KOLCE WG ZAGAJEWSKIEGO

Znowu poeta nasz nominowany.

Adam Zagajewski (rocznik 1945, Lwów, potem Gliwice, potem świat, od 8 lat znowu Ojczyzna) jako jeden z czterech nominowanych do literackiego Nobla. Wypadałoby więc pogrzebać w jego utworach. Oto te, które mi przypadły nieco do gustu. Mogą być; a nie każdy mi przypada. Poeta musi dotrzeć do wyobraźni, co nie znaczy, że z każdym z nich się zgadzam.

Trzy cytaty z Adama Z.:

Kolce

Gdyby jeszcze dyktatorzy zechcieli, Czytać nasze gniewne, wściekłe i Solidnie opracowane wiersze, poezja Na pewno zmieniłaby świat. Ale Róże także nie znają poświęconych Im utworów. Kolce nie piją krwi.

Żelazo

Dlaczego to musi być grudzień. Lecą ciężkie, ciemne śniegu gołębie, spadają na płyty chodnika. Czym jest talent wobec żelaza, czym jest myśl wobec munduru, czym jest muzyka wobec pałki, czym jest radość wobec strachu, ciężki ciemny śnieg zakrywa kiełki marzenia.

Zwycięstwo

Zabijali nas i ci, i tamci, byliśmy pod nożem, pod okrągłym okiem karabinów, ma krzyżu celowników, ale nie jesteśmy niewinni, pomimo wszystko nie jesteśmy niewinni, mamy kły, paznokcie, pięści.

WOJACZEK IS BACK

Rafał Wojaczek, szalony poeta z Mikołowa. Trochę mam jego kompleks…

Wiersze piszę od roku 1973. Zacząłem, jako młodzieniec biedny i niezbyt urodziwy, aby zwrócić uwagę płci pięknej.

I tak pierwsza Muza poleciała na kasę a nie moje walory intelektualne, ale takie jest życie. Muzy przemijają, pisanie pozostało. Ponieważ kilka osób porównało mnie do Wojaczka, kolejny mój tomik zatytułowałem właśnie „50-letni Wojaczek”. Punktem wyjścia jest teza – co by było gdyby szalony wieszcz z Mikołowa dożył wieku średniego; co za tym idzie niby poważnego a nie wykończył się wcześniej na własne życzenie.

tomik 1

Idę ja sobie przez katowicki rynek w zeszły poniedziałek a tu redaktor B. z branży sportowej mnie spotyka. „Co tam, gdzie tam?” – pyta standardowo a ja mu ciach tomikiem, żeby go trochę wkurzyć. W paru redakcjach się już przekonałem, iż poetów ma on za nic.

- Wojaczek? Przecież to był idiota! Studiowałem z nim w Krakowie! – wypalił redaktor B. widząc tytuł. – Kiedyś pokłócił się z kolegą w akademiku. Jak go wyrżnął w łeb metalową popielniczką to tamten się o mało nie przekręcił. Wywalili go po pierwszym roku polonistyki przez łacinę. Poszedł wtedy do Wrocławia – recenzja B. była krótka.

Duch Rafała wzleciał w tym momencie nad katowickim Rynkiem i pokazał mi zza obłoku „fuck you”. Usłyszałem nawet jak recytuje nieco bełkotliwie, ale głośno:

„Chodzę i pytam: gdzie jest moja szubienica?

W czyim ogrodzie, w jakim lesie rośnie?

Na jakiej miedzy pasie cień kobiecy?

Na którym rynku świąteczną choinką?

W jakim pokoju zwiesza się nad stołem

Uprzejma pętla, bym ją szyją przetkał?

Na jakich schodach nareszcie ją spotkam?

Na którym piętrze sznur sobą wyprężę?

W której to stronie głowę ku niej skłonię?

W jakiej piwnicy, hałasie czy ciszy?

Na jakim strychu, ciemnym albo widnym?

W jakim klimacie, gorącym czy zimnym?”

Rafał napisał to w wieku lat 24; 2 lata przed swoją samobójcza śmiercią. Gdzie mój wiersz? Jam niegodny, przeżyłem, a co tam pięć szwów na przegubie prawej ręki (tam gdzie tętnica), które zdobyłem w ataku natchnienia. Przeżyłem…

tomik 2

PS. Wspomina Teresa Ziomber, narzeczona Wojaczka:

- On mnie sobą zaraził. Tak to czuję. Mam schizofrenię, 17 pobytów w szpitalu, sześć prób samobójczych. Mam córkę, dwóch wnuków. Mąż odszedł. Biorę psychotropy. Prozac. Z Rafałem wszystko było chwilą. Bez przyszłości. Jakąś niezwykłością, złudą. Pisał mi wiersze na plecach. Przegadaliśmy kiedyś całą noc. Rano Rafał wyskoczył poszukać czegoś do jedzenia. Czekałam dwie godziny: wrócił z flaszką żubrówki i papierosami. Mówię, że to bardzo pięknie, ale tym się nie najemy, a on rozkłada ręce – tylko to było w tym kiosku, który rozbiłem. Potem napisał wiersz "Która zmęczona śpi". Takie z nim było życie.

WISŁAWIE, NA URODZINY

2 lipca Wisława Szymborska kończy 86 lat. Przesyłam kwiatek i wiersz. 200 lat Droga Laureatko!

Pukam do drzwi Mistrzyni

- Wpuść mnie, proszę; chciałem się ogrzać przy twojej sławie

- Nie mogę, tapetuję łazienkę dolarami

- Powiedz mi jak zostać poetą?

- Każdy nim jest, ale nie każdy o tym wie

- Dlaczego twoje tomiki drogie są; dlaczego nie drukują wierszy na odwrotach paragonów z marketów?

- Właściwie to mnie nie ma; jestem na spotkaniu w operze

kwiatekj

Pukam do drzwi Wisławy.

Siostrą mi wycieraczka pełna zakurzonych już marzeń…

ZEGADŁOWICZ, REDAKTOR KOŚCIELNY, POETA SZALONY

I dopiero na progu tego wieku zaprzyjaźniony pisarz z Katowic Jan Paweł Krasnodębski kopnął mnie w cztery litery: – Jak to nie wiesz, kto to jest Zegadłowicz?! I w Gorzeniu nie byłeś? Jedziemy! No i pojechaliśmy…

"Gdy mi nagle zarzucasz nogi na ramiona
wrzącej w żyłach rozkoszy warem rozogniona,
gdy ręce moje, węże oszalałe żądzą,
po udach Twych i brzuchu ślepe, gniewne błądzą -
gdy Twe trzewia nasienia opryskuje wrzątek,
gdy krzyczę, żeś Ty wieczność, koniec i początek -
gdy wołam: daj mi oczy, daj mi Twoje oczy! -
– ziemia zrywa praw łańcuch i w bezkres się toczy!
– z świstem, z łopotem, z hukiem!
ziemia klacz chutliwa
pędzi! tętni! – a nad nią skier pienistych grzywa!
Do grzbietu jej przywarci, przemienieni w jedno,
lecimy w zawierusze gwiazd w groźne bezedno!"

(SZAŁ z tomiku Wrzosy, rok 1935)

Chociaż sam czasami wiersze próbuję pisać postać Emila Zegadłowicza była dla mnie przez wiele lat dość czytankowa i nudna. Ano był taki gość, wypisywał jakieś wierszyki inspirowane folklorem beskidzkim i tyle. A że nazwali nim ulicę? Trudno… Gdzieś tam jeszcze jednym uchem słyszałem, że bezecne „Motory” i „Zmory” popisał, ale tego nie czytałem. Zdziwiłem się też nieco, czemu on właściwie umarł w Sosnowcu skoro był z Wadowic…

EWA, WNUCZKA EMILA

I dopiero na progu tego wieku zaprzyjaźniony pisarz z Katowic Jan Paweł Krasnodębski (m.in. „Stokrotka” i „Odwyk”) kopnął mnie w cztery litery: – Jak to nie wiesz, kto to jest Zegadłowicz?! I w Gorzeniu nie byłeś? Jedziemy! No i pojechaliśmy do Choczni gdzie Krystyna, wierna czytelniczka pisarza Krasnodębskiego mieszka. Chocznia i Gorzeń Górny są właściwie wiejskimi przedmieściami Wadowic.

W Gorzeniu Górnym jest pałacyk w którym mieszkał poeta Emil. Ma on obecnie status muzeum (patrz:
http://www.muzeumezegadlowicza.pl

Po wnętrzach i parku oprowadzała mnie Ewa Wegenke, wnuczka Zegadłowicza. Gdzieś daleko w pejzażu jesiennych liści mignęła mi postać córki Emila o oryginalnym imieniu Atessa (rocznik 1920).

– Wie pan, z tym imieniem były problemy. Proboszcz nie chciał nadać na chrzcie takiego imienia. Uznał, że skoro nie było takiej świętej to nie można, ale dziadek się uparł – mówiła mi pani Ewa. Domostwo solidne, z białawego kamienia. W sumie będzie z 800 metrów powierzchni mieszkalnej.

Zaraz z progiem zwraca uwagę czerwony diabeł, rzeźba – która zdobi początek schodów wiodących na piętro. To dzieło jednego z gości szalonych imprez na których bywała bohema różnej maści. Nie tylko pito, ale i się narkotyzowano… Na piętrze salonik, biurko autora „Powsinóg beskidzkich”. Wnuczka Emila pokazuje mi sofę i szokuje opowieścią o tym jak poeta z muzą siedział tamże a żona uprzejmie donosiła im śniadanko. Za oknem natomiast kogut w towarzystwie kur czekał na okruchy z tegoż posiłku…

FASCYNACJA BESKIDAMI

Ta wizyta sprawiła, że zainteresowałem się CV i twórczością poety z Gorzenia Górnego. Emila Zegadłowicza nie można wsadzić do jednej szufladki – on postanowił zwielokrotnić swoje życie. Urodził się w roku 1888. Ojciec Tytus pochodził z Galicji, był wyznania greko-katolickiego, z zawodu nauczyciel. Była to posada bardzo prestiżowa skoro udało się z niej odłożyć na dworek… Został on nabyty w roku 1873.

Emil urodził się, kiedy jego ojciec miał lat 66 a jego druga żona Elżbieta z Kajszarów była o 33 lata młodsza. Studiuje w Krakowie. Tam ukazuje się jego pierwszy tomik „Tententy” (rok 1907). Rodzice umarli dość wcześnie – w wieku lat dwudziestu jest już pełnoprawnym właścicielem posiadłości w Gorzeniu. W 1915 roku Emil żeni się z Marią Kurowską. Został wtedy wcielony do armii austriackiej.

Pod odzyskaniu przez Polskę niepodległości fascynuje go folklor beskidzki. W latach 1919 – 21 poeta pracuje w Ministerstwie Kultury i Sztuki. W roku 1921 powstaje grupa poetycka „Czartak”. Nazwa pochodzi od (podobno pogańskiej ?!) budowli nad rzeką Skawą – niestety, zburzono ją granatami w czasie II wojny. A tutaj właśnie Zegadłowicz chciał być pochowany…

Państwo na Gorzeniu dorabiali w różny sposób, nie tylko literacki, tkali nawet kilimy. W 1924 roku Emil poznaje aktorkę i reżyserkę Stanisławę Wysocką (starszą o 11 lat). Znajomość ta miała charakter nie tylko artystyczny, ale i intymny. Stanisława wystawia jego sztuki, sprowadza go do Poznania w roku 1927 gdzie Emil zostaje kierownikiem literackim miejscowego teatru oraz redaktorem naczelnym katolickiego tygodnika „Tęcza”.

IDOL PRZYSZŁEGO PAPIEŻA

Niestety, każdy twórca ma to siebie, że jest nadwrażliwy i zbyt ostro ocenia rzeczywistość – Zegadłowicz publikuje w „Tęczy” w roku 1931 tekst piętnujący dwulicowość miejscowej hierarchii kościelnej. Oto fragment: „Świętość stała się kramarstwem, świątynia bankiem, a celem syty kałdun…” To oczywiście koniec jego kariery – wraca do Wadowic. Pomimo tych zawirowań Rada Miejska urządza mu huczny jubileusz 25-lecia pracy twórczej. Imieniem Zegadłowicza została nazwana główna ulica Tatrzańska, Emil zostaje – podobnie jak ojciec – honorowym obywatelem. Twórca jest także idolem miejscowej młodzieży – na jego przedstawienia chodzi m.in. późniejszy papież Karol Wojtyła…

W 1933 r. Emil zakochuje się w 35-letniej Maryli Stachelskiej – miała za sobą nieudane małżeństwo z oficerem oraz trójkę dzieci. Ślady tej namiętności spotykamy w bardzo intymnych wierszach wchodzących w skład tomiku „Wrzosy” (życzeniem poety było, aby opublikowano je dopiero po pół wieku; w końcu ukazało się aż 5 egzemplarzy tomiku) oraz w powieści „Motory”. W tej ostatniej czytamy: „Byli szczęśliwi. Miesiąc ich życia wart był stu lat. STOKROTNIELI SOBĄ”…

POETA EMIL

GDYBY NIE TE PIENIĄDZE…

W latach 30-tych coraz bardziej nasilają się kłopoty finansowe poety. Ścigają go nie tylko kolejne splendory, ale i banki. Dużo dorabia jako tłumacz z języka niemieckiego. Pod koniec roku 1935 powieść „Zmory” wywołała skandal – cenzura konfiskuje nakład. W rok później władze Wadowic odbierają twórcy nadane mu honory. Zegadłowicz wiąże się ze środowiskiem socjalistycznym – poznaje m.in. Wandę Wasilewską. W 1937 r. Emil poznaje swoją ostatnią Muzę Marię Koszyc – Szołajską. W tymże samym roku cenzura konfiskuje „Motory”.

W następnych latach poeta z Marią podróżuje z odczytami po Polsce; coraz częściej zmuszony jest leczyć się w szpitalach na płuca. We wrześniu 1939 r. w dworku Zegadłowicza zamieszkują Niemcy. Jednak pozwalają mu tam pozostać. Emil próbuje dalej tworzyć. W listopadzie 1940 roku trafia poeta do szpitala w Sosnowcu; Maria jest z nim. Ze zdjęcia spogląda na nas niewysoki posiwiały mężczyzna w pumpach, wysokie czoło, okulary. Wygląda więcej niż na 52 lata…

Luty 1941, tym razem szpital w Będzinie. Mieszkają z Marią na sosnowieckiej Pogoni (blisko Wydziału Techniki). Cierpią biedę – nie ma nawet herbaty i przychodzi parzyć liście zebrane w parku…

24 lutego Emil Zegadłowicz umiera; w 3 dni później zostaje pochowany na cment
arzu małobądzkim w Sosnowcu. Maria Koszyc – Szołajska towarzyszy mu w ostatniej drodze. Wojny jednak nie przeżyła – została stracona przez Niemców za działalność patriotyczną… Spokoju Emila na cmentarzu położonym naprzeciw kominów Elektrociepłowni Będzin strzegą białe anioły usytuowane na murze. Grób ma z czerwonego piaskowca. Gdyby młodzi ludzie więcej wiedzieli o blaskach i ciemnych stronach życia wieszczów może tym chętniej by się o nich uczyli…

Skoro zamieściłem wiersz Emila Z. na początek, może mój na koniec. Popełniony wtedy jesienią 2001 roku. Bo jak inaczej poeta ma zareagować w tej sytuacji:

„WIGILIA W LISTOPADZIE

Tej wczesnej Wigilii karp mnie ukąsił w palec serdeczny

Piersi Krystyny – pagórki beskidzkie unosił halny pożądania

Drepta Atessa po dywanie liści lecz tata już tu nie mieszka

Tęsknie pieje tylko kogut złakniony odruchów ze śniadania Mistrza”

Zbigniew Aleksander Wieczorek

WŚCIEKŁE ANIOŁY

Gorąc; ruszymy za chwilę w Polskę swymi dwuśladami. Tę poetycką przestrogę dedykuję M. Matlakowi „Misyjność pogiętej blachy”…

BLUES KIEROWCY

W blaszanych trumnach wściekłe anioły

Kto nas dogoni? Już tylko śmierć

W blaszanych trumnach ciągle gotowi

Wziąć z prawej, z lewej, ten drugi śmieć.

A kiedy korku trauma opadnie

To zatankować najwyższy czas

Adrenalina zamiast benzyny

Bo tylko to rajcuje nas.

POD GÓRKĘ

W oparach spalin ciągle brodzimy

Ożywczy nektar, noga na gaz

Może TIR-ówkę dziś zaliczymy

Będzie kochanie, choć tylko raz

Już strażak drzwiczki z chrzęstem rozcina

Cieknie po ostrzu spieniona krew

Tu w tej konserwie cała rodzina

Na lewym zakręcie umilkł jej śpiew…

W blaszanych trumnach wściekłe anioły

Kto nas dogoni? Już tylko śmierć

W blaszanych trumnach ciągle gotowi

Wziąć z prawej, z lewej, ten drugi śmieć.

Z.A. Wieczorek, 22 grudnia 2003 r.

Zaraz potem jak po Rondo wpadł dźwig

I korki były jeszcze większe

O CO CHODZI? Na początku był chaos

Ja pół GOROL (czyli przybysz), ja pół człowiek. Czuję, żyję i tworzę na granicy Śląska i Zagłębia…

TO JA

MOJE BOJE BLOG

Kwestia ta ma znaczenie na Śląsku, który dzieli nadal Brynica, rzeka będąca niegdyś granicą między zaborami rosyjskim i pruskim. Do dzisiaj nadal żywa w świadomości tak Ślązaków, jak i Zagłębiaków. Ślązakiem byłem przez wiele lat z zamieszkania, Zagłębiakiem z powodu miejsca urodzenia. Ot, taka schizofrenia.

Od 30 lat jestem dziennikarzem; osiągnąłem wiek (53 lata), który miał stanowić średnią życia w tym zawodzie. Jednak już od licealnych czasów zawierciańskich ciągnęło mnie do uprawiania poezji i literatury. Wydałem własnym sumptem trzy książki: Moje abecadło (rzecz o dziennikarstwie, Żory rok 2001), Szara kamienica (z dziejów Zawiercia, rok 2003), Ameryka jest dla byka (Chicago, 2005 r.)

Spory rozrzut tematyczny, ale ja uważam, że jednego życia za mało. Trzeba je spróbować więc zwielokrotnić. Poza tym mam na koncie dwa tomiki poezji – "Trochę chore wiersze" i "Wojaczek 50-letni". Na moim blogu chciałbym kultywować, zwłaszcza niespełnioną część literacką mojego CV oraz zamieszczać felietony, które ukazują się obecnie w następujących tytułach: "Roździeń" (Katowice – Szopienice), "Życie Dąbrowy Górniczej" i "Życie Świętochłowic".

Do tego też będzie trochę obrazków. Miłej lektury

Z. A. Wieczorek, redaktor, Dobieszowice, 26 marca 2009 rok