Smoleńsk – minuta milczenia

Cztery lata temu w Smoleńsku… Proponuję minutę ciszy i szkoda, że nie jestem Wszechmogącym, który nakazałby 24 godziny milczenia tym, którzy nie są cicho nad tą trumną. I nigdy nie będą, bo jest to ich drezyna w lepsze dla nich jutro.

Załączam film z uroczystości pogrzebowych Krysi Bochenek, który sam zrobiłem. Niech spoczywają w pokoju!

Droga Whitney Houston

Zawsze będę miał w sercu i umyśle Twój wspaniały śpiew i dziewczęcą do końca urodę.

Ja Ci naprawdę źle nie życzyłem, ale dzięki Twojemu Odejściu z naszych łamów i screenów wreszcie zejdzie temat Małej Madzi z Sosnowcu. A Ty, tam na górze, zaśpiewaj Jej piękną kołysankę.

OPOWIEŚĆ O TRZECH KLONACH

Rozmowy przy okpywaniu grobu ojczyma.

Oj zarósł nam zarósł dziadek Adam. Grób ma polny, nie kamienny. Całe życie był ogrodnikiem – amatorem więc nie chciał, żeby go żadne granity gniotły. Odpuściliśmy z matką tej wiosny trzy klony a te poszły tak mocno, że jak na cmentarz w Zawierciu zajechaliśmy pod koniec sierpnia to grobu nie było widać!

Co robić, trzeba było za siekierę i inne nieprzyjemne narzędzia po czym zrobiło się pusto i czysto. Można było swobodnie rozsadzić jurajskie rojniki, które tak dziadek Adam (mój pierwszy ojczym) lubił a dookoła wkopać ekologiczny drewniany płotek.

Co z sadzonkami klonów? Najwyższe drzewko miało już metr; korzenie nieźle się wykształciły. Szkoda na śmietnik wyrzucić – koło domu posadzić to może i pecha przyniesie… Pojechaliśmy więc na serce Jury Krakowsko – Częstochowskiej do Rzędkowic. Tam gdzie sam Jurek Kukuczka pierwsze szlify na skałkach zdobywał. Zawsze tam na maślaki i rydze jeździmy. Adam też lubił te okolice.

A przecież w tych klonach (oby wyrosły) jest KAWAŁEK NIEGO. Dopiero za trzecim razem – na zboczu niewielkiego wzniesienia – udało mi się znaleźć miejsce bez kamieni. Ziemia próchnicowa, tylko czym podlać skoro wody ani śladu w tych okolicach? W pobliskim hotelu „Skalnym” kupiliśmy trzy wody mineralne, nie gazowane i tak oto daliśmy pić młodym klonom.

Niech rosną na zdrowie i ZA SPOKÓJ DUSZY.

JESTEM ZMĘCZONY

Wielka Smuta trwa.

Jestem zmęczony wszechwładnym panowaniem cywilizacji śmierci; cóż z tego, że obecnie słusznej i państwowo – twórczej. Pejzaż pogrzebów – pogłębiony ekshumacją Stanisława Pyjasa – zdaje się nie mieć końca.

To wszystko ma wytrzymać zagoniony człowieka nie zrobiony ani z marmuru, ani z żelaza lecz z materiałów nietrwałych, ulotnych, a przecież każdy materiał ma granicę zmęczenia.

Zapytam bo chciałbym wiedzieć a lubię pytać mądrzejszych od siebie:

- jak się kształtuje wskaźnik optymizmu społecznego przed i po 10 kwietnia?

- o ile wzrosła ilość przypadków ciężkiej depresji i samobójstw w tym samym okresie (wczoraj w Bytomiu 33-letni sędzia wyskoczył skutecznie z budynku Sądu)

- co mają na myśli rodzice ciągnący do trumien w krypcie wawelskiej dwuletnie dzieci (może za wcześnie jeszcze na bycie z Ostatecznością).

Jestem bardzo zmęczony, bardzo ciężko rano wytłumaczyć moim powiekom, że mają się jednak otwierać a nie pozostawać zamknięte; to samo z nogami, które zatracają motywację do dalszego przebierania a nie poczucia zimnych mróweczek począwszy od paluszków… Poza tym wszystko dobrze; w górach pada śnieg. Może się więc zaszyć w jakiejś tatrzańskiej jaskini i pogadać ze śpiącymi rycerzami?

ZMARŁ REDAKTOR SMEREKA

Zmarł Krzysiek Smereka, człowiek z kamerą, autor turystycznych audycji w TV.

7 sierpnia zmarł nagle podczas pobytu u rodziny w Wiedniu redaktor Krzysztof Smereka, dziennikarz specjalizujący się w tematyce turystycznej, reżyser i producent filmowy. Zaliczył na tym łez padole 63 lata… Krzysiek był duży, jowialny, dowcip miał ciężki, ale dosadny. Nic, co ludzkie nie było mu obce.
Przez kilkadziesiąt lat związany był z Telewizją Katowice a ostatnio z TV Silesia. W skali kraju dał się poznać z autorskiego programu „W cztery świata strony”. Kochał świat w całości, a Beskidy w szczególności. Poznałem go w 1995 roku w czarodziejskiej krainie – Wysokich Taurach (Austria). Pływaliśmy motorówką po jeziorze w Zell am See, wjeżdżaliśmy kolejką w Kaprun na lodowiec po którym boso chodziłem w lipcu…

austriaWtedy w Polsce byłem bezrobotny – ta wyprawa z ekipą telewizyjną, przebywającą tam na zaproszenie austriackiej izby turystycznej, stanowiła dla mnie duże przeżycie. Bawiliśmy również na EXPO 2000 (Hanower). W rok później odstąpiłem Krzyśkowi założony przez mnie portal internetowy zewpress.com
Nie powiem, rozruszał go i to nawet na skalę międzynarodową. A skoro już o poczuciu humoru Krzyśka mowa to taka anegdota z czasów PRL. Ośrodek TV w Bytkowie dostał duże fiaty przeznaczone na eksport do Wielkiej Brytanii. Pewnego wieczoru ekipa wracała z zakrapianego reportażu w górach. Krzysiek był po paru głębszych. Zatrzymuje ich drogówka.
- Dokumenty do kontroli!
- Proszę bardzo – Krzysiek wyciąga, co trzeba.
- Ale przecież to jest dowód rejestracyjny na Trabanta a wy jedziecie Fiatem 1500!
- No to co. Takim jeżdżę.
- Ale to nie ten samochód?! Kradziony czy co?!
Dyskusja trwała przez 15 minut. Chłopcy z telewizji pokładali się ze śmiechu a biedny milicjant nie wpadł na to, że kierowca w tym aucie siedzi wyjątkowo z prawej a nie z lewej strony… Krzysiek jednak uznał za stosowne go o tym nie poinformować dopóki sam się biedny „niebieski” nie skapnie.
Jak Go mam pożegnać? Myślę, że widoczkiem bajecznego Zell am See. Do zobaczenia w TV Niebo! Z. A. Wieczorek (ZEW)
PS. Bakcyl żurnalistyczny łyknął po ojcu syn Piotr. Niedaleko pada jabłko od jabłoni…