ORGIA TRZECH WIESZCZÓW

ORGIA TRZECH WIESZCZÓW
(sztuka w jednym akcie, płciowym)
Dozwolone od lat 18!
Rzecz się dzieje w Paryżu, rok 1848, Wiosna Ludów
Mieszkanie Georges Sand, salon.
Występują:
1/ Chór Wiecznie Zrzędnych Polaków
2/ Wieszczowie – wizerunki twarzy patrz podręczniki szkolne:
Adaś M. Nick Mr Teddy
(sukmana i kosa, biało – czerwona szarfa)
Julek S. Nick Balladyna
(czarna marynara w stylu epoki, biały kołnierzyk, goła klata, obcisłe białe „caleson” uwydatniające jego Małe Conieco)
Cypek K.N. Nick Obrzękła Prawica
(strój indiański z pióropuszem)
3/SZOPEN Fryc, wiadomo, w szlafroku i kaszlący
4/ Żorżka Sandowa, strój kokoty z saloonu na Dzikim Zachodzie, elektroniczny papieros
5/ Dwie Bachantki (czarna i biała, w sensie rasy), strój do kankana, mocno podkasany, wydepilowane
SCENA PIERWSZA
Salon Gerges Sand, muzy Frycka, na ścianie vis a vis widowni (jeśli ktokolwiek na tę „piesę” przyjdzie) wielkie okno, wieczorny Paryż, raz fajewerki, raz kometa, a raz nic.
Pośrodku fortepian, różowy i w kwiatki, w prawym kącie parawan, w lewym (pod obrazem podświetlonym czerwoną lampką) siedzą na wielkiej sofie – każdy w innym kącie naburmuszeni – Julek i Adaś.
Żorżka przechadza się z cygaretką, Frycek coś brzdąka, ale nieskładnie. Jak w każdym pokoju są tu też drzwi. Z napisem Doors to eternity – drzwi do wieczności, podpis J. Morrison.
CHÓR WIECZNIE ZRZĘDNYCH POLAKÓW (za sceny, ponuro)
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie
Głupio było, głupiej będzie!
JULEK (kpiąco)
Jak tam Celka?
ADAM (zdziwiony)
O zdrowie pytasz mej ślubnej?
JULEK
Nie, o tego mesjanistę – onanistę, czy ją dalej rankiem masuje na osobności?!
ADAM (zrywa się i nachyla kosę w stronę Julka)
Ty się małżonki mej nie tykaj? Lepiej rzeknij mi czemuś ostatniego lokaja tak szybko odprawił? Co pupy nie golił akuratnie ?!
(Julek też zrywa się i jak kogucik doskakuje do Adasia, a ostrze kosy mierzy mu wtedy w klatę)
ŻORŻKA (klaszcząc w ręce)
Mesje, silans! Zaraz Cyprian wróci z winem i zaczną się danse!
(W progu staje zdyszany Cypek, pióropusz co go zza Wielkiej Wody przywiózł zwisł mu nieco smętnie, trzyma naręcze butelek)
ŻORŻKA
Purqła tak długo?
CYPEK
Pięć przecznic musiałem lecieć, wszędzie macie kredyt wyczerpany! Na zeszyt już nie dają!
JULEK (podchodzi i czyta etykietę na butelce)
Vin gazeuse? To prawdziwego szampitra już brak?
CYPEK
Proszę Juliusza, prawdziwy szampiter 10 razy droższy!
ŻORŻKA
Frycek zagraj coś skoczneg! Smutek, smutek, wy Polone!
(znowu klaszcze)
Dziewczęta! Proszę, zaczynamy!
(Szopen zrzuca szlafrok i zostaje w gimnastycznym, cyrkowym trykocie. Gra energicznie kankana. Wpadają wyluzowane bachantki i porywają do tańca Julka i Adasia, Żorżka pląsa z Cypkiem, strzelają korki od gazowanych jaboli. Chwila ogólnej swawoli. Julek z białą bachantką znika za parawanem skąd wylatują fragmenty odzieży. Nagle wrzask, muzyka cichnie, biała bachantka topless wypada zza parawanu)
ŻORŻKA
Co się stało?
BIAŁA BACHANTKA
A bo proszę pani on mi do kil chciałem dać tego swojego onego..
CYRPIAN
O co biega, do jakiego kil?
ADAŚ
No do pupy, do pupy chłopcze nieuświadomiony… Skąd on ma te zwyczaje. Skąd, przecież to nie…
Julek, przecież to nie twój lokaj?!
(Julek, też poczerweniały, ubiera się w pośpiechu i zaczyna wychodzić)
JULEK
Inkwizycja, dalibóg inkwizycja! Ja tylko wyporzedzam epokę a wy, kołtuny!
(Julek wybiega, trzaska drzwiami)
ŻORŻKA
Frycek, keske se koltuny?!
(Cyprian podchodzi do okna, odwraca się tyłem)
CYRPIAN (refleksyjnie)
Wiecie miałem sen, że nad Paryżem wyrośnie wieża żelazna. Będzie stanowić do samego nieba, a wyższość jej ponad wszystkie kościoły! A kiedy już wyrośnie nasza umęczona Ojczyzna będzie wolna…
(Frycek coś znowu zaczyna brzdąkać, bardziej jednak na kształt bluesa)
ADAM (migdaląc się na sofie do Czarnej Bachantki)
Bzdura, taka wieża to od razu by się zawaliła. To niemożliwe!
Wiesz kochanie, zacząłem pisać trzynastą księgę mej epopei. Zaczyna się tak:
„Zaledwie zajechała ślubna kareta
W Tadeusza głowie była jedna myśl – mineta.
Sztuka ta…|
CZARNA BACHANTKA (sennie)
Że ne komprą pa, ty się ze mną kochać, a nie parle…
CHÓR WIECZNIE ZRZĘDNYCH POLAKÓW (za sceny, jeszcze bardziej ponuro)
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie
Głupio było, głupiej będzie
KURTYNA
(zgorszona opada)
By Zew, alias Alex Linga

PS. Czytaj także w marcowym numerze miesięcznika PEEP SHOW! Uwaga, ten malunek ma jedną niekonsekwencję, co do modelek, wiecie jaką?

KRUSZYNA CHLEBA

Drożyzna, przedwiośnie, głód puka do naszych drzwi?

Chleb, ciało Chrystusa. Moja śląska teściowa śladem swej matki i jej matki nożem czyniła znak krzyża na nowym bochenku. Ja ścigałem wtedy (lata 70-te) piekarzy badając ich uczciwość za pomocą wagi – różnice w wadze takiego samego niby bochenka były do 10 dkg.

Teraz piekarze mają nowe problemy – droższa mąka, media, trzeba podnieść ceny. Bywa, że o 30 procent. Mały chleb kosztuje więc 3 zł, duży 5 zł. Pasjami analizuje ceny bułek – te w marketach, coraz częściej zaopatrzonych we własne piekarnie, są tańsze… Chleb od stuleci był symbolem nie tylko wiary chrześcijańskiej, ale i godnego życia. To „za chlebem” wędrowali w XIX wieku biedacy aby rąbać brazylijską dżunglę i tam znaleźć mały kawałek dobrobytu.

Którego w ojczyźnie znowu zaczyna brakować. „Do kraju tego gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie tęskno mi Panie” – pisał Norwid. Sam miał problemy z kasą na to podstawowe paliwo życia – zmarł w paryskim przytułku. Rzadko jednak który twórca potrafi zatroszczyć się o swój marketing.

Czym grozi podwyżka cen chleba? Czy ludzie przestaną go jeść? Wręcz przeciwnie – z nauk ekonomicznych pamiętam o paradoksie, który miał miejsce w XVII wieku na Zielonej Wyspie. Otóż wtedy podniesiono w Irlandii ceny chleba i to bardzo drastycznie. Paradoks polega na tym, że luzie zaczęli go jeszcze więcej kupować. Skąd się to wzięło? Ano stąd, że ludzi nie było już stać na nic więcej. Czy do tego dążymy?

Jeszcze jeden aspekt tego zagadnienia – szacunek dla chleba. Piekarze swego czasu próbowali niesprzedany chleb i ciastka oddać biednym. Niestety, dowalili im podatek czym zabito samaratyńskie zapędy. Dlaczego w tym kraju wystawia się pojemniki na stare szmaty a nie ma żadnego systemu zbiórki chleba, daru życia?

Można go przecież wykorzystać nawet na potrzeby rolnictwa (świńki, kury i inne stworzenia). Nikogo jednak ta sprawa nie interesuje. A może wyższe ceny sprawią, że marnowanie bułek i kromek się skończy?

CHLEBA NASZEGO POWSZEDNIEGO…

Muzeum Chleba w Radzionkowie uczy życia…

Miałem tu być 5 minut a zostałem przez prawie 3 godziny. Nie sposób się oprzeć urokowi, pozytywnemu „fiołowi” oraz niesamowitym gadżetom historycznym, które tu zgromadził Piotr Mankiewicz. Mowa o Muzeum Chleba w Radzionkowie – Rojcy – województwo śląskie oczywiście.

Uściślijmy – pełna nazwa tej placówki brzmi: „Muzeum Chleba, Szkoły i Ciekawostek”. A jednak nie jest to jeszcze nazwa pełna – bo przecież mamy tu unikalną na skalę być może nie tylko krajową kolekcję komputerów z końca lat 80-tych. Takich jak np. Atari i Spektrum.

chleb

Droga młodzieży, kiedyś, aby zacząć pracować z kompem należało przez bite 10 minut wgrywać tasiemkę magnetyczną! Potem trzeba było wpisywać za pomocą liczb – dziesiątek programiki… Barwy ekranu ubogie, wręcz żadne. O tych sprawach muzeum wydaje książkę.

Towarzyszyłem panu Piotrowi podczas zwiedzania tej placówki przez jedną ze szkół z Rudy Śląskiej. Bywa, że w sezonie zajeżdża tu i po 10 autobusów. W zimie nieco luźniej wtedy więcej czasu na opowieści o przeznaczeniu poszczególnych przedmiotów. 10-cio i 12 – latków szokuje widok stuletniej lodówki na prawdziwy lód, żelazka na duszę, czy też filiżanki do picia przez posiadacza …wąsów.

A jaki to bajer przyrządzanie własnych bułeczek – plecionek a potem ich konsumowanie! To żywa lekcja historii, którą naprawdę polecamy. Piotr Mankiewicz, rocznik 1941, jest z zawodu …elektrykiem. Miłość do chleba przyszła mu wraz z handlowaniem urządzeniami do jego produkcji.

Młodym ludziom stara się przekazać nie tylko wiedzę, ale i szacunek do chleba. Mówi o zwyczaju starych Ślązaczek, które znaczyły krzyżem każdy bochenek. Pan Piotr jest skutecznym Don Kiszotem i zdziałał więcej niż niejeden urząd, czy instytucja. Wiosną tego roku Muzeum Chleba w Radzionkowie świętować będzie 10 lat swego powstania. A kto tu jeszcze nie był niech jak najszybciej nadrobi ten brak!

Niesamowite wrażenie – kiedy Pan Piotr niczym ksiądz bez sutanny zaczął z dziećmi odmawiać „Ojcze nasz”. Zapamiętają tę lekcję a poeta CK Norwid (ten który napisał „Do kraju tego gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie”) w grobie się przewraca widząc marnotrawstwo tej dobroci. Szkoda, że nie da się zorganizować ogólnokrajowej zbiórki czerstwych bułek i chleba. Czego nie można powiedzieć o starych szmatach (vide kontenery PCK).

PODPIS

Piotr Mankiewicz i manekiny w strojach śląskich. Tu czuje się oddech historii.

CIĘŻAR FRYDERYKA

Marię Peszek – to jeszcze kumam – resztę jakby mniej. Ceremonia rozdania Fryderyków, vide TVP I, poza nami. Tymczasem uważam, że prawdziwy ciężar Fryderyka uświadomił nam naprawdę …Cyprian Kamil Norwid.

Jak to, co to?! Przecież ten akurat wieszcz nie śpiewał; w dodatku miał poważne problemy ze słuchem. Za pomocą odpowiedniego cytatu jednak Wam udowodnię, że mam rację:

„To – później – później – w Paryżu, F r y d e r y k C h o p i n mieszkał przy ulicy Chaillot, co, od Pól Elizejskich w górę idąc, w lewym rzędzie domów, na pierwszym piętrze, mieszkania ma z oknami na ogrody, i Panteonu kupolę, i cały Paryż… jedyny punkt, z którego napotykają się widoki c o k o l w i e k z b l i ż o n e do tych, które w Rzymie napotykasz. Takie też i Chopin miał mieszkanie z widokiem takim, którego to mieszkania główną częścią był salon wielki o dwóch oknach, gdzie nieśmiertelny fortepian jego stał, a fortepian bynajmniej wykwintny – do szafy lub komody podobny, świetnie ozdobiony jak fortepiany modne – ale owszem trójkątny, długi, na nogach trzech, jakiego, zdaje mi się, już mało kto w ozdobnym używa mieszkaniu.

W tym salonie jadał też Chopin o godzinie piątej, a potem zstępował, jak mógł, po schodach i do Bulońskiego Lasku jeździł, skąd wróciwszy, WNOSZONO GO PO SCHODACH, iż w górę sam iść nie mógł. Tak jadałem z nim i wyjeżdżałem po wielokroć, i raz do Bohdana Zaleskiego, który w Passy mieszkał wtedy, po drodze wstąpiliśmy, nie wchodząc doń na górę do mieszkania, bo nie było komu Chopina wnieść, ale pozostając w ogródku przed domem, gdzie maleńki jeszcze wówczas poety synek na trawniku się bawił…”

Cytat pochodzi z „Czarnych kwiatów”, lektura godna polecenia ponieważ tamże również o Mickiewiczu i o Słowackim. Norwid jako młodszy i ciągle na dorobku twórczym był pełen pokory wobec starszych kolegów po piórze. A być może ciężar geniusza docenić mogą tylko ci co go naprawdę noszą; statuetki są moim zdaniem jednak o wiele za lekkie. Czy podczas telewizyjnej imprezy ktokolwiek pomyślał o tym, który dał nazwę tym muzycznym nagrodom?