GDY ZABRAKŁO MARSZAŁKA

 

1 2 3Kolejna wojna miała się zacząć w Gdańsku – uderzeniem Polski na Niemcy. Niezrealizowany plan wojny prewencyjnej, uderzenie na Hitlera i zbombardowanie Berlina, rozważany przez Józefa Piłsudskiego to punkt wyjścia „Marszałka” – sztuki Teatru TV autorstwa Wojciecha Tomczyka w reżyserii Krzysztofa Langa. Jej emisją TVP uczciła 150. urodziny głównego bohatera (wypadały we wtorek 5 grudnia).

Aby rozważyć wszystkie za i przeciw Ziuk spotyka się w 1933 roku m.in. z byłymi premierami II Rzplitej. Zasłoną dymną dla III Rzeszy byłby pakt o nieagresji. Marszałek uważa, że ambicje Adolfa są nie do postrzymania a Polska będzie tylko deptakiem po drodze na Wschód. Ile w tym fantazji a na ile prawdy historycznej? Piłsudski miał charakter i był wizjonerem. Nie należy wykluczać, że na pewno nie miał złudzeń co do intencji Niemiec tylko te realia…

Podobno już w 1919 roku kiedy w Niemczech płonęła rewolucja Polska rozważała jej stłumienie. Pośrednio powstrzymanie w rok później pod Warszawą Armii Sowieckiej przyczyniło się do tego, że nie powstała wówczas Niemiecka Republika Rad. DLACZEGO PODEJMUJĘ TEN TEMAT?

Akurat w ubiegłą niedzielę miałem okazję uprawiać jogging pod Pomnikiem Marszałka na skrzyżowaniu ulic Belwederskiej i Alei Ujazdowskich. Zaraz obok samego Belwederu i Parku Łazienkowskiego. Niewątpliwie skłoniło mnie to do kilku refleksji o niezbadanych torach po których toczy się pociąg historii.

I jeszcze jedna myśl, dość osobista. Ostatecznie wg Wojciecha Tomczyka Piłsudskiego przed rozpętaniem agresji powstrzymała nie tylko wiadomość o tym, że Francja nie poprze Polski w tym posunięciu. Była jeszcze opinia zegarmistrza, potomka Piotra Wysockiego, przywódcy Powstania Listopadowego. Byl on bardzo sceptycznie usposobiony do pomysłu nowej wojny z Niemcami. Zacytował napis jaki widnieje na grobie przodka – DLA OJCZYZNY WSZYSTKO, NIC DLA MNIE. Sentencję tę można rozumieć dwojako. Piotr Wysocki spędził prawie 20 lat na Syberii, trzykrotnie skazywano go na śmierć, otrzymał karę tysiąca batów.

Dla mnie jego CV jest alegoryczne – jakże często w dziejach rewolucja zjada własne dzieci lub o nich po prostu zapomina. Są oni tylko kamieniami na szaniec. Mój dziadek po kądzieli, Jan Wawszczyk, rocznik 1888, pochodził spod Miechowa. Najpierw służył w carskiej armii, w 1920 wstąpił do ochotniczego II pułku piechoty legionowej walcząc z bolszewikami. Nosił potem mundur Związku Ochotników i opłacał składki, chociaż aż przez 8 lat był po Wielkim Kryzysie na bezrobociu. Piłsudski był jego idolem.

Siedział na schodkach naszej rodzinnej kamienicy w Zawierciu i opowiadał o swych wyczynach wojennych. Słuchano go chętnie. W 1939 roku wzięto go na roboty do Hanoweru. Pracował tam przez 6 lat ciężko w cegielni. Kiedy wrócił zatrydnił się w Hucie Zawiercie. Uległ wypadkowi i doznał ciężkich obrażeń wewnętrznych. Do końca życia niedomagał. Zmarł w roku 1959. Nic dla siebie, wszystko dla Ojczyzny… Amen.

 

Podpisy

 

Mariusz Bonaszewski jako Marszałek Piłsudski.

 

Mój dziadek Jan Wawszczyk w roku 1935, roku śmierci Marszałka. Grób Nieznanego Żołnierza – Kazimierówka koło Łaz. Dziadek pierwszy z prawej od krzyża – z łopatą.

 

Wnuk czyli ZEW, Warszawa, 3 grudnia 2017.

 

 

 

 

 

Skrzydła Hermana i Bayernu

70 lat z hakiem czekali Niemcy na to, żeby Londyn stał się germańskim grodem. Co się nie udało marszałkowi lotnictwa Hermanowi G. udało drużynom z Monachium i Dortmundu w finale rozgrywek europejskich.

Szkoda, że nasze rodzynki – poza Łukaszem Piszczkiem najlepszym oprócz bramkarza w żółto – czarnych – zawiodły. No tak, ale jak Błaszczykowski miał słabszy dzień to kto miał podawać super Robertowi?!

Poza tym Monachijczycy byli lepiej zorganizowani jako drużyna, no i rozrywali obronę Dortmundu grając skrzydła.

Ciekawe czy w 2015 na stadionie w Warszawie mamy szansę na to, żeby był polski finał?


Zając według cioci Lodzi

Skoro święta znowu to nie będę wnikał, czy biedne czy bogate. Chciałbym wrócić na chwilę do „Kuchni cioci Lodzi”. To zapiski gastronomiczne siostry mojej mamy Leokadii Wawszczyk, która zmarła na tyfus w roku 1943 mając lat 19. W czasach głodu i beznadziei kiedy wydzielano kartofle ona zbierała wyrafinowane przepisy kulinarne.

Robiła to to dla pokrzepienia żołądka i serca. „Wszystko to mamo ugotuję ci po wojnie”, obiecywała swojej mamie a mojej babci Józefie w listach pisanych z robót w Niemczech. Póki co zostało to tylko na papierze i w pamięci ludzkiej. Oto dwa z takich przepisów.

Ciocia Lodzia była ładną dziewczyną.

Baby świąteczne. Proporcja na 4 sztuki.

2 kg mąki pszennej, 3/4-1 litra mleka, 8 dkg drożdży, 20 żółtek, sól, 5 dkg masła do smarowania – 50 dkg cukru – mączki, 25 dkg masła, 25 dkg rodzynków, kilka migdałów, skórka cytrynowa.

Zaczynić trochę mąki z drożdżami rozpuszczonymi w letnim mleku, zamiast tego można drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru i dać do mąki (takie lepiej działają). Gdy się zaczyn ruszy, dać mąkę, zagnieść i wyrobić ciasto, dodać żółtka – doskonale ubite z cukrem – masło stopione oczyszczone rodzynki, kilka gorzkich migdałów lub trochę skórki cytrynowej, ewentualnie wanilii.

Wyrobić ciasto doskonale a gdy wyrośnie, nakładać do form wysmarowanych masłem, ale najwyżej do połowy formy i postawić w cieple aby rosło. Gdy formy zostaną wypełnione wstawić je do gorącego pieca, (do piekarskiego lub do rury) na 1 godzinę. Gdy po upieczeniu przestygną wyjąć z form posmarować piórkiem maczanym w maśle i obsypać grubo cukrem z wanilią, albo też pociągnąć rzadkim lukrem.


Zając pieczony

ł kg słoniny, 1 łyżka masła, pół szklanki śmietany, odrobina mąki i soli. Oczyszczonego zająca, obciągniętego z błon, marynuje się w ten sposób: wziąć 2 szklanki octu, 1 szklankę wody, pieprz, cebulę, pokrajaną w plasterki, ząbek czosnku, parę ziaren jałowca, parę goździków, listki bobkowe i zagotuje się razem a po wystudzeniu zalać zająca.

Zająca marynuje się 2 dni. Po wyjęciu z marynaty obciera się mięso do sucha i piecze, polewając masłem a na końcu śmietaną z odrobiną mąki. Gdy gotów przerąbuje się comber na kawałki i układa na listkach sałaty i podlewa sosem.

Przybranie: Na półmisku ułożyć pokrajanego zająca w całość, ubrać po jednej stronie buraczkami i ziemniakami pokrojonymi na przemian; po drugiej stronie makaron włoski. Osobno w sosjerce podać sos.

KUCHNIA CIOCI LODZI

Przed Wigilią chciałem przywołać postać siostry mojej Mamy, cioci Lodzi. Zmarła już dawno, ale zasługuje na pamięć…

„Kochana mamo, wszystkie te potrawy ugotuję Ci po wojnie”

(Leokadia Wawszczyk, 1943 rok)

Z czarno – białego zdjęcia patrzy na mnie śliczna, wiotka blondynka o kręconych włosach. Ciocia Lodzia, siostra matki mojej Natalii. Umarła zaledwie w wieku lat 19 w czasie II wojny. Zbierała przepisy kulinarne, w różny sposób. I w rodzinnym Zawierciu, i w czasie pobytu na robotach w Niemczech.
I tu i tam przymierała głodem. Nawet dobry, zwykły kartofel był rarytasem… Te przepisy były dla niej sposobem na przeżycie, odpowiednikiem nadziei na kulminację w Totka, zapomnieniem tego, co okrutne i złe. Przepisy przetrwały – wypisane kaligraficznym charakterem ciocia nie. Na jej zwykłym ziemnym grobie każdej wiosny kwitną konwalie; nawet po ponad 60 latach trafia się jeszcze kaganek zapalony przez jedną z ostatnich koleżanek. Kiedyś zakochany w niej – teraz już bardzo starszy pan – osadził nawet żelazny krzyż. Leokadia Wawszczyk (1924 r. – 1943 r.) była wrażliwą inteligentną rośliną, którą ścięła okrutna kosa wojennej zawieruchy.
Chcę ocalić te nieliczne ślady, które po niej zostały.

lodzia

Z LISTÓW LEOKADII WAWSZCZYK
- Może mamusia napisze po ile kartofli dostajecie tygodniowo, czy miesięcznie i ile kosztują? Niech mi mamusia napisze jak teraz gotujecie obiady, czy mamusia się leczy? Jak tam w szkole Talusi idzie, czy zdrowa? Bo wątpię czy po takim życiu jest do czego ochota, tak się człowiek do wszystkiego przymusza. Czy tatuś pisał list albo kartę, bo do mnie nie. Nie wiem co się stało.
(Moguncja, rok 1941)
- Tak i teraz Talusia chora, co ona już ucierpi a taka mała. Dawniej jeszcze to nieraz marzyłam sobie, że jak pójdzie do Komunii Świętej to ja tak ślicznie ubiorę. Będzie mieć wianuszek z białych róż, a tymczasem stało się inaczej, bo los nam różne figle płata i nie było mnie kiedy do tej Komunii poszła. Wojna nie pozwala na to o czym się marzy. Codziennie modlę się gorąco do Boga o Twoje zdrowie dziecinko i mamusi. Ty Talusiu nie choruj, bo jeszcze więcej zmizerniejesz i zmartwisz mamusię. Już mi się bardzo spać chce, nie wiem czemu mi mgłą oczy zachodzą, chore na pewno jeszcze. Przesyłam moc pocałunków.
(Moguncja – Mainz, rok 1941)
- Dziś po południu robimy wycieczkę stateczkiem po Renie. Tutaj są chłopcy z Wilna, bardzo z nimi wesoło. Okropne zgrywusy. Do tej sukienki dokupiłam śliczną białą falbaneczkę z niebieskimi ząbeczkami i pasek w groszki – granatowy aż za 50 fenigów! I dalejże wystroiłam się a oni pożerali mnie oczyma, ganiając za mną a ja zdycham od śmiechu. Poznałam się znowu z ładnym chłopcem o niebieskich oczach. Na imię ma Lalek. Jest bardzo dobrze wychowany i inteligentny. Za to jego kolega wciąż mi opowiada o różnych kiszkach, gra na gitarze, morowo.
Teraz aż chce mi się żyć!
(Moguncja, 1942 rok)

PRZEPISY CIOCI LODZI
ZASTAWA STOŁU DO WIGILII
Stół okrągły, nakryty białym obrusem, na środku maleńka, misternymi łańcuszkami ozdobiona choinka, z zapalonymi elektrycznymi świeczkami. Od choinki wiją się zielone wstążki, które kończą się przy brzegu obrusa; może ich być 6 do 8. Między talerzami gałązki choiny, a na nich położone szyszki złocone lub piękne jabłka.
Serwetka złożona jak koperta, z niej wystaje gałązka zielona. Serwis wykwintny, a na tacy przed gospodynią domu opłatki wigilijne.
BARSZCZ WIGILIJNY
Nastawić dużo włoszczyzny, 2 pieczone cebule, 5 dkg grzybów suszonych i kilka buraków ćwikłowych. Gdy smak nagotowany zalać go barszczem, wrzucić poszatkowane drobno buraki, zaprawić rumianą zasmażką z dużej łyżki mąki z masłem, zagotować, posolić i dodać cukru do smaku. Do wazy włożyć osobno gotowane na wodzie uszka z grzybów.
PIERNICZKI NA DRZEWKO
1 kg mąki pszennej, ½ litra miodu, 25 dkg cukru, 3 dkg potażu, 2 jaja, 25 dkg masłą, po łyżeczce cynamonu, goździków i anyżu.
Ciasto zagnieść z powyższych składników, wyrobić i dokładnie wynieść na zimno (na parę dni) – ale żeby nie zmarzło. Potem przynieść do ciepłej kuchni na cały dzień, rozwałkować go na grubość palca; wykrawać potem z niego okrągłe placuszki na 2 – 3 cm i piec w dość ciepłym piecu. Upieczone maczać całe w lukrze biorąc je na widelec i osuszyć na białym papierze.
ZAJĄC PIECZONY
¼ kg słoniny, 1 łyżka masła, ½ szklanki śmietany, odrobina mąki i soli. Oczyszczonego zająca, obciągniętego z błon, marynuje się w ten sposób: wziąć 2 szklanki octu, 1 szklankę wody, pieprz, cebulę, pokrajaną w plasterki, ząbek czosnku, parę ziaren jałowca, parę goździków, listki bobkowe i zagotuje się razem a po wystudzeniu zalać zająca.
Zająca marynuje się 2 dni. Po wyjęciu z marynaty obciera się mięso do sucha i piecze, polewając masłem a na końcu śmietaną z odrobiną mąki. Gdy gotów przerąbuje się comber na kawałki i układa na listkach sałaty i podlewa sosem.
PRZYBRANIE: Na półmisku ułożyć pokrajanego zająca w całość, ubrać po jednej stronie buraczkami i ziemniakami pokrojonymi na przemian; po drugiej stronie makaron włoski. Osobno w sosjerce podać sos….
Ps. Może uda mi się kiedyś książkę o cioci wydać w całości. Jestem to winien Jej i Mamie.