MATKA, ŚLIMAKI, PTAKI I BLOGI

 

Jestem neptek przy blogowaniu matki. Ona rocznik 1932 zaczęła swoje zapiski w roku 1950 (!). Robione zielonym atramentem, tytuł pierwszego tomiku MRZONKI. Miała wtedy 18 lat, długie włosy splecione w warkocz i zaczynała pracę na hali maszyn (do pisania, takich co trzaskały) w zawierciańskiej starej Bawełnie.

Pisze do dzisiaj! Mądrze, głupio, ale stale i z pasją. Jest to już więc 66-ty rok jej blogowania. Piętrzą się jej te zapiski w szafach jako kartki, zeszyty i inne papierowe cuda. Matka nigdy nie przekonała się do PC-towania. Pyta mnie ostatnio retorycznie:

  • A co z tym będzie kiedy umrę? Weź to wszystko spał. KTO TO BĘDZIE CZYTAŁ. W zapiskach jest wszystko, o pogodzie, o użeraniu się i kochaniu z jej trzema mężami (wszyscy już prawie Ś. P.), a przede wszystkim o mnie. Bo ja zawsze będę jej ukochanym i jedynym dzieckiem, chociaż mnie to czasami wpienia, ale tak jest.

Zaraz potem Matka Natalia się poprawia. – ALE JA NIGDY NIE UMRĘ! I to już lepiej brzmi. Dzisiaj rano napadła mnie z kartką zapisaną długopisem i dała mi ją. Myślałem, że to lista zakupów, ale nie. Widocznie chce, żebym coś z tym zrobił. No to cytuję w matriksie netu:

12 lipca 2016 rok, Dobieszowice.

PO DESZCZU

Ślimaki zmierzają po moim parapecie. Powoli, z gracją. Nie spieszą się nigdzie. Lubię je obserwować. Uspokajają mnie te stworzenia.

PTAKI OD RANA KONCERTUJĄ

Wystarczy okno otworzyć. Wsłuchać się w ich niezmordowany śpiew. Nie trzeba rozumieć co śpiewają.

Wystarczy spokojnie słuchać, zapomnieć o codzienności.

MARZYĆ”.

Chyba już wiem po kim zostałem POETĄ i przekorą straszną też. Blogi, sposób na oddanie tego co się dzieje w środku Ciebie, sposób na podzielenie się z innymi, na rozmowę na którą inni nie mają czasu.

pl kwiat zew nat

 

 

 

 

Jak powstaje wpis?

Wpis, czyli artykuł, notka pamiętnikarska, uśmiech weny, złośliwość nasza, cokolwiek. Zapisać trzeba, bo z pamięcią coraz gorzej. Pomysł przychodzi do głowy najczęściej nad ranem, kiedy umysł wypoczęty i nie wali ci w czerep sto zbędnych informacji naraz.

Wstajesz a tu najpierw mała potrzeba. Z pisania nici, no cóż natura ma swoje prawa. Idziesz do dolnej łazienki, a tu właśnie rodzona matka ją zajęła. Do górnej nie pójdę, bo tam jest w okolicach zera stopni. Kiedy już pokonaliśmy pierwszą przeszkodę czarny pies lata dookoła ciebie sugerując, że musi na dwór.

Ale nie nie! On głównymi drzwiami nie wyjdzie, musi piwnicznymi, bo po drodze jest szansa sprawdzić w kupie gazet czy tam myszy nie ma. Pies łapie myszy! Coraz gorzej w tym kraju. Kiedy otwieram drzwi piwnicy wyparza z nich strasznie wkurzony kot. Też czarny. Nie dość, że ma katar to jeszcze bardzo głodny jest.

Teraz trzeba napełnić jego miseczkę. Nie, promocyjnego papu z marketu on nie chce, tylko szyneczkę. Boże! No właśnie, Boże o czym to ja właściwie miałem napisać?! Teraz jeszcze żonka – fakt, że słodko i grzecznie – prosi o drugą kawkę, gdyż jej nie chce jeszcze się wstawać z łóżeczka. A wczoraj się tyle napracowała. Fakt…
No to teraz czas wreszcie włączyć kompa. Cholera, gdzie jest kabel od niego? Na dole, czy na górze, a może w aucie? Teraz papugi podnoszą wrzask, bo kot skoczył na klatkę. Telefon stacjonarny – są jeszcze takie. Dzwoni pani do teścia z promocją garnków. Nic ją nie obchodzi, że Artur nie żyje od 6 lat. Pani jest nachalna, normy dzisiaj nie wyrobiła… O czym to ja właściwie miałem napisać?

O przepowiedni Majów, o serniku wielkanocnym, o tym że PiS jest brzydki? Diabli tam nadali i tak prąd właśnie wyłączyli, bo konary topoli przerwały sieć… Ech, ciężko zostać Sienkiewiczem.

MY LIŚCIE ZIELONE, MY LIŚCIE SUSZONE

Dzisiaj o 8.30 zaczęła się operacja mojej mamy Natalii. Też zresztą blogerki na tym portalu, z tym, że nie z pierwszego rzędu. Pomogłem jej umieścić opis perypetii małżeńskich z końca lat 50-tych. Ojciec mój – prawie Świętej Pamięci – Rysiek to był niezły ananas. Guz w jamie brzusznej jest jak obcy pasażer promu jej ciała. Osiągnął średnicę 10 cm.

Przeszkadza, uciska na nerwy, od początku roku matka zaczęła coraz gorzej chodzić. Sukces to przejście bez postoju i bólu 50 metrów. Jak otworzą będzie wiadomo czy „ma zęby” i czy są przerzuty. Lekarka – internistka w rodzinnym Z. słysząc o drętwieniu nogi przepisała jej maść nie dochodząc przyczyn. Zupełnie jak w tym przypadku, kiedy choremu na biegunkę serwowano krople na nerwy. Zawszeć to był spokojniejszy… Od początku czerwca jednak ja matkę wziąłem w obroty. Najpierw szpital geriatryczny w K., potem klinika uniwersytecka w B. Właściwa diagnoza i potrzeba cięcia. Im dalej w czasie może być gorzej.

Jesteśmy jak te liście na drzewie, najpierw piękne pąki, potem śliczna zieleń, aż wreszcie upał i wichura strąca nas pokurczonych i sczerniałych w nicość. Bądźmy jak najdłużej pąkami.

XXX

Matka, kiedy miała 3 lata odszedł Piłsudski. W czasie II wojny o mało nie umarła (tak jak jej starsza siostra Lodzia) na tyfus. W 1950 roku podejmuje pierwszą pracę w zakładach bawełnianych. Najpierw w hali maszyn – hałas dochodził do 100 decybeli! To mama wdrożyła mnie w komunijnym wieku do pisania na maszynie. Od 61 lat też prowadzi pamiętniki (blogi?).  Najpierw pisane w zeszytach zielonym atramentem.

Ostatnio na kartkach. „Kto to wszystko przeczyta?” – pyta patrząc na Księżyc obok ktorego Marsa.  Mówi, że to i Ja i Ona.

Lata 50-te, wycieczki odkrytą ciężarówką do Krakowa. Droga polna była i pyliła bardzo, ale wszyscy śpiewali i się śmiali, po prostu kwitli. Występowała w teatrze amatorskim – sztuka „Zielone gałęzie” o góralach traktowała. Zakwalifikowano Nacię z tego powodu, że miała długie warkocze. Śpiewała „Oj bystra woda”.

Potem nastał mąż, Rysiek, wesoły chłopak, co grał w piłkę i handlował na odpustach. Był moim producentem, ale życie rodzinne szybko go zmęczyło… Potem dwa inni mężowie, działka, teraz samotność i choroba. Nadzieją ciągle ja, mały Zbysio, co sam już dziadkiem jest i kumulacja w Totka.

Szpital czyni nas malutkimi i sprawia, że gościmy w przedpokoju Boga. Może jeszcze nie tym razem. Będzie, co ma być. Kocham Cię Mamo. Codziennie Matka opisuje wschód słońca. Każdy dzień jest według niej inny. Obok nigdy dla Niej nie zaszło.

MOJA MATKA, BLOGERKA

Nie sztuka jest wzorem wielu pismaków rozebrać panią Dorotę od pogody. Sztuką jest mieć Matkę Blogerkę; może nawet najstarszą w Polsce.

Patrz WWW.natalia.32.redakcja.pl

Moja Mama Natalia urodziła się w roku 1932. Jest tak samo jak ja z Zawiercia. Urodziliśmy się w tym samym budynku – był to wielki fabryczny dom należący do byłego Towarzystwa Akcyjnego „Zawiercie”. Nie ma już starej „Bawełny”, nie ma już tego domu – zburzyli go w zeszłym roku. Jednak pozostała po nim pamięć ludzi oraz nasza (z mamą wspólna) książka „Szara kamienica”.

Nakład był śladowy, bo tylko 300 sztuk – książka wspomnieniowa o dziejach robotniczego (biednego i strajkującego przed wojną) grodu nad Wartą miała spory oddźwięk. Na spotkanie w bibliotece przyszło kilkadziesiąt osób; wielu czytelników do dzisiaj pyta: dlaczego nie ma dodruku. A ja po prostu książkę wydałem psim swędem – jakaś reklama, trochę kupił pewien anonimowy urzędowy entuzjasta z którym spełniłem kilka toastów wazonikiem, parę groszy było też ze sprzedaży.

To żadna kryptoreklama – książki już od 5 lat nie ma w sprzedaży. Fragmenty dostępne na stronie WWW.dawne-zawiercie.pl (dział opowiadania)

Mama poszła do pracy mając 18 lat. Najpierw na hali maszyn waliła w klawiaturę. Tam było strasznie głośno – chodziłem jako chłopiec do niej. Kiedy miałem 8 lat przeczytałem „Pana Tadeusza” i nauczyłem się pisać na maszynie. To Mama zaraziła mnie prowadzeniem pamiętników, w ogóle pisaniem, zmysłem reporterskim, utrwaleniem tego co się wokół nas dzieje.

Swoje zapiski prowadzi od roku 1950 – najpierw nazywało się to „Mrzonki”, potem „Fotografia dnia”. Wiele z tych spraw ma charakter intymny, ale jest to też zapis epoki, która już nie wrócić. Czasów kiedy jeździło się w pyle dróg odkrytą ciężarówką na wycieczki do Krakowa, kiedy występowała jako góralka w sztuce o Kostce – Napierskim „Zielone gałęzie” (wzięli ją na scenę, bo miała długie warkocze), zakochiwała się, wychodziła za mąż i chowała kolejnych trzech ślubnych…

Matka ma 77 lat; nie wiem czy jest najstarszą blogerką (ona mówi, że pamiętnikarką) w Polsce – wiem, że jest dla mnie Jedyna i Niepowtarzalna. I przepraszam ją za to, że się z nią nie ożeniłem – obiecałem jej to podobno, kiedy miałem 5 lat. Była dla mnie najpiękniejszą kobietą świata. Ale przecież wiadomo nie od dzisiaj, że prasa i jej wyrobnicy kłamią.