Wernisaż, wernisaż

Wernisaż, słowo raczej francuskie.  Polega na tym, że wiesza się np. na ścianach obrazy a ludzie, którzy na to przychodzą jedzą i piją za darmo.   Autor i treść obrazów nie są najważniejsze tylko kto przyszedł, z kim przyszedł i czy wyszedł w pionie.

Byliśmy w zaprzyjaźnionym gronie na takowym (Galeria Szyb Wilson, Katowice, 2 marca).  Swe obrazy pokazał, podobno polski Basqiat, Andrzej Cisowski. Obrazy są duże i zahaczają o politykę. Ale tak jak już powiedziałem nie zawsze one są najważniejsze.

Nasza ekipa nie pije (ano należymy do takiej sekty) za to jedliśmy sushi. Mało tego i słone. Pożywić się tedy należało wrażeniami artystycznymi. Oto zapis foto z tej impry.  Wystawy kończy finisaż czyli Akcja Klin.  My się jej jednak nie boimy.

Nasza ekipa, obraz Rauchen verboten jest akurat mój.

Kawał obrazu, pani na nim przypomina Annę Dymną.

Oto autor obrazów. Andrzej C.  Ma wizję i kapelusz.

Przygrywał duet z Sosnowca. Nie do kotleta, ale do sushi.

Jem pałeczki, czapka a la Syberia. Pełny zestaw.