójki w dacie odejścia?! Może jednak


Zamki i pałace w ruinie

Czesi mają 2 tysiące odnowionych zamków i pałaców. Korzysta na tym lokalna władza i mieszkańcy, bo ludzie zarobią na biznesach około turystycznych. Jeżdżę po tej Polsce, raz z sensem raz bez i coś mnie bierze, kiedy widzę kolejne przegrane szanse.

Weźmy choćby Pilicę. Miasteczko na pograniczu Małopolski i Śląska. Pierwsza sprawa to pałac Arkuszewskich w centrum miasta. W latach 90-tych był tu jeszcze poprawczak. Kupiła to Piasecka – Johnson i zaczęła remont. Trzeba było najpierw wymienić fundamenty metodą podsadzkową. Wtedy odezwali się pogrobowcy właścicieli. Oni też chcieli coś z tego mieć. Milionerka nasza się wkurzyła – przecież nabyła ruchomość od Skarbu Państwa! Jak tu więc robić poważne interesy z eks-rodakami?!


A tu jakieś procesy roszczeniowe. Dała sobie spokój. No i gnije ruina z napisem „Teren prywatny – zakaz wstępu”. Następna sprawa – zamek jurajski w Smoleniu, również gmina Pilica. Syf, brud i ubóstwo. Na miejscu do grilla kupa śmieci i bezpańskie psy. Wejść na teren nie można, bo cofa napis „Zakaz wstępu. Obiekt grozi zawaleniem”.

Można więc tylko obejść dookoła. Oglądając również rzadkie okazy flory – jest to rezerwat przyrody w którym – sądząc po śladach – złota młodzież robi sobie bunga bunga.


Nikt tego nie pilnuje. Czy pretensje tylko do sympatycznego skądinąd burmistrza pilickiego Michała Otrębskiego? Że nie wykorzystuje szansy na to, aby gmina miała swoją ikonę i nowy biznes? Na pewno również do Związku Gmin Jurajskich, władz województwa śląskiego, Jurajskich Parków Krajobrazowych.

Nie udawajmy, że nie ma sprawy – po prostu weźmy te zamki i sprzedajmy jak jurajski zamek w Bobolicach senatorowi Laseckiemu, który go odnowił i stworzył niezbędną infrastrukturę. Ale to wyjątek.