OSSENDOWSKI – LENIN – REWOLUCJA

lenin be

Ferdynand Antoni Ossendowski, polski pisarz tatarskiego nieco pochodzenia (1876 – 1945) miał w życiu sporego pecha. Przed II wojną był – obok Sienkiewicza – najbardziej uznanym pisarzem nad Wisłą. Jego przygodowe i podróżnicze książki miały milionowe nakłady.

Tłumaczone na języki robiły karierę również na świecie. W sumie podobno było tego aż 86 mln egzemplarzy! Najbardziej znane to „Zwierzęta – ludzie – bogowie” i „Lisowczycy”. Czy, aby na pewno? Bo przecież była jeszcze biografia LENIN wydana w roku 1930.

Będąc w Rosji świadkiem wydarzeń roku 1917 tak udatnie i plastycznie oddał charakter Wodza Rewolucji, również tatarskiego pochodzenia, że Rosjanie po zajęciu Milanówka pod Warszawą wykopali go z grobu, aby sprawdzić, czy aby na pewno nie żyje. Potem był na Ossendowskiego zapis cenzury, a dzisiaj? Kto o nim pamięta…

 

Bułgarska wiosna

Ponieważ wścieklizna macicy Katarzyny W. zdominowała tematykę naszych mediów nieśmiało zwracam uwagę na zamieszki „prądowe” w Bułgarii. Ceny poszły tam w górę razy dwa.

Do masowych protestów przeciw wygórowanym rachunkom za ogrzewanie i prąd doszło w tę niedzielę w 15 bułgarskich miastach. Od tygodnia klienci publicznie palą swoje rachunki i domagają się kontroli.

W Sofii przed resortem gospodarki i energetyki protestujący obrzucili ministra Deliana Dobrewa śnieżkami. Potem przeszli pod parlament, krzycząc „Mafia!” i „Rekiet”. W Warnie setki osób spaliło rachunki i położyło się na ulicy, blokując ruch.


Rząd próbuje coś odkręcać a trzeba wiedzieć, że dystrybucja prądu w tym kraju jest w rękach prywatnych (znacząca większość należy do firm z Austrii i Niemiec). W dodatku Bułgarzy nie dość, że przeważnie gotują na prądzie to jeszcze się nim ogrzewają. Bułgaria i Rumunia dołączyły do Unii na końcu. Trudno uwierzyć, ale poziom życia jest tam niższy niż w Polsce.

Od lipca br. tymczasem wchodzi u nas ustawa śmieciowa. Cena wywozu odpadów też pójdzie w górę razy dwa, albo i trzy. Budżet przynajmniej połowy polskich rodzin jest bardzo napięty. Może go przewrócić nawet kwota rzędu sto złotych. Zarobki to jedno, ale wielu z nas zadłużyło się ponad miarę i spłaca kredyty kredytami. Na dłuższą metę to także może przynieść protesty społeczne o charakterze ekonomicznym.

Wystarczy iskra, z niej rozgorzeje płomień. Kto to powiedział? Lenin. Wiem, wiem – szpieg niemiecki. Ale przecież Niemcy to teraz nasi bracia w Unii a Rosjanie nie! Ale się pomieszało. Warto długo żyć.

P.S. Na mapie biedy i tzw. wykluczenia społecznego Eurostatu Bułgaria jest zdecydowanie czerwoną latarnią (prawie 50 procent ludności żyje pod kreską!)

www.e-zew.pl


W Sofii przed resortem gospodarki i energetyki protestujący obrzucili ministra Deliana Dobrewa śnieżkami. Potem przeszli pod parlament, krzycząc „Mafia!” i „Rekiet”. W Warnie setki osób spaliło rachunki i położyło się na ulicy, blokując ruch.

AURORA ZNACZY JUTRZENKA

Wiem, że świętowanie Rewolucji Październikowej 7 listopada odeszło wraz z PRL-em i śmiercią „socłagru”, ale łza się w oku święci. Komu to przeszkadzało, że taka piękna defilada turlała się po Placu Czerwonym (czerwonym podobno od krwi Stiepki Riazina i polskich panów tam „zarżniętych); weteranom wydawano po ćwiartce wódki a przywódcy CCCP prezentowali się dokładnie w takich samych baranicach.

Aurora

Cała sprawa zaczęła się od salwy z „Aurory”. Przypomnijmy dzieje tego, wodowanego w 1903 roku, okrętu. 27-28 maja 1905, "Aurora" wzięła udział w bitwie pod Cuszimą – walczyła z japońskimi krążownikami, otrzymując 18 trafień. Zginęło 16 ludzi, w tym dowódca. "Aurora" przetrwała bitwę i wraz z dwoma innymi krążownikami zdołała dotrzeć do amerykańskiej bazy w Manili, gdzie została internowana do końca wojny. W 1906 "Aurora" została zwrócona Rosji i powróciła na Bałtyk. W końcu 1916 roku okręt został skierowany do Piotrogrodu na remont.

7 listopada 1917 roku o godzinie 21.40 z działa "Aurory" oddano strzał, będący umówionym sygnałem do szturmu na Pałac Zimowy, który zapoczątkował rewolucję październikową, a następnie wojnę domową w Rosji…

Cała ta rewolucja byłą podobno szopką – tramwaje jeździły po mieście, teatry grały swoje a większość ludzi w ówczesnej nie wiedziała, że coś się dzieje. Lenina (podobno szpiega niemieckiego dowiezionego specjpociągiem) wkurzyło zamknięcie dzień wcześniej gazet bolszewickich. 8 listopada miał być Zjazd Rad, no to towarzysze doszli do wniosku, że trzeba pogonić burżuja Kiereńskiego. A ten wierzył w demokrację…

Podobno również Pałacu Zimowego zdobytego 8 XI w nocy o godzinie 2.10 bronił „żeńskij batalion”, a cała REWOLUCJA polegała na zmianie posterunków. Te nowe składały się już z zaufanych „matrosów”. Wydarzenia z 7 listopada to był oczywiście początek – potem dopiero zaczęła się zadyma, wojna domowa, wojna z Polską. Mało, kto zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby nie my rewolucja ze wschodu połączyłaby się z rewolucją z Zachodu (tą w Niemczech) i aktualną UNIĘ EUROPEJSKĄ mielibyśmy w formie Europejskiej Republiki Rad…

Ale to już temat na winny wpis.

PS>Historyczn okręt można oglądać zakotwiczony na Newie. Wstęp wolny.

JAK W RZĄDZIE DO SZKOŁY CHODZIŁEM

W Warszawie nas skoszarowano na rogu Belwederskiej i Gagarina. Uczelnia (?!) nosiła nazwę Akademii Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym PZPR…

W stanie wojennym gazetę nam gdzieś w Polsce BE zawieszono. No to robiłem w redakcji gazetkę ścienną z której wynikało, że generał Wojciech jest też BE i że się jeszcze doigramy.

Zaraz jednak poglądy moje uległy przewartościowaniu kiedy zadzwonił kolega z województwa i zaproponował pracę w reżimowym biuletynie. Nakład, bagatela, 28 tysięcy egzemplarzy. Mogłem zejść do piwnicy i robić na powielaczu 50 sztuk gazetki pachnącej denaturatem w której pisałbym, że „krew naszą leją czerwone katy”; mogłem też pisać, że Wałęsa nie ma mózgu i pracuje za zielone srebrniki Zachodu.

Wybrałem to ostatnie rozwiązanie… Po dwóch latach wiernej służby WRON-ie etc. skierowano mnie do Warszawy na dokształt. Towarzysz N. o ulizanych włoskach wezwał mnie do siebie, splótł ręce i stwierdził lakonicznie:

- Jak to powiedział Lenin, nada uczitsa, uczitsa i jeszczio raz uczitsa!

Po pierwsze nauczyłem się, że po to kogoś awansują z Katowic do stolicy na pół roku, żeby w tym czasie ominął go awans. Bo jak już wróciłem to miałem nowego szefa. Nieobecni nie mają racji więc mnie nie brano pod uwagę.

W Warszawie nas skoszarowano na rogu Belwederskiej i Gagarina. Uczelnia (?!) nosiła nazwę Akademii Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym PZPR i na jej czele znajdował się generał Michta. W internacie grasowały setkami prusaki i inne robactwo a woda miała smak tak obrzydliwy, że odechciało mi się zostać na stale warszawiakiem. Za to naprzeciw znajdowała się największa chyba księgarnia w Polsce.

Lubiłem tam buszować. Tak samo jak zaliczyłem wszystkie możliwe teatry warszawskie. Ba, byłem nawet jednym z trzech widzów, którzy nie wyszli do końca z teatru (blisko Placu Unii) podczas sztuki Karola Wojtyły „Promieniowanie ojcostwa”. Moje ojcostwo promieniowało dość słabo bowiem tylko dwa razy w miesiącu jeździłem na weekend do domu, aby odwiedzić małoletnie wtedy dziecię. W przerwach między kuciem (nie pamiętam już czego) graliśmy w pokera – za żetony robiły tomy „Dzieł wszystkich” Lenina. A było tego dość sporo, bo 45…

Do szkoły mieliśmy pod górkę – szło się Belwederską, pomiędzy ponurym gmachem Konsulatu CCCP a Belwederem. Do akademii wchodziło się żelazną bramą od strony skrzyżowania Aleje Ujazdowskie, Bagatela, Belwederska – to co ją teraz podczas przesileń rządowych pokazują. Bo po transformacji cały gmach URM przejął. A kiedy duży i jowialny towarzysz docent od polityki społecznej zapytał mnie jaki są cechy mieszkania odparłem krótko:

- Nie wiem, nie zdążyłem pomieszkać. Ledwie dostałem klucze a już mnie partia na dokształt do Warszawy wysłała.

Facet miał poczucie humoru i dał mi czwórkę za inteligencję. A ja czekam kiedy IPN dogrzebie się w papierach i ten czerwony dyplom od generała Michty mi wypomni. To, że taki sam ma Jan Pietrzak niewiele mi pewnie pomoże. Uczcie się…