Gdzie jest moja godzina?!

W związku z wprowadzeniem przez obecny Rząd RP nowego czasu i zabraniem mnie oraz ogółowi Polaków jednej (cyfrą: 1) godziny ja Bloger VIP Zew oświadczam, co następuje:
- mało wam tego, że zabraliście mi już prawa do wczesnej emerytury jako pismakowi to jeszcze mi teraz godzinę snu sprawiedliwego podpierdzielacie?!
- akurat wam wierzę, że mi tę pożyczkę na jesień oddacie. Obiecanki cacanki a wyborcy radość!
Wobec tego otwieram drzwi do wieczności i się wyprowadzam z tego padała łez, chociaż dzisiaj wyjątkowo słonecznego. Howk!

Sweet focia myself

Nasz Premier jest z Marsa!

Wczoraj wieczorem w Sejmie szary i zmęczony Donald Tusk zasiadł z rodzicami dzieci niepełnosprawnych, którzy od kilku dni protestują przeciwko swojej nędzy. Wszystko się dzieje w głównym sejmowym hallu, tym z wężowymi poręczami, w którym tyle razy się udzielało wywiadów na temat kryzysu w koalicji, przesilenia na Krymie, postępów w integracji europejskiej.
Tyle blichtru i gładkich słów, tym razem one jednak nie wystarczają. TYM RAZEM SIĘ TRZEBA ZACHOWAĆ JAK NORMALNY CZŁOWIEK, wykazać chociaż trochę empatii. Zapytać ile ledwie chodzące dziecko ma lat, gdzie ci rodzice pracują ile zarabiają (poza tymi którzy siedzą z potomstwem na zasiłku wynoszącym 620 zeta!), poklepać, dodać otuchy. Nic, głuche milczenie, czasem jakieś uwagi w rodzaju „nie tylko wy macie problemy są też inne grupy w społeczeństwie”, „z ustawy nic nie wynika, trzeba jeszcze znaleźć środki na ich realizację”.
Kosiniak Kamysz to już w ogóle nic nie powiedział tylko robił za tło. CO ONI MOGĄ WIEDZIEĆ NA TEN TEMAT? Zetknąłem się z takim przypadkami w dalszej rodzinie. Ojciec i matka ponosili wszelkie konsekwencje tego, że ich córka była chora na mongolizm. Mieszkała z nimi ta córka do swej śmierci w wieku lat 43. Trzeba było koło niej robić, musiała mieć swój pokój a jednocześnie było to zamartwianie – CO BĘDZIE JAK NAS BRAKNIE? Ojciec nie przeżył córki, matka tak.
To było parę lat temu, nie wiem jak wtedy wyglądały zasiłki. Jedno jest pewne za 620 zeta można przeżyć góra tydzień a nie miesiąc. Bo przecież są koszty zakupu pampersów, rehabilitacji, itd. Rodzice protestują bo chcą wyrównania tej kwoty do poziomu najniższej płacy krajowej. Przez chyba 1,5 godziny  relacji on line wczoraj w TVP Info Tusk nie powiedział im nic mądrego, nie dodał otuchy, ba miałem wrażenie, że patrzył na nich jakby był z Marsa. Jego wzrok i mowa ciała mówiły o tym, kiedy uda mi się stąd wreszcie odejść, to wy naprawdę żyjecie i też oddychacie. Jak to jest możliwe za 620 zeta? Chyba coś kminicie i przyrabiacie na lewo.
W roku różnych kampanii wyborczych nie był to punkt dla PO. Ciekawe kto tę bezpośrednią wizytę wymyślił… Wokół Tuska robiła się pustka, kolejni rodzice wykrzyczawszy swe racje odchodzili albo załamani, albo płacząc. TO NIE JEST POLITYK, TEN KTÓRY NIE POTRAFI wygrać takiej sytuacji. Ale ci ludzie mają dość obiecywania i nie tylko oni. Każdy ma prawo do słabszego dnia, ale nie do kolejnej słabszej kadencji!
MORAŁ – za komuny były rządy idei Karola Marksa, wiadomo jakie (zwłaszcza dla tych, którzy ukończyli WUML), teraz obowiązują rządy idei Karola Darwina, czyli prawo dżungli. Przetrwa tylko w dżungli życia najsilniejszy, inni użyźnią jedynie glebę.  Amen.

Mamy złotego strażaka!

Mamy trzeci złoty medal! Zbigniew Bródka, strażak z Łowicza zdobył je na 1500 metrów (łyżwiarstwo szybkie)! Marny ułamek sekundy wygrał z Holendrem, ale wygrał. Wreszcie my mamy trochę szczęścia!

Skoro my blogernia polityczna to się nieco dziwię, że tuzy naszej polityki kibicują w kraju, albo w ogóle, a przecież powinni zbierać punkty przed jesienną kampanią! Co, nie chcą robić punktów Putinowi? Ale tym się kibice interesują! Jarek ogłosił akurat nowy program, którego nikt nie przeczyta, a Donek podobno próbował nadrobić kibicując na wsi skąd złoty strażak jest.

Przynajmniej tyle. A do Soczi nie łaska?

P.S. Ciekawe czy któreś ze „złotek” dostanie ofertę startowania w wyścigu do Brukseli…

JAKBY KTOŚ NIE WIDZIAŁ to relacja pod takim adresem:


http://sport.tvp.pl/soczi/14025927/jest-zloto-brodka-mistrzem-na-1500-metrow

"Nie płacz Ewka"

OD ZEW-a – Radna Dorota Połedniok, 26 lat, energiczna blondynka z Siemianowic Śl. Zawieszona w prawach członka PO. Wystąpiła w programie Tomasza Sekielskiego krytykując władze krajowe, śląskie PO oraz władze swego miasta.

Oto fragment jej wpisu z Face Booka NIE PŁACZ EWKA. Pozwolę go sobie udostępnić.

Później przyszedł sen – piękny sen…
Mieszkałam na małym schludnym osiedlu, gdzie były proste chodniki, ulice bez dziur, a wokoło rosła bujna zieleń i wcale nie było psich kup.
A sąsiedzi byli mili, uprzejmi i grzeczni. Ja uśmiechałam się do nich, a oni do mnie.
Zewsząd słyszałam magiczne „proszę” i „dziękuję”.
Klatki schodowe były zawsze świeżo pomalowane i bardzo zadbane – było czysto.
Z niektórych mieszkań dobiegał aromat warzonej na obiad strawy.
W każdym mieszkaniu było mydło i chleb (tego nigdy zabraknąć nie może) i wesołe, szczęśliwe i zadbane dzieci.
Jednym słowem pociechy.
Rodzice mieli pracę, a popołudniu bawili się ze mną i z bratem.
Czytali nam bajki. A czasami w nagrodę dawali bombona.
Późnej tata czytał w swoim wygodnym fotelu gazety, a mama śmiejąc się do nas cerowała bratu rozdarte na osiedlowym boisku portki.
W powszednie dni raz tata, raz mama odprowadzali nas zawsze do przedszkola, gdzie witały mnie radośnie uśmiechnięte panie przedszkolanki.
W każdą niedzielę najpierw był kościół – jak to na Śląsku, potem na obiad był rosół z pomarańczową marchewką, makaronem i oczkami tłuszczyku. Rolada z modrą kapustą lub karminadle.
Na deser obowiązkowo kompot, budyń lub agrestowy lekko kwaskowaty kisiel.
Popołudniem obowiązkowa wyprawa do wesołego miasteczka i kolorowa karuzela.
Później wracaliśmy wszyscy szczęśliwi spacerem do domu.
Szkoły były dla dzieci i nauczyciele byli dla dzieci (uczyli i kochali nas jak własne).
Gimnazjów nie było. O nie!!! Gimnazja zlikwidowano już wcześniej.
Kibice Ruchu i Gieksy zasiadali wspólnie przy Coli lub piwie i śpiewając wymieniali się szalikami.
Szanowali się.
I matura była prawdziwa – bez bzdurnych testów i pytań.
Stanowiła egzamin dojrzałości i otwierała perspektywy na przyszłość.
Studia były potrzebne. Uczyły podstaw do dorosłego życia i do zawodu.
Wykładowcy uczyli tylko na jednej uczelni i mogli nam poświecić więcej czasu. Przekazywali swoją wiedzę, doświadczenie i zapał.
A potem była praca. Anglista uczył angielskiego, wuefista – W-Fu, a Cebula – historii.
Może z tą pracą to nie zawsze było tak różowo, nie zawsze taka, o jakiej marzyliśmy, ale była.
I było wojsko – ale nie w Iraku, Czadzie czy Afganistanie. Była służba Polsce, było wychowanie.
Nie było PO, SLD, PSL czy PIS-u. Partii nie było wcale.
Polityków i karierowiczów też nie było wcale.
Byli zwykli porządni ludzie, były autorytety i byli autentyczni przywódcy.
Społecznicy, którzy mieli hopla też byli. Aha był też Owsiak – pamiętam.
Oni mieli wiedzę, doświadczenie, charyzmę i talent. Oni najpierw słuchali i pytali, a dopiero później rządzili.
Oni to potrafili!
W naszych śląskich Siemianowicach zatrzymywał się pociąg (chociaż nie było wtedy Kolei Śląskich), dudnił o szyny tramwaj, dymiła (och jak dymiła!) huta.
Były place zabaw, parki, parkingi i czysta, tania woda…, kopalnia też była.
To było takie normalne, uczciwe ludźmi i po śląsku zadbane miasto.
Były szpitale (obydwa). Lekarze obowiązkowo w czystym, odprasowanym i zawsze białym kitlu. Biały to symbol. Tak jak i krzyż, chociaż czerwony, to też symbol. Kolejek i zapisów nie było, ale NFZ-u też już nie było.
A szok!

Obudziłam się przerażona i spocona. Uszczypnęłam w policzek. To niemożliwe, to nie tutaj!

xxx

Zew- zgadza się, najgorsze jest to przebudzenie. Pozdrawiam

Później przyszedł sen – piękny sen…
Mieszkałam na małym schludnym osiedlu, gdzie były proste chodniki, ulice bez dziur, a wokoło rosła bujna zieleń i wcale nie było psich kup.
A sąsiedzi byli mili, uprzejmi i grzeczni. Ja uśmiechałam się do nich, a oni do mnie.
Zewsząd słyszałam magiczne „proszę” i „dziękuję”.
Klatki schodowe były zawsze świeżo pomalowane i bardzo zadbane – było czysto.
Z niektórych mieszkań dobiegał aromat warzonej na obiad strawy.
W każdym mieszkaniu było mydło i chleb (tego nigdy zabraknąć nie może) i wesołe, szczęśliwe i zadbane dzieci.
Jednym słowem pociechy.
Rodzice mieli pracę, a popołudniu bawili się ze mną i z bratem.
Czytali nam bajki. A czasami w nagrodę dawali bombona.
Późnej tata czytał w swoim wygodnym fotelu gazety, a mama śmiejąc się do nas cerowała bratu rozdarte na osiedlowym boisku portki.
W powszednie dni raz tata, raz mama odprowadzali nas zawsze do przedszkola, gdzie witały mnie radośnie uśmiechnięte panie przedszkolanki.
W każdą niedzielę najpierw był kościół – jak to na Śląsku, potem na obiad był rosół z pomarańczową marchewką, makaronem i oczkami tłuszczyku. Rolada z modrą kapustą lub karminadle.
Na deser obowiązkowo kompot, budyń lub agrestowy lekko kwaskowaty kisiel.
Popołudniem obowiązkowa wyprawa do wesołego miasteczka i kolorowa karuzela.
Później wracaliśmy wszyscy szczęśliwi spacerem do domu.
Szkoły były dla dzieci i nauczyciele byli dla dzieci (uczyli i kochali nas jak własne).
Gimnazjów nie było. O nie!!! Gimnazja zlikwidowano już wcześniej.
Kibice Ruchu i Gieksy zasiadali wspólnie przy Coli lub piwie i śpiewając wymieniali się szalikami.
Szanowali się.
I matura była prawdziwa – bez bzdurnych testów i pytań.
Stanowiła egzamin dojrzałości i otwierała perspektywy na przyszłość.
Studia były potrzebne. Uczyły podstaw do dorosłego życia i do zawodu.
Wykładowcy uczyli tylko na jednej uczelni i mogli nam poświecić więcej czasu. Przekazywali swoją wiedzę, doświadczenie i zapał.
A potem była praca. Anglista uczył angielskiego, wuefista – W-Fu, a Cebula – historii.
Może z tą pracą to nie zawsze było tak różowo, nie zawsze taka, o jakiej marzyliśmy, ale była.
I było wojsko – ale nie w Iraku, Czadzie czy Afganistanie. Była służba Polsce, było wychowanie.
Nie było PO, SLD, PSL czy PISu. Partii nie było wcale.
Polityków i karierowiczów też nie było wcale.
Byli zwykli porządni ludzie, były autorytety i byli autentyczni przywódcy.
Społecznicy, którzy mieli hopla też byli. Acha był też Owsiak – pamiętam.
Oni mieli wiedzę, doświadczenie, charyzmę i talent. Oni najpierw słuchali i pytali, a dopiero później rządzili.
Oni to potrafili!
W naszych śląskich Siemianowicach zatrzymywał się pociąg (chociaż nie było wtedy Kolei Śląskich), dudnił o szyny tramwaj, dymiła (och jak dymiła!) huta.
Były place zabaw, parki, parkingi i czysta, tania woda…, kopalnia też była.
To było takie normalne, uczciwe ludźmi i po śląsku zadbane miasto.
Były szpitale (obydwa). Lekarze obowiązkowo w czystym, odprasowanym i zawsze białym kitlu. Biały to symbol. Tak jak i krzyż, chociaż czerwony, to też symbol. Kolejek i zapisów nie było, ale NFZ-u też już nie było.
A szok!

Obudziłam się przerażona i spocona. Uszczypnęłam w policzek. To niemożliwe, to nie tutaj!

KOMUNIKAT RADY MINISTRÓW

Nie ma bezrobocia; w Warszawce są wolne posady…

Urząd Rady Ministrów ogłasza nabór na

CZŁONKÓW GABINETU DONALDA TUSKA.

Kandydaci powinni spełniać następujące warunki:

- ukończona w przeciągu 10 lat szkoła podstawowa

- umiejętność podpisu (w miarę wyraźnego) oraz czytania liter drukowanych

- odporność na wilgoć panującą w większości zakładów penitencjarnych.

Kandydatom, którzy przejdą wstępny test zapewnia się bezpłatna opiekę protetyczną w celu odpowiedniego zaprezentowania się w mediach. Uwaga! Już po miesiącu gwarantujemy półroczną odprawę. Pewniejszą niż kumulacja w Lotto!

Zmieniamy także, po kosztach własnych, po dymisji wygląd oraz personalia. Placówka w Gabonie niewykluczona.

Nie czekaj aż ubiegnie cię sąsiad, sam się zgłoś w Alejach Ujazdowskich (nie mylić z Aleją Szucha)!

BŁOGOSŁAWIONY MIĘDZY BLONDYNKAMI

Ach jak przyjemnie (czasem) być premierem… Ale od jutra ostre ćwiczenia na Wiejskiej!

Premier RP Donald Tusk podczas dzisiejszego śniadania mistrzyń błogosławiony między blondynkami. Cały w "ąsach" i "pąsach". Ba, nawet pani z lewej mu włożyła, znaczy się medal. Cóż z tego, że kwadratowy…

Da Panu Panie Premierze Donaldowa wieczorem, albo raczej nie da. Szlabana na łoże i na gary!

KIEDY W POLSCE BĘDZIE DOBRZE?

Radio Erewań znowu nadaje…

Premier RP Donald Tusk specjalnie dla Radia Erewań:

- Kiedy emerytom w Polsce będzie dobrze?

- Królestwo Boże nie ma końca.

- Jak można wyżyć za 700 złotych miesięcznie?

- Oddychać co drugi dzień.

- Co z ulgą dla inwalidów?

- Będą mieć 25 procent zniżki u TIR-ówek .

- Czy można zlikwidować Senat?

- Zajmuje się tym spec – grupa pułkownika Kałasznikowa.

- Czy będą podwyżki dla Pogotowia Ratunkowego.

- Tak w barterze, w postaci pawulonu.

- Kiedy pierwsze małżeństwo gejowskie?

- Kiedy Jarosław ogoli nogi.

Przygotował:

Towarzysz Redaktor Iwan Kotwica

PREMIERZY, STOCZNIOWCY…

Była końcówka lat 80-tych, czerwony okręt pt. PRL szedł na dno. Wtedy dopiero desygnowano na kapitana redaktora Mieczysława F. Rakowskiego.

Nienawidził go wcześniej i nie dopuszczał do władzy beton partyjny. Bo po pierwsze redaktor naczelny „Polityki” myślał, bo drugie nie słuchał Moskwy (oj, jak tam dopiero na niego psioczono!), po trzecie chciał rozmawiać z opozycją… Rakowski wtedy poszedł na całość, za co cześć mu i chwała, udał się do STOCZNI kłócić się z całą wrogą mu salą. Pokazano to w TV.

To nie była dyskusja w białych rękawiczkach, to była walka z wrogą salą. Tył zebranych z Lechem na czele mruczał, wył, przeklinał. Redaktor premier zdjął marynarkę i wziął się po chłopsku za robotę. Towarzyszył mu jako ten Stańczyk Jerzy Urban, zabity już na wstępie śmiechem za wygląd.

Tenże sam Urban po transformacji został sponsorem Rakowskiego; redagowany przez niego niszowy tytuł „Dziś” miało swoją redakcję razem z „Nie”…

Będzie miał Tusk odwagę Rakowskiego? Już na wstępie zapowiedzianej debaty widać, że nie. Zapowiedziano ją w studiu TV a nie w kolebce „Solidarności”. Wylać dziecko z kolebką… No cóż, może przynajmniej PŁOT się ostanie… Ale teraz już Wałęsa to za mało – potrzebny Kozakiewicz…