TRZECIA WOJNA, NAPRAWDĘ ŚWIATOWA

Wojna2

Trzecia Wojna Światowa stała się faktem. W odróżnieniu od pierwszych dwóch rzadko podczas niej mamy do czynienia z frontem i z okopami, za to objęła cały świat. Ameryce do tej pory wojna totalna była oszczędzona, przynajmniej na jej terytorium.

Nikt z nas nigdzie nie jest bezpieczny. Nie ufamy żadnej smagłej twarzy, którą widzimy, bronią może być siekiera a nawet plastikowy widelec. Ta batalia ma wymiar partyzancki. Nigdy nie wiemy gdzie się spodziewać ataku, a w miejskiej dżungli lepiej się można ukryć niż w prawdziwym lesie. Nie mówiąc o tym, że partyzanci desperaci mają coraz większą bazę społeczną w krajach w których uderzają.

Piszę to po katastrofie rosyjskiego TU-154 nad Morzem Czarnym. Nie wierzę, że to był przypadek (wojskowy samolot i do tego lecący do Syrii). Nie wierzę, chociaż nie jestem Antonim M.

Dżihad z puszki Pandory wypuściły światowe mocarstwa z Wujem Samem na czele obalając reżimy w Libii, Iraku i nadwyrężając Syrię. Ja wiem, że prawa człowieka, że sprawiedliwość, ale zgładzeni dyktatorzy trzymali to towarzystwo za buzię, przeciętnym ludziom też żyło się lepiej i bezpieczniej. Cóż, kompleks militarno – wojskowy produkuje broń i zbyt musi być.

 

Jak to na wojence ładnie… Ale komu?! Einstein powiedział tak – Nie wiem jak będzie wyglądać trzecia wojna, ale ta czwarta światowa odbędzie się na maczugi i kamienie.

No to trzecią już mamy.

UKRAIŃSKA BALLADA

Tak mnie naszło trochę grafomańsko, ale wolę swoje strofy od pustosłowia polityków.

Ukraińska ballada

Na wschodzie krew się leje, a sercu zwątpienie

Dlaczego wojnę sieje to słowiańskie plemię?

Car Putin brew marszczy, imperium się sypie

Płynie stado majtków na żelaznej krypie

W odległych stolicach dzwonią telefony

Słychać też modlitwy z kościelnej ambony

Nad Wisłą spienioną też się dzieją cuda

Donald z Jarosławem? Toż to się nie uda!

Na zielonej Ukrainie chłopiec obiecał dziewczynie

Że jak wróci z wojenki, czas spokoju nie zaginie.

Stopa Justyny i zębaty Kamil

Mamy złoto w Soczi, a więc wypada tym razem skrobnąć coś na poważnie. No PRAWIE na poważnie. Kilka refleksji moich z tym związanych. W wyrównanej stawce kilku, jeśli nie kilkunastu zawodników, nasz zawodnik wykazał najwięcej zimnej krwi. Same umiejętności to bowiem połowa sukcesu. To przeważyło.

Szkoda, że brak odpowiedniej odporności Klimkowi Murańce, który przefrunął Wielką Krokiew w wieku lat dziesięciu (!), ale jest super i ok jedynie na etapie kwalifikacji i treningów. W innym przypadku spala się nerwowo. Może będzie inaczej po ślubie?! Kiedy stanie się mężczyzną…

Kamil Stoch odniósł swój sukces w zupełnie innych czasach niż jego wielki poprzednik Wojtek Fortuna (Sapporo, 1972). Wojciech przeszedł potem całą ścieżkę nieurodzaju życiowego i alkoholizmu, czego się po skoczku z Zęba nie należy spodziewać.

Mam też nadzieję, że złoto Stocha nie będzie parawan, który przesłoni w Soczi inne niespełnione nadzieje. Stopa Justyny? Zdarza się, żeby tylko na stare lata ten występ za wszelką cenę nie wyszedł jej bokiem. W sporcie jednak jak na wojnie. Ofiary muszą być a ambicje grają.

KAMIL STOCH Z MAŁŻONKĄ, tą której zawsze buziak posyła.

HALO O CO BIEGA?


W związku z dwutygodniowym odcięciem od pępowiny telewizji i słabym przeciekiem netu w miejscu, gdzie przebywałem zwracam się z zapytaniem do PT Blogerek i Blogerów:

  • czy PO nadal rządzi?
  • Czy na jej czele stoi Donald Wspaniały?
  • Czy mam kupować cukier na zapas bo będzie wojna?

Pozdrawiam i z góry dziękuję.

P.S. Z ostatniej chwili! Foto premiera w krzakach.


Afrykańskie pytanie do Ministra Radka

Radosław Sikorski, Minister Spraw Zagranicznych:

  • Dlaczego chłopców naszych, białych i powabnych wysyłamy do czarnej Afryki, aby tam syfa i śmierć spotkali?

    Tylko mi proszę nie mówić, że „za wolność nasza i waszą”, bo tak mówił Napoleon kiedy słał legiony, aby bunty niewolników na Haiti oraz chłopów w Hiszpanii tłumiła.

    Tylko mi proszę nie mówić, że to „polska racja stanu”, bo generał Jaruzelski takoż mówił. A „cele szkoleniowe” to też między bajki można sobie wsadzić.

    Czyżby Afganistanu nam było mało? Solidarność atlantycka ma swoją cenę armatniego mięsa.

AFGANISTAN – PROSTO DO NIEBA?

(Tym Dwunastu; oby ich więcej nie było)

Za wolność naszą i niewolę waszą

Wstęga bólu aż za zmęczony horyzont

Kamień – metal – wybuch!…

Z czarnej chmury wreszcie kropla cienia
Płyń rzeko bez wody do morza krwi

Kamień – papier – nożyce

DOBRANOC MATKO

DO WIDZENIA SYNU

Już…

kamień

PS. Kamień – papier – nożyce. Japońska gra dziecięca. Uczestnicy jednocześnie pokazują ręce ułożone w jedną z trzech figur – kamień (pięść), papier (otwarta dłoń), nożyce (dwa palce w kształcie litery V). Żadna z figur nie wygrywa do końca; jest na tyle przegraną, co wygraną. Jak w życiu…

ROK 1921

Zwycięskie oddziały krasnoarmiejców przeszły właśnie mostem przez Polskę i połączyły się z rewolucjonistami niemieckimi.

Cała Europa znalazła się rękach Rad. Nad Starym Kontynentem powiewają czerwone sztandary a na Zamku Królewskim w Warszawie rządzi żelazny Feliks D….

"Socjalizm staje się potrzebą ogromnej masy ludzi" (Józef Piłsudski, 1893 r.)

Tuchaczewsk (była Warszawa), 20 stycznia

- O dobrze tak stój, nie ruszaj się. Nogi szerzej! I nie odwracaj się. Po prostu wyglądaj przez okno.

Niski mężczyzna z przerzedzoną czupryną i kozią bródką ustawiał jak do zdjęcia nagą kobietę. Oparła się łokciami o parapet i spokojnie patrzyła na to, co się dzieje na placu przed Pałacem Rewolucji, jeszcze niedawno zwanym Zamkiem Królewskim. Mężczyzna za nią sapał przez chwilę, bowiem nie potrafił poradzić sobie z rozpięciem spodni.

Wreszcie udało mu się wyjąć niewielkiego, zakrzywionego nieco w lewą stronę członka będącego w stanie wzwodu. Usiłował go wprowadzić do jej wnętrza.

- Stań szerzej, pomóż mi – denerwował się kandydat na kochanka. W milczeniu ujęła go za penisa i znalazła drogę do swej wilgotnej oazy szczęścia.

Czy chcianego? Nie myślała nad tym. W domu czekała głodna córeczka a ten tam z tyłu specjalnej krzywdy jej nie zrobi. Nie ma nawet czym… Mężczyzna zamknął oczy i zaczął swój taniec pożądania. Jego ruchy stawały się coraz bardziej dynamiczne. Uda mężczyzny plaskały coraz głośniej o jej pośladki. Nacierał na całego.

Prawie go nie czuła, Barbara Wilicka była kobietą szeroką a ten tu to taki wypierdek. Chyba jakiś ważniak bo strasznie duży miał gabinet. Wzrok jej spoczął na kolumnie Zygmunta. Widać ją było dobrze chociaż tej nocy padał śnieg. Ale głównego lokatora właśnie wyprowadzano. Potężny dźwig opuszczał w dół króla z krzyżem. Obok, na ciężarówce czekał już jego następca – Barbara nie wiedziała kto to.

Łysawy mężczyzna w długim płaszczem wznosił rękę ku niebo. – Słuchaj, kto to ten co będzie teraz stał na kolumnie? – Ty… elemencie nieuświadomiony, to…to…warzysz Lenin, wódz świato…wej rewolucji. Musisz tyle gadać, nie mogę się skupić. Odwróć się i wykończ go ustami. Tylko uważaj na zęby!

W chwili wytrysku mężczyzna wbił jej paznokcie w plecy. "Będę miała ślady" – przemknęło jej przez myśl. – Igor ci da jedzenie. Na cały tydzień. Idź.

- I jak towarzyszu Feliksie Edmundowiczu? – W oczach adiutanta Igora Razwiedczikowa, który w chwilę później stanął na progu dały się zauważyć figlarne promyki.

- Za szeroka była. Na drugi raz pozwalam ci, wypróbuj sam zanim mi przyślesz następną. Tylko niech się potem dobrze domyje. Co z tym artystą, zgodził się? – Feliks Dzierżyński zasiadł za biurkiem i zawiesił pytający wzrok na swoim adiutancie.

- Trzeci dzień i trzecią noc nad tym pracują chłopcy. Powinien już być przygotowany do swej nowej misji.

- No to dawajcie go tu.

Wysoki mężczyzna, który stanął za chwilę w jego gabinecie był podtrzymywany przez dwóch funkcjonariuszy w skórzanych kurtkach. Głowę miał opuszczoną a jego ciałem wstrząsały dreszcze. Zdaje się, że nie był w najlepszej kondycji. Z jego placów kapały zwolna na perski dywan krople krwi.

- Mówiłem – oszczędzać ręce! Ten człowiek ma dla nas bezcenną wartość! Dzierżyński wstał zza biurka i podszedł bliżej. – I co?

- Melduję towarzyszu wojkomisarzu, że towarzysz Żeromski zgodził się po naszych namowach zostać kronikarzem rewolucji.

- Bardzo mądra decyzja i z gruntu przemyślana. Dzierżyński nie krył swego zadowolenia.

- Siadajcie towarzyszu pisarzu. Nie przejmujcie się tym, że poplamicie fotel. W magazynie mamy pełno innych. Żeromski opadł jak kawał drzewa na mebel. Spojrzał wpółprzytomny na swego rozmówcę.

- Koniaku, cygaro? Słuchajcie, za trzy dni będzie tu towarzysz Lenin. Jest już na tyle bezpiecznie, że zdecydował się odwiedzić naszą republikę. Chodzi o to, aby pomóc napisać mi dla niego wystąpienie. To musi być coś takiego, żeby dało się w nim słyszeć i świst kuli, i płacz dziecka, i to, że nasza sprawa zwycięży. Wiem, że to potrafcie. Na razie się wyśpijcie a od jutra czeka na was robota.

Koniaku Stefan Żeromski nie odmówił. Po drugim kieliszku zaczęła docierać do niego, że Polska znowu przestała być Polską. Cara w koronie zastąpił rudawy łysiejący mężczyzna w kaszkiecie.

CD nie nastąpi