MAJTY W UJAZDOWSKICH

Wczoraj Aleje Ujazdowskie, Wawa. Przed Urzędem Rady Ministrów stały posterunek KOD. To ludzie spod tego znaku wywiesili te polityczne majty.

Jest też jednoosobowa kontrdemonstracja – były górnik z Wujka. Upał, czas płynie, powoli. Na Kongresie PiS skandowano Jarek, Jarek! Są tacy, którzy mówią, że jak chodzi o wiwaty wracamy do lat 70-tych i Spodka,

Warszawa. W tymże URM mieściła się ponad 30 lat Akademia Nauk Społecznych przy tzw. KC PZPR. Ukończyłem ją. Ciekawe czy ustawa antykomunizacyjna obejmie też byłych absolwentów?

ref 1

zew wwa

OSTATNI DYŻUR

To były ostatnie dni Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach. Właściwie to całej partii. Przetoczyły się strajki, Wałęsie przybyło 20 kilogramów i pewnie płotu by już nie przeskoczył. Ale znajdą się tacy co go przez niego przerzucą. Siedział w nocy na dyżurze w sekretariacie Pierwszego. Przed nim pulpit pełen światełek, lampek i przełączników. Teraz On był najważniejszy. Ten telefon to był kopalniany, tamten hutniczy, jeszcze inne łączyły z wszystkimi podkomitetami. Najważniejsze jednak było „We-Cze”, wysoka częstotliwość. Posługując się liniami milicyjnymi partia miała super-łączność ze stolicą. Ot tak, gdyby zawiodły inne telefony.

Któryś z nich zadzwonił:

- Przetaczać wagony na siedemnastkę? – to towarzysze kolejarze pomylili numer.

- Tak, przetaczać – powtórzył machinalnie i dopiero potem pomyślał. Może miał im powiedzieć, żeby lokomotywa dziejów była koniecznie czerwona. Czerwona, teraz ta cała partia to przypominała rzodkiewkę – z zewnątrz kolor jak trzeba a w środku biała jak najbielsza reakcja. Albo rewizjonizm jak kto woli.

Kolejny telefon. Poznał głos swego szefa, Jasia, sekretarza resortowego. Jak zwykle o północy towarzysz Z. miał już mocno w czubie.

- Kto tam na dyżurze?

Przedstawił się.

- Aha, może być. Podstawcie samochód na osiedle P. Kierowca będzie wiedział gdzie.

Na garażach odbierający telefon był wyraźnie wkurwiony. Widać przerwał im ciekawe rozdanie w pokera.

- Co znowu Z. wozić, mam nadzieję, że nie zarzyga mi auta tak jak ostatnio. Kto to potem będzie sprzątał? Stalowy kadłub partii naprawdę rozłaził się w szwach. Żeby kierowca ośmielał się dyskutować. W dodatku nie bał się podsłuchu.


Jak już Z. zadzwonił to już powinien być spokój. Za dwie godziny zsunie fotele w poczekalni Pierwszego i zdrzemnie się do szóstej. Tak jak zwykle. Wyszedł na ciemny korytarz. Rząd okien. Po drugiej stronie podwórka kamienica. Ludzie nie krępowali się i nie zasłaniali okien. Uważali, że w komitecie nikogo już nie ma o tej porze. Czasami więc ich podglądał. lubił to bo wtedy byli sobą.

Baba rozebrana do pasa myła się w miednicy. Obwisłe piersi zwisały jej prawie do pępka. Może kiedyś była piękna, szczupła i zakochana? W następnym oknie pijak rozstawiał rodzinę po kątach. Mały, zapluty karzeł. Silny słabością swych bliskich. Może zadzwonić na milicję? Powiedzą, że wszystkie radiowozy w terenie. Przecież oni też muszą odwieść swoich pijanych komendantów do domów.

Wrócił do sekretariatu. Znowu telefon:

- Towa…rzyszu dyżurny. To ja Andrzej L. Spowodujcie natychmiast, żeby …winda prz…przyje…chała – to dzwonił szef partyjnej drukarni. Mieszkał na 20 piętrze i albo winda była zepsuta, albo nie umiał trafić na odpowiedni „knefel” (guzik – przyp. Zew).

Tej nocy L. dzwonił jeszcze trzy razy. Nie udało się więc specjalnie pospać. Stalin też nie spał po nocach. Był taki film. Komsomolec z komsomołką siedzą na ławce przed murami Kremla. Druga w nocy. Nagle on wyciąga rękę, dziewczyna cała drży i już rozsuwa czerwoną chustę kiedy on wskazuje to jedno, jedyne okno w którym się świeci na Kremlu i mówi: – Patrz, tam pracuje towarzysz Stalin. Tam bije serce naszej proletariackiej rewolucji!

Bladym świtem wychodził z komitetu. Po 24 godzinach dyżur przejmował inny. Czy to długo jeszcze potrwa?

ZEW, lipiec 1989 rok

Porządkując archiwa – autograf i nagana

Ponieważ przymierzam się do wczesnej emerytury, dziennikarskiej, której zamierzam zaznać za doczesnego życia pogrzebałem nieco w papierach. Bardzo mnie zmartwiła wiadomość z KWK Rydułtowy o tym, że wody gruntowe zalały archiwum więc mi nie wydadzą kwitu o zarobkach i zatrudnieniu (był to rok 1981).

Za to pewną duma historyczno – kolekcjonerską napełnił mnie natomiast autograf już S.P. Profesora, Premiera Zbigniewa. Gdyby ktoś nie dowidział to dotyczy on tego, że jak jako ówczesny komuch mogłem się poruszać w nocy w czasie tzw. godziny milicyjnej.


I wreszcie, taki trochę „pilchowski” kwiatek do kożucha. Nagana za stawienie się do pracy w stanie nietrzeźwym od Koncernu Fibak w Katowicach. Zdaje się, że wówczas jeździłem pod prąd jednokierunkową ulicą dużym Fiatem i zgubiłem gazetę, wydanie weekendowe, ale mam nadzieję, że mnie również objęła amnestia.


Z roku 1989 oczywiście. A swoją drogą to wczesna emerytura dziennikarska wynikała z pracy w warunkach szkodliwych. Jak tu było nie pić, no i dzięki temu upadkowi mogę teraz trzeźwieć i poznawać ciekawych ludzi oraz odrodzić się. Żeby powstać, trzeba najpierw upaść.

Jak wypiłem premierowi Messnerowi maślankę

Zmarł były premier Zbigniew Messner (84 lata), w czasach ancien regimu, profesor ekonomii rachunkowej. We wczesnych latach 80-tych wypiłem przeznaczoną dla niego maślankę, ale może po kolei. Robiłem wtedy za czerwonego pachołka Moskwy – na etapie redaktora pisma KW PZPR w Katowicach o wdzięcznej nazwie „FAKTY” (Halo Axel Springer Verlag!).

Do obowiązków mnie, jako aparatczika leżało również (raz w miesiącu) odbycie dyżuru 24-godzinnego. Od godziny 8.00 do 16.00 dyżurowałem na parterze w pokoju przyjęć interesantów (tzw. ściana płaczu). Uprawiałem podczas tego dyżuru głównie „centralizm telefoniczny”. To znaczy przychodził obywatel i mówił, że nie chcą mu dać mieszkania zakładowego a tu nieletnie dzieci płaczą i w ogóle.
No to się dzwoniło do dyrektora ww. zakładu  i zaczynało tak: „Wiecie, rozumiecie, partia powinna sie pochylać nad ludzkimi problemami.” I mieszkanie nazajutrz było.
Od tej 16-tej do 8-mej rano przejmowałem obowiązki sekretarki I sekretarza KW, ale bez żadnego poklepywania po pośladkach. Ruch Palikota wówczas nie istniał. Siadałem na jej stanowisku, niekiedy nieco później, dopiero wtedy, gdy Pierwszego już nie było. To nie było ZWYKŁE BIURKO tylko cała sterownia, sterownia całego WOJEWÓDZTWA wtedy KATOWICKIEGO.
Były więc telefony wewnątrzpartyjne, do poszczególnych szych domowe, do garaży KW przy ul. Francuskiej, do kolejarzy, do górników itd. I ten najważniejszy – bez tarczy telefonicznej tzw. WE-CZE (kaczka). Bezprzewodowymi łączami milicyjnymi mogli się jednak posługiwać jedynie Najważniejsi. Jak już dzwonił ten telefon to odzywał się KC PZPR (obecnie Giełda Papierów Wartościowych).


Telewizor miałem, wygodne fotelu do spania, gdzieś tak od północy też, zyc nie umierać. Kiedyś o drugiej w nocy dzwonią mi kolejarze z Katowic – Muchowca: „Przetaczać wagony z górki rozrządowej?” a ja zaspany wypaliłem „Przetaczać!”, a potem dopiero pomyślałem…
MIAŁO BYĆ JEDNAK O PROFESORZE MESSNERZE. Kiedy przychodził o 8.00 rano do pracy miał zwyczaj dzień zaczynać od maślanki. Przynosiła mu ją sprzątaczka. Nie wiedziałem, o co chodzi, ponieważ postawili mi ją pod nosem sam wytrąbiłem. Sprawę sprostowała dopiero sekretarka…
Na moją skromną osobę Pierwszy zwrócił (pośrednio) uwagę tylko raz. Trzeba wiedzieć, że nosiłem wtedy dość sporą brodę, a w aparacie trzeba było nosić się schludnie, w gangolu i pod krawatem. Messner podobno zapytał tak mojego sekretarza resortowego – redaktora też – Jasia Zielińskiego: „A CO ZA JEDEN OBROŚNIĘTY PO KOMITECIE LATA?!”. – A to dziennikarz z Faktów. – Jak tak to może być.
Podczas narad komitetowych Profesor zwykła mawiać tak: APARAT PARTYJNY wykorzystał swe przywileje 5 lat naprzód. Co oczywiście się nam za bardzo nie podobało. W roku 1985 Towarzysz Profesor Zbigniew poszedł do Warszawy na premiera wdrażać II etap reformy gospodarczej. Ze sobą zabrał Rysia W. (później dyrektora swego gabinetu) oraz Marka K., co jeszcze niedawno był prezesem PGNIG. Mnie nie zabrał, no cóż – TRZEBA MU BYŁO TEJ MAŚLANKI NIE WYPIJAĆ.

EWANGELIA WG ALEKSANDRA – część czwarta

W poprzednich odcinkach – skoro czwartek to czwarta. Jezus, który objawił się mi w Parku Kościuszki staje się tematem obrad władz partyjnych. Czy przyjmie ten deistyczny fakt do swej słynnej „akceptującej wiadomości?”

VI

Kolejna Egzekutywa Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Katowicach zapowiadała się normalnie, czyli nudno. Towarzysze zasiedli za ogromnym okrągłym stołem na najwyższym piątym piętrze gmachu tzw. urzędów zespolonych w którym teraz studenci uczą się po polskiemu. Ani w ich krótko ostrzyżonych, wzorem Pierwszego, głowach ani w główkach korników nadgryzających ww. symboliczny mebel nie było to, że kiedyś zapanuje burdel czyli demokracja.

Właśnie z powodu okrągłości stołu.

  • Punkt pierwszy. Sytuacja społeczno – ekonomiczna w województwie katowickim. Głos ma towarzysz Waryński, zastępca komendanta Służby Bezpieczeństwa – Pierwszy Sekretarz, towarzysz Październik przygryzł nerwowo wargę. Ciekawe od kogo złapał tę opryszczkę…
  • Sytuacja jest ustabilizowana jeżeli chodzi o kluczowe zakłady pracy. Na kopalni „Murcki” próbowano rozpowszechniać ulotki wzywające do bojkotu czterobrygadowego systemu pracy. Ulotki były dwie. Przykleiły się do koła dostawczej ciężarówki. Pomimo 48-godzinnego przesłuchania kierowca nadal twierdzi, że przykleiły się poza granicami naszego województwa. Ciężarówka była z Kieleckiego…
  • Pieprzone scyzoryki – mruknął przodowy górnik Germanik., członek Biura Politycznego zresztą, do Zofii, sąsiadki, włókniarki zresztą. Przedstawicieli robotników dawali do składu Egzekutywy, żeby poprawić współczynniki klasowe. Niekoniecznie musieli oni przy tym  umieć rozwiązywać krzyżówki. A poza tym to nieładnie rozwiązywać krzyżówki podczas zebrań partyjnych.
  • Mówiliście coś Towarzyszu Germanik ? – przerwał Pierwszy.
  • Trzeba będzie ten problem zgłosić miejscowej instancji partyjnej – powiedział już głośno towarzysz Germanik.
  • Tak, musimy być czujni, wróg nie śpi.
  • Jeszcze jeden incydent. Do waszej oceny zostawiam jego wymowę. TW Diabeł, nasz rezydent w Parku Kościuszki, melduje, że pojawił się niebezpieczny osobnik, który dostał kryptonim Jezus. Kontaktuje się on ze studencką młodzieżą i próbuje ją przeciągać na stronę religijnej reakcji i zacofaństwa.
  • Tak religia to opium dla ludu, a z narkotykami jako przejawem zgniłego, burżuazyjnego stylu życia musimy walczyć! W tej sprawie chcemy oddzielnego meldunku… Towarzyszu Wkrętek, co wy robicie? – przerwał swoje wystąpienie Pierwszy.
  • Mucha, mucha, buczy i przeszkadza wam – mężczyzna w średnim wieku, utykający na nogę podskakiwał koło okna z gazetą w ręce. Próbował pozbawić życia natrętnego owada zakłócającego obrady Egzekutywy. Wreszcie trafił. Zapanowało milczenie.
  • To była „Trybuna Robotnicza”?
  • Tak jest towarzyszu sekretarzu!
  • No dobrze, a teraz siadajcie. I wiedźcie, że prasa to potęga. Nie tacy już zamilkli pod biczem jej krytyki!
  • Foto Zew- Emaus, odpust,  Kraków  – Salwator
  • Patrz, a ten znowu „Marlboro” z Pewexu z kieszeni wyciąga, bo mu inaczej rozdrapią – szepnęła towarzyszka Zofia, włókniarka z Zawiercia do ucha, oczywiście lewego, towarzysza górnika Germanika. W tym miejscu miała na myśli wojewodę Tadeusza, co to za nowej demokracji banki zakładał. Fakt, przed większością zebranych leżały jawnie na wielkim okrągłym stole (podobno ten sam dali potem do Magdalenki) paczki Sportów be filtrów i Giewontów, a towarzysz Tadeusz palił sobie zgniłe reakcyjne papierosy kupione za dolary w Pewexie. Tej sprawie powinna się przyjrzeć Wojewódzka Komisja Kontroli Partyjnej. To przecież postawa niegodna członka partii.Na zakończenie posiedzenia odśpiewano „Międzynarodówkę”. Wszyscy powstali.Myśl nowa blaski promiennymi dziś wiedzie nas na bój na trud.

    Przeszłości światłość nasza zmiata, dziś niczym jutro wszystkim my!”,

    częściowo fałszowany pomykał do przodu hymn światowego proletariatu miast i wsi. Nikt nie słyszał pukania dziobkiem w szybę białego gołąbka, który dobijał się do jednego z małych, przekreślonych iksem, okienek. Nie słyszał także towarzysz Wkrętek, bo inaczej od razu by zareagował. Może i pofrunał, w celu interwencji – byleby tylko nic zakłócało spokoju Pierwszego Sekretarza PZPR w Katowicach. O tym, że spokój ten, zwłaszcza nad ranem, zakłóca mu domagająca się swoich praw o wiele młodsza żona nie wiedział prawie nikt.

  • W NASTĘPNYM ODCINKU – będzie cud na katowickim Rynku. Z udziałem słynnego Białego. Uwaga na saturator!

Kolejna Egzekutywa Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Katowicach zapowiadała się normalnie, czyli nudno. Towarzysze zasiedli za ogromnym okrągłym stołem na najwyższym piątym piętrze gmachu tzw. urzędów zespolonych w którym teraz studenci uczą się po polskiemu. Ani w ich krótko ostrzyżonych, wzorem Pierwszego, głowach ani w główkach korników nadgryzających ww. symboliczny mebel nie było to, że kiedyś zapanuje burdel czyli demokracja.

Właśnie z powodu okrągłości stołu.

  • Punkt pierwszy. Sytuacja społeczno – ekonomiczna w województwie katowickim. Głos ma towarzysz Waryński, zastępca komendanta Służby Bezpieczeństwa – Pierwszy Sekretarz, towarzysz Październik przygryzł nerwowo wargę. Ciekawe od kogo złapał tę opryszczkę…

  • Sytuacja jest ustabilizowana jeżeli chodzi o kluczowe zakłady pracy. Na kopalni „Murcki” próbowano rozpowszechniać ulotki wzywające do bojkotu czterobrygadowego systemu pracy. Ulotki były dwie. Przykleiły się do koła dostawczej ciężarówki. Pomimo 48-godzinnego przesłuchania kierowca nadal twierdzi, że przykleiły się poza granicami naszego województwa. Ciężarówka była z Kieleckiego…

  • Pieprzone scyzoryki – mruknął przodowy górnik Germanik., członek Biura Politycznego zresztą, do Zofii, sąsiadki, włókniarki zresztą. Przedstawicieli robotników dawali do składu Egzekutywy, że poprawić współczynniki klasowe. Niekoniecznie musieli oni przy umieć rozwiązywać krzyżówki. A poza tym to nieładnie rozwiązywać krzyżówki podczas zebrań partyyjnych.

  • Mówiliście coś Towarzyszu Germanik ? – przerwał Pierwszy.

  • Trzeba będzie ten problem zgłosić miejscowej instancji partyjnej – powiedział już głośno towarzysz Germanik.

  • Tak, musimy być czujni, wróg nie śpi.

  • Jeszcze jeden incydent. Do waszej oceny zostawiam jego wymowę. TW Diabeł, nasz rezydent w Parku Kościuszki, melduje, że pojawił się niebezpieczny osobnik, który dostał kryptonim Jezus. Kontaktuje się on ze studencką młodzieżą i próbuje ją przeciągać na stronę religijnej reakcji i zacofaństwa.

  • Tak religia to opium dla ludu, a z narkotykami jako przejawem zgniłego, burżuazyjnego stylu życia musimy walczyć! W tej sprawie chcemy oddzielnego meldunku… Towarzyszu Wkrętek, co wy robicie? – przerwał swoje wystąpienie Pierwszy.

  • Mucha, mucha, buczy i przeszkadza wam – mężczyzna w średnim wieku, utykający na nogę podskakiwał koło okna z gazetą w ręce. Próbował pozbawić życia natrętnego owada zakłócającego obrady Egzekutywy. Wreszcie trafił. Zapanowało milczenie.

  • To była „Trybuna Robotnicza”?

  • Tak jest towarzyszu sekretarzu!

  • No dobrze, a teraz siadajcie. I wiedźcie, że prasa to potęga. Nie tacy już zamilkli pod biczem jej krytyki!

  • Patrz, a ten znowu „Marlboro” z Pewexu z kieszeni wyciąga, bo mu inaczej rozdrapią – szepnęła towarzyszka Zofia, włókniarka z Zawiercia do ucha, oczywiście lewego, towarzysza górnika Germanika. W tym miejscu miała na myśli wojewodę Tadeusza, co to za nowej demokracji banki zakładał. Fakt, przed większością zebranych leżały jawnie na wielkim okragłym stole (podobno ten sam dali potem do Magdalenki) paczki Sportów be filtrów i Giewontów, a towarzysz Tadeusz palił sobie zgniłe reakcyjne papierosy kupione za dolary w Pewexie. Tej sprawie powinna się przyjrzeć Wojewódzka Komisja Kontroli Partyjnej. To przecież postawa niegodna członka partii.

    Na zakończenie posiedzenia odśpiewano „Międzynarodówkę”. Wszyscy powstali.

    Myśl nowa blaski promiennymi dziś wiedzie nas na bój na trud.

    Przeszłości światłość nasza zmiata, dziś niczym jutro wszystkim my!”,

    częściowo fałszowany pomykał do przodu hymn śwatowego proletariatu miast i wsi. Nikt nie słyszał pukania dziobkiem w szybę białego gołąbka, który dobijał się do jednego z małych, przekreślonych iksem, okienek. Nie słyszał także towarzysz Wkrętek, bo inaczej od razu by zareagował. Może i pofrunał, w celu interwencji – byleby tylko nic zakłócało spokoju Pierwszego Sekretarza PZPR w Katowicach. O tym, że spokój ten, zwłaszcza nad ranem, zakłóca mu domagająca się swoich praw o wiele młodsza żona nie wiedział prawie nikt.