WOJNA

 

Bombowce nadleciały o dziwo z północy. Mruczały cicho w błękicie jak moja żona nad ranem. Właściwie od dawna się tego spodziewałem. Wypróżniłem się, spisałem testament w którym zapisałem mój 10-letni rower menelowi penetrującemu wiejskie śmietniki, wyspowiadałem się też.

Ta ostatnia czynność trwała niestety 3 tygodnie, a przesłuchujący mnie ksiądz trafił w związku z moimi rewelacjami do centrum psychiatrycznego. Wcale jednak nie jako kapelan lecz jako pacjent.

Bombowce mruczały coraz głośniej aż wreszcie odpadły od nich pojemniki zaopatrzone w spadochrony.„Pewnie atomówki”, pomyślałem. Spadochrony potrzebne są po to, aby bomby dobrze trafiły w cel. Wyszedłem wraz innymi mieszkańcami wsi na drogę. Zapanowała dziwna cisza.

Nawet psy przestały ujadać. Wreszcie. Jedni się modlili, drudzy oddawali pośpiesznie długi sąsiadom, ale większość gapiła się po prostu. Kiedy pierwszy pojemnik bachnął w łąkę żachnąłem się nieco.

atom

Ale nie było wybuchu, grzyba i całej tej apokalipsy. Pojemnik pękł i wysypały się z niego konserwy mięsne dla ludzi oraz suche żarcie dla psów. Wszystko było opatrzone napisem UNRRA dla Europy Wschodniej. K…wa, teraz? Czekaliśmy na nie w 1945 roku.

Rozczarowany wróciłem do domu bez prezentów z Ameryki. Wszystkie dary były bowiem przedatowane. Tak jak moje marzenia.