WSZECHŚWIAT, CZYLI ORZESZEK

 

Na początku był orzeszek

kulany ręką Boga (tylko którego?)

Potem orzeszek miał wreszcie dość

i eksplodował

 

Czy i Ty nie masz ochotę na Wielki Wybuch

kiedy żona Cię wkurza

rano wstać się nie chce

a nic nie ma sensu?

 

Z tego boom orzeszka

wyszło tysiąc bogów

wiele małp gadów i mrówek

kometa Halleya (cholera znowu się spóźnia)

 

ci co jeżdżą lewą stroną

ci co przestali jeździć bo nie pobierają tlenu

 

wyszedł Hitler oraz Doda

wiele planet podobnych do Ziemi

na których aż strach pomyśleć kto może mieszkać

 

I to wszystko się pomieściło w maleńkim orzeszku?

Jak to ma na końcu końców znowu do niego wrócić?

 

Orzeszek, taki sam jakim się bawi nasz koteczka

A może to ona jest Boginią?

amonit b

ZEW, 19 marca 2017 Dob.

 

JAK NIE ZOSTAŁEM PRZYWÓDCĄ ROBOTNIKÓW

W 1980 roku kibicowałem strajkującym górnikom. Niestety, wzięli mnie za ubeka.

Rocznica porozumień jastrzębskich. Tego dnia (3 września 1980) stałem jak gwizdek przed kopalnią „Rydułtowy” i słuchałem transmisji przez megafony radiowęzła z negocjacjj rząd – wolne związki.
Za płotem strajkujący górnicy, przed ogrodzeniem rodziny, które przyszły porozmawiać, dodać otuchy, przynieść prowiant, no i jednoosobowy zbiór JA. Kiedy tak stałem 5 godzin przyszedł do mnie jakiś z opaską biało – czerwoną na rękawie:
- Przewodniczący komitetu strajkowego chce rozmawiać.
No to poszedłem. Przewodniczący, niejaki Wyryma rodem z Wybrzeża spojrzał na mnie ciężko badając czy ja, aby ubek czy nie i dał mi propozycję nie do odrzucenia:
- Albo przemówicie do robotników, albo proszę stąd iść. Nie ma tu żadnego wystawania.
Ponieważ WTEDY nie miałem nic robotnikom do powiedzenia sobie poszedłem. Dzisiaj już wiem, że ta moja MOWA powinna brzmieć mniej więcej tak:
- Nazywam się Zbigniew Wieczorek, mam 25 lat, jestem redaktorem gazety zakładowej. Siedzę wam górnikom na łopacie mając kopalniany etat za 7 tysięcy a wy macie trzy razy większą pensję i swoje „górweksy” (sklepy górnicze). Gazetę mi zawiesili, bo dyrekcja nie wie czy ją dalej wydawać. Skoszarowali mnie w Domu Górnika, czyli „wulc-hausie” razem z kolarzem, któremu kazaliście zjeżdżać pod ziemię a ma klaustrofobię.
O nim też powiedzieliście, że nie będzie wam siedział na łopacie zdobywając jakieś medale na wyścigach. Trzęsie się, więc przed każdym zjazdem i chce zwolnić. Ja mam żonę z niespełna rocznym dzieckiem 50 kilometrów stąd i nie będę widział jak mój syn uczy się chodzić, bo przyjechałem za pracą tu do kopalni, żeby dostać mieszkanie. Oczywiście też po to, aby pisać prawdę i tylko prawdę.
Szkoda, że nie przemówiłem – może zostałbym przywódcą robotników. Teraz może bym przemówił. Wtedy szansę wykorzystali inni, bardziej z łokciami do przodu.

O CO CHODZI? Na początku był chaos

Ja pół GOROL (czyli przybysz), ja pół człowiek. Czuję, żyję i tworzę na granicy Śląska i Zagłębia…

TO JA

MOJE BOJE BLOG

Kwestia ta ma znaczenie na Śląsku, który dzieli nadal Brynica, rzeka będąca niegdyś granicą między zaborami rosyjskim i pruskim. Do dzisiaj nadal żywa w świadomości tak Ślązaków, jak i Zagłębiaków. Ślązakiem byłem przez wiele lat z zamieszkania, Zagłębiakiem z powodu miejsca urodzenia. Ot, taka schizofrenia.

Od 30 lat jestem dziennikarzem; osiągnąłem wiek (53 lata), który miał stanowić średnią życia w tym zawodzie. Jednak już od licealnych czasów zawierciańskich ciągnęło mnie do uprawiania poezji i literatury. Wydałem własnym sumptem trzy książki: Moje abecadło (rzecz o dziennikarstwie, Żory rok 2001), Szara kamienica (z dziejów Zawiercia, rok 2003), Ameryka jest dla byka (Chicago, 2005 r.)

Spory rozrzut tematyczny, ale ja uważam, że jednego życia za mało. Trzeba je spróbować więc zwielokrotnić. Poza tym mam na koncie dwa tomiki poezji – "Trochę chore wiersze" i "Wojaczek 50-letni". Na moim blogu chciałbym kultywować, zwłaszcza niespełnioną część literacką mojego CV oraz zamieszczać felietony, które ukazują się obecnie w następujących tytułach: "Roździeń" (Katowice – Szopienice), "Życie Dąbrowy Górniczej" i "Życie Świętochłowic".

Do tego też będzie trochę obrazków. Miłej lektury

Z. A. Wieczorek, redaktor, Dobieszowice, 26 marca 2009 rok