JAK W RZĄDZIE DO SZKOŁY CHODZIŁEM

W Warszawie nas skoszarowano na rogu Belwederskiej i Gagarina. Uczelnia (?!) nosiła nazwę Akademii Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym PZPR…

W stanie wojennym gazetę nam gdzieś w Polsce BE zawieszono. No to robiłem w redakcji gazetkę ścienną z której wynikało, że generał Wojciech jest też BE i że się jeszcze doigramy.

Zaraz jednak poglądy moje uległy przewartościowaniu kiedy zadzwonił kolega z województwa i zaproponował pracę w reżimowym biuletynie. Nakład, bagatela, 28 tysięcy egzemplarzy. Mogłem zejść do piwnicy i robić na powielaczu 50 sztuk gazetki pachnącej denaturatem w której pisałbym, że „krew naszą leją czerwone katy”; mogłem też pisać, że Wałęsa nie ma mózgu i pracuje za zielone srebrniki Zachodu.

Wybrałem to ostatnie rozwiązanie… Po dwóch latach wiernej służby WRON-ie etc. skierowano mnie do Warszawy na dokształt. Towarzysz N. o ulizanych włoskach wezwał mnie do siebie, splótł ręce i stwierdził lakonicznie:

- Jak to powiedział Lenin, nada uczitsa, uczitsa i jeszczio raz uczitsa!

Po pierwsze nauczyłem się, że po to kogoś awansują z Katowic do stolicy na pół roku, żeby w tym czasie ominął go awans. Bo jak już wróciłem to miałem nowego szefa. Nieobecni nie mają racji więc mnie nie brano pod uwagę.

W Warszawie nas skoszarowano na rogu Belwederskiej i Gagarina. Uczelnia (?!) nosiła nazwę Akademii Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym PZPR i na jej czele znajdował się generał Michta. W internacie grasowały setkami prusaki i inne robactwo a woda miała smak tak obrzydliwy, że odechciało mi się zostać na stale warszawiakiem. Za to naprzeciw znajdowała się największa chyba księgarnia w Polsce.

Lubiłem tam buszować. Tak samo jak zaliczyłem wszystkie możliwe teatry warszawskie. Ba, byłem nawet jednym z trzech widzów, którzy nie wyszli do końca z teatru (blisko Placu Unii) podczas sztuki Karola Wojtyły „Promieniowanie ojcostwa”. Moje ojcostwo promieniowało dość słabo bowiem tylko dwa razy w miesiącu jeździłem na weekend do domu, aby odwiedzić małoletnie wtedy dziecię. W przerwach między kuciem (nie pamiętam już czego) graliśmy w pokera – za żetony robiły tomy „Dzieł wszystkich” Lenina. A było tego dość sporo, bo 45…

Do szkoły mieliśmy pod górkę – szło się Belwederską, pomiędzy ponurym gmachem Konsulatu CCCP a Belwederem. Do akademii wchodziło się żelazną bramą od strony skrzyżowania Aleje Ujazdowskie, Bagatela, Belwederska – to co ją teraz podczas przesileń rządowych pokazują. Bo po transformacji cały gmach URM przejął. A kiedy duży i jowialny towarzysz docent od polityki społecznej zapytał mnie jaki są cechy mieszkania odparłem krótko:

- Nie wiem, nie zdążyłem pomieszkać. Ledwie dostałem klucze a już mnie partia na dokształt do Warszawy wysłała.

Facet miał poczucie humoru i dał mi czwórkę za inteligencję. A ja czekam kiedy IPN dogrzebie się w papierach i ten czerwony dyplom od generała Michty mi wypomni. To, że taki sam ma Jan Pietrzak niewiele mi pewnie pomoże. Uczcie się…

NOWA HUTA MIAŁA 30 LAT

Mój socreportaż z roku 1979. Boże, jak ja mogłem napisac takiego knota?! Moja wina…

Piątek, 22 czerwca 1979 roku, godziny popołudniowe. Plac przy pomniku Włodzimierza Lenina w Alei Róż w Nowej Hucie zaczynają wypełniać rzesze mieszkańców Krakowa oraz delegację zakładów pracy z całego kraju. Plac cały tonie w bieli i czerwieni.

Nad trybuną honorową rozpościera się olbrzymi, stylizowany orzeł piastowski. Za chwilę rozpocznie się wielka manifestacja społeczeństwa poświęcona trzydziestej rocznicy rozpoczęcia budowy Nowej Huty. Wśród zgromadzonych delegacje hutników ze wszystkich przemysłowych ośrodków naszego kraju, przedstawiciele załóg ze Śląska i Zagłębia, delegacje zakładów pracy noszących imię Włodzimierza Ilicza Lenina.

Nie brakowało także reprezentantów załogi naszej Huty. 80-osobowa grupa “florianowców” na czele z sekretarzami KZ PZPR Zdzisławem Baranem i Tadeuszem Rozborskim wyposażona w cztery flagi i elementy dekoracyjne zajmuje na placu swe miejsce. Na placu jest już prawie komplet. Nadchodzi właśnie barwna kolumna przedstawicieli krakowskiej organizacji ZSMP. Nad tłumem powiewają czerwone flagi, ścianami okolicznych budynków wstrząsają okrzyki wznoszone ku chwale budowniczych pierwszego kolosa metalurgicznego w naszej powojennej historii. Atmosfera staje się coraz bardziej gorąca.

Zgromadzenie zaczyna się przekształcać w samoistny wiec. Wykuta w kamieniu krocząca sylwetka Wodza Rewolucji Październikowej króluje nad placem. Przez głośniki płyną słowa utworów poetyckich opiewających trud budowniczych Huty im. Włodzimierza Lenina, słychać melodie i pieśni rewolucyjne. Jak żywa staje przed oczyma historia tamtych dni – dni tworzenia.

Przypomnijmy, 22 czerwca 1949 – zostaje podjęta decyzja o budowie kombinatu metalurgicznego, który przekształci Polskę w kraj przemysłowo-rolniczy. Podjęta też zostaje o budowie nowego 200-tysięcznego miasta. Zamieszkają w nim budowniczowie i pracownicy nowego kombinatu. Dziś Nowa Huta liczy 260 tysięcy mieszkańców. 21 lipca 1954 – w podkrakowskim kombinacie rusza wielki piec numer 1.

Te suche fakty nie są jednak w stanie oddać pełni autentycznego romantyzmu pracy pokolenia zetempowskiego, ogromnej pomocy ze strony bratniego nam zawsze Kraju Rad. To właśnie o tych czasach pisał poeta:

“Na starych krakowskich murach

Pojawił się czerwony odblask ognia

Tam bije serce Huty

Huty – kroku olbrzyma”

Godzina 15. Rozpoczyna się transmitowana przez telewizję

manifestacja. Na trybunie zajmują miejsca przedstawiciele najwyższych władz partyjnych i państwowych. Na mównicę wchodzi I sekretarz KC PZPR tow. Edward Gierek. Witają go burzliwe oklaski i okrzyki: “Przywódca narodu polskiego tow. Edward Gierek niech żyje!”. Chciałbym w tym miejscu zwrócić uwagę na niektóre tylko fragmenty jego przemówienia. Mówiąc o randze hutnictwa mówca powiedział:

- Silne hutnictwo jest podstawą rozwoju gospodarczego kraju i zaspakajania potrzeb społeczeństwa. Bez stali nie ma przemysłu, nie ma mieszkań i szkół, środków transportu i urządzeń gospodarstwa domowego, nie ma traktorów i maszyn rolniczych. Dlatego modernizujemy stare hutnictwo, dlatego budujemy hutę “Katowice”. Przypomnienie sobie tej prawdy pozwala dopiero na zrozumienie wagi jaką przykłada partia i rząd do rozwoju na odpowiednia skalę tej gałęzi naszej gospodarki narodowej.

Tow. Edward Gierek mówiąc o budowie Nowej Huty stwierdził: “Huta im. Lenina stanowi najpiękniejszy materialny pomnik wartości ideowych, patriotyzmu, ofiarności i woli działania, jaki po sobie pozostawiła ta organizacja, która swe imię przekazała całemu pokoleniu”. Znamiennym w tym kontekście wydaje się apel z jakim I sekretarz KC PZPR zwrócił się do młodej generacji Polaków:

- Pomnażajcie dorobek Waszych ojców, Wasza młodość, Wasz start w dojrzałe życie to czas nowych zadań. To czas huty “Katowice”, Lubelskiego Zagłębia Węglowego, zagospodarowania Wisły, czas realizacji wielkich narodowych programów rozwoju.

Na zakończenie swojego wystąpienia przywódca narodu uświadomił rolę jaką odgrywa w naszym życiu praca: - W naszym socjalistycznym społeczeństwie praca jest jedynym źródłem pomyślności człowieka, rodziny i narodu, niechaj więc każdy na każdym stanowisku, przy każdym warsztacie, w mieście i na wsi zastanowi się jak najlepiej wykorzystać powierzone sobie maszyny, energię, surowce, materiały, swój czas pracy. Uczyńmy wszystko, by praca wszędzie w Polsce była nowoczesna, wydajna, dobrze zorganizowana, by dawała jeszcze większy pożytek narodowi i Ojczyźnie.

Manifestacja w Nowej Hucie, zakończyła się uroczystym odśpiewaniem Międzynarodówki. Echo poniosło hen aż po wielkie piece ostatnie słowa “Gdy związek nasz bratni ogarnie ludzki ród!”.

Była to manifestacja jedności klasy robotniczej całego kraju, jedności całego narodu budującego zgodnym wysiłkiem silną socjalistyczną Ojczyznę w myśl hasła “Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. Hutę “Florian” łączą z kombinatem obchodzącym zaszczytny jubileusz silne więzy. Także i te najbardziej codzienne łączące się ze sprawami produkcji. Składając załodze jubilata jak najserdeczniejsze życzenia, chcielibyśmy życzyć jej jak najpomyślniejszego rozwoju tej współpracy, dla dobra obu stron, dla pomyślności Polski Ludowej.

(Czerwiec 1979 rok, “Walka o Stal”, nieistniejące pismo zakładowe Huty “Florian” w Świętochłowicach. Kliniczny przykład publicystyki schyłku epoki propagandy sukcesu, albo jak kto woli neosocrealizmu)