WOJNA KRYMSKA JUŻ JEDNA BYŁA

Czemu ci nasi wszyscy szamani od historii politycznej i inni komentatorzy, pożal się Boże, nie sięgną do nie tak dawnych dziejów. Przecież JEDNA WOJNA KRYMSKA JUŻ BYŁA! W XIX wieku, kiedy to potęga Zachodu starła się z Rosją.

Za Wikipedią przypomnę fakty…
Wojna krymska – wojna między Imperium Rosyjskim a Imperium osmańskim i jego sprzymierzeńcami, t.j. Wielką Brytanią, Francją i Sardynią, toczona w latach 1853–1856. Wojnę wywołała rosyjska ekspansja, a Rosja przegrała ją w wyniku starcia się ze sprawnymi i dobrze wyposażonymi technicznie armiami państw zachodnich oraz w wyniku wewnętrznej korupcji i kradzieży w administracji cywilnej i wojskowej. Dodatkowo broniący się na Krymie Rosjanie ponieśli większe straty w ludziach od atakujących, co dowiodło dużych dysproporcji w umiejętności organizacji działań wojennych.
WNIOSKI? Dziewiąta wojna rosyjsko-turecka, przez poszerzenie jej o wojnę krymską, przy udziale Wlk. Brytanii i Francji, zakończyła się więc przegraną Rosji. Upokarzający dla Rosji był zwłaszcza zakaz posiadania floty wojennej i budowy twierdz przybrzeżnych na Morzu Czarnym. Wojna wykazała zacofanie techniczne i gospodarcze Rosji, głównie w rozwoju szlaków komunikacyjnych i budowie okrętów, korupcję i niedowład w zaopatrzeniu wojsk oraz nieudolność dowódców.
Np. z braku połączenia kolejowego zaopatrzenie na front krymski dowożone było przez bezdroża Ukrainy wozami zaprzężonymi w woły. Innym przykładem dysproporcji możliwości technicznych był zasięg broni obu stron. Karabiny wojsk inwazyjnych miały zasięg do 1200 metrów, podczas gdy karabiny rosyjskie – 300 metrów.
TAMTA WOJNA KRYMSKA miała także polski incydent, Legion Polski, czy jak tam zwał, tworzony przez Sadyka Paszę przy współpracy wieszcza Mickiewicza. Dowodem na to, że do wroga nie strzela się z brylantów jest to, że twórca „Pana Tadeusza” zmarł nagle w Stambule a jego muzeum znajduje się przy noszącej romantyczną nazwę ulicy Słodkich Migdałów.
Wszystko już było…

Płonący Majdan, czyli warchoły

Wszystko już było… Jestem przekonany, że nasilenie wojny ukraińsko – ukraińskiej jest sterowane. Specjalnie podkręcone to zostało, nie wykluczam, że ze strony Kremla, który za żadne skarby nie odpuści swojej południowej flanki i dostępu do Morza Czarnego.
„Słuchajcie Wiktorze Iwanowiczu, wiecie, rozumiecie”, zabrzmiało w ważnym telefonie. I się stało. Muszą więc być ofiary także po stronie funkcjonariuszy. Winą zaczyna się obarczać;
a. ekstremistów,
b. terrorystów,
c. warchołów,
d. wichrzycieli,
e. nieodpowiedzialne elementy.
Musi być alibi, wobec społeczeństwa ukraińskiego, Europy i świata na wytoczenie najcięższych dział, bo to dopiero początek. Była radiostacja gliwicka, było odrąbywanie rąk w Poznaniu, było targanie po szczękach… Lata sobie dodajcie. Jest prawda dla maluczkich i taka prawda, którą ujawnia się za sto lat albo w ogóle.
W tej sytuacji rację miał Mussolini, który stwierdził, że LUDZIE TO NAWÓZ HISTORII. Bo następny mój wpis powinien być o tym, że rewolucja zjada własne dzieci. Musi jednak najpierw zwyciężyć.

Foto PAP/EPA

Babcia Józia, dziadek Jan, wnuk Antoś

Babcia Józefa, rocznik 1894. Całe życie spędziła w Zawierciu. Wychowała się w rodzinie liczącej 10 dzieci! Wszyscy jedli z jednej miski ustawionej na podłodze, a tylko dorośli siedzieli przy stole.
Mieszkali Piedzińscy w jednej izbie, wątpię, aby było wtedy światło; młodszym telewidzom wyjaśniam, że netu też nie było. Babcia skończyła 4 klasy, podobnie jak dziadek Jan. W czasie I wojny dali babcię na roboty do Niemiec. Stała po kolana w zimnej wodzie potoku koło zamku hrabiny Cosel i usuwała kamienie – stąd potem reumatyzm.

Józefa i Jan Wawszczykowie.

Pamiętam tylko, że babcia Józia miała siwe, długie włosy i kiedy dzwonili na Anioł Pański klękała i modliła się w stronę kościoła. Wszędzie mnie ciągnęła za rękę i opowiadała, opowiadała, opowiadała. Nosiła za mną teczkę do szkoły, ale w drugiej klasie to już się wstydziłem i zacząłem nosić ją sam. Kiedy umarła miałem 11 lat. Strasznie się wtedy obraziłem na Matkę Boską, pod jej figurkę w zawierciańskim kościele mnie babcia zawsze prowadzała. A obraziłem się o to, że mi moją ukochaną babcię zabrała…
Jak chodzi o te włosy to babcia je na stare lata przeklinała. Bo przez nie zakochał się w niej Jan Wawszczyk, starszy od niej o 6 lat. Nawet się o babcię bił z jakimś oficerem na szable. Dziadek pochodził spod Miechowa i służył w carskim wojsku; zdaje się, że nawet był podoficerem. W 1920 roku walczył z bolszewikami (2 pułk piechoty legionowej). W „nagrodę” był potem 8 lat bezrobotnym. Siedział więc na schodkach przed Szarą Kamienicą i opowiadał o swych wyczynach wojennych. II wojnę spędził w cegielni pod Hanowerem.
Dziadka Jana znam tylko ze zdjęć, tyle o dziadkach po kądzieli, po mieczu to tylko kojarzę babcię Jankę, co po odpustach handlowała, ale słabo.  Drogi moich rodziców bowiem się szybko rozeszły…
Ciężkie życie mieli te dziadki i babcie moje, ale sobie obiecywali, że ich dzieciom będzie lepiej. Ja też myślę tak o swoim wnuku Antosiu, który przymierza się, żeby zostać strażakiem.

Antoś Wieczorek.

Jak pętaki do Rydza – Śmigłego wędrowały

Zadyma emerytalna pod Sejmem. Chłopcy i dziewczęta z Solidarności dobrze wyposażone i ubrane hasełka wykrzykują, syrenami wyją, opony palą. Ba, nawet ich patrona Piotra D. na salę przy Wiejskiej wpuścili. Za bardzo intelektem nie błysnął premierowi, bo PĘTAK to dla niego żadna inwektywa.

Rozumując oczywiście kategoriami związkowych debat. Potem Firma Solidarność, która zrobiła swoje (chociaż referendum nie będzie) wsiadła do służbowych autobusów i pojedzie do swych miejsc pracy oraz zamieszkania w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Po drodze może jakiś transporter z Finlandią się znajdzie i popłynie równie równie stara oraz związkowa pieśń SZŁA DZIEWECZKA DO LASECZKA…

No właśnie, co do tego SZŁA. Koleżanka z katowickiego radia, Jaga z Bukowna opowiadała jak to jej tatuś protest w Warszawie wznosił pod koniec lat 30-tych. Był to protest przeciwko bezrobociu i głodowi, przeciwko beznadziei. Zwolnieni z miejscowej kopalni rud cynku i ołowiu do Marszałka Rydza – Śmigłego szli jednak na nogach! Nie mieli na bilet więc szli w jedną stronę tydzień.

Wysłuchał ich jakiś urzędas po czym szli z powrotem także tydzień. A więc ich potraktowano również jak pętaków. Przy okazji parę butów zostało zużytych. A trzeba wiedzieć, że przed wojną jedne buty służyły CAŁEJ RODZINIE. Jakie z tego wnioski? Czytająca przez ramię żona recenzuje krótko – PRZECIEŻ TO BYŁY INNE CZASY. Odwołuję się do nieco nowszej historii – Solidarność powstała w roku 1980. Oglądałem jej strajki u schyłku lata tego roku.


To był spontan, ludzie mieli dość: marnych płac, nagich haków, braku demokracji i beznadziei. Było im wszystko jedno, chcieli coś zmienić, a teraz zapytam za Kolegą Blogerem – GDZIE JEST TA STOCZNIA I GDZIE JEST TEN PŁOT? Gdzie jest ta Solidarność co kochałem ją…

Jak na razie za protest odpowiedzialni są zawodowi rewolucjoniści, ale od dołu wulkan zaczyna już mruczeć. Rozpaczą babci, która wbija sztuczne zęby w ścianę, bo młodym dała resztę emerytury, traumą świeżo upieczonego magistra, którego nigdzie do pracy nie chcą, desperacją kucharki szpitalnej, która ostatnim papierosem dzieli się z trzema koleżankami.

Armagedon blisko, społeczny, nie reżyserowany, ale prawdziwy.

PODPIS. Nikt nam nigdy zrobi nigdy nic bo z nami jest Marszałek Śmigły – Rydz!

DUPA JAŚ, FOTOMONTAŻ

Tak zwykł mówić pewien mój znajomy kiedy miał do czynienia z rzeczami beznadziejnymi. W tym miejscu mam na myśli Ruch Oburzonych. Najpierw wyjaśniam, że sam jestem oburzony na:

  • arogancję władzy,
  • chciwość banków,
  • brak perspektyw dla młodych,
  • jeszcze większy brak perspektyw dla starych,
  • patologię rosnących struktur Unii Europejskiej, które zdają się istnieć i mnożyć same dla siebie.

Ogólnie więc powodów do wpieprzenia się i rozwalenia wszystkiego jest sporo. Nic więc dziwnego, że REWOLUCJA ANTE PORTAS. I to – dzięki „globalnej wiosce” Mc Luhana – zakres zjawiska jest ponad kontynentalny. We Włoszech trzaskają figury Matki Boskiej, w Ameryce śpią na Wall Street, minister Kalisz przyjeżdża na strajk w Warszawie pchając z powodów oszczędnościowych jaguara na raty.


Jest źle i będzie jeszcze gorzej. W tej sytuacji jednak przypominam OBURZONYM, że wszystko już było. Przytoczę trzy przypadki słynnych rewolucji o skutkach światowych:

  1. Rewolucja Francuska, zrobili ją biedni ludzie gnębieni przez arystokrację i kler. Dochodziło do tego, że Król Słońce kazał sobie drogę wysypać cukrem, żeby sannę mieć w lecie. W wyniku wydarzeń roku 1789 do władzy doszli jakobini, którzy łbów naucinali tyle że koszów na nie brakło. Potem był Napoleon dzięki któremu Europa i okolice spłynęły krwią;
  2. Rewolucja Październikowa, 1917 r. Biedni ludzie mieli dość biedy i wojny. No to zrobili porządek z carem. Nowy car, który doszedł do władzy – Józef S. dopiero nawywijał. Sama tylko II wojna światowa to było 20 mln istnień za jego zasługą. No a potem był piękny „łagier demoludów”;
  3. Rewolucja Solidarności roku 1980. Biedni ludzie mieli dość kartek i szlabanów na granicach. Z drużyny Lecha W. nie został ani jeden, który mu rękę poda. Współpraca przyjaciół śpiących na styropianie przypomina obecnie walkę stada psów łańcuchowych o miskę strawy;
  4. Rewolucja Oburzonych A.D. 2011. Biedni ludzie mają dość władzy banków i głupich polityków…

Rewolucja musi eksplodować, tylko, że jest nieobliczalna. Dojdą do władzy nowe elity, które nie są w stanie na dłuższą metę realizować ideałów niegdyś głoszonych. Bo są tylko ludźmi, bo nie żyli w luksusie, który na dłuższą metę jest deprawujący i rodzi potrzebę jeszcze większego luksusu, bo władza jest jak narkotyk, bo za kolejne pokolenie będzie następna rewolucja.

Dopóki Ziemia kręci się….

Mniszkówna, Mubarak, Polska

Czasem i literatura piękna może być politycznie aktualna.

Co ma piernik do wiatraka? Okazało się, że Helena Mniszek nie napisała tylko „Trędowatej”. Wpadła mi w ręce jej książka pt. SFINKS. Oto cytat jakże bardzo w jej stylu:

„Halina była zamyślona, oczy utkwiła w kolosie Sfinksa jakby w wyroczni. Może w tej twarzy przewiecznej czytała wyroki swoje, może dzieje swej duszy. A Sfinks oblany szkarłatem zachodu wyłonił już tylko na ogień głowę olbrzymią i zanurzony cały w rdzawosinym odmęcie wieczora patrzył na ludzi obojętnie, chłodno. Za dużo ich widział, za wiele myśli i pytań ludzkich snuło się dookoła jego mistycznej postaci. Ludzie jak szarańcza pełzali wokoł niego, ale on nie patrzył już na nich, zatopiony w martwocie, śnił swój sen stuleci – nieśmiertelny”.

Bardzo mi pasuje ta wizja antycznego posągu z nosem obtrąconym przez Mameluków za czasów Napoleona na tle tego co się stało w Egipcie. Zbyt płaskie są moim zdaniem komentarze odnoszące się jedynie do tego co się działo nad Nilem przez ostatnie pół wieku. Przecież w czasach gdy nasi przodkowie w jaskiniach się pożerali nawzajem tu już była cywilizacja!

Książkę Heleny Mniszek przywołuje bowiem dlatego, że dotyczy nas Polaków, tego jak ideały sięgają bruku. Bohaterem „Sfinksa” jego bowiem pan Jacek, który po 1918 roku wraca do Polski via Afryka z 30-letniego zesłania na Sybir. Siedział oczywiście za patriotyzm. Właśnie w Egipcie spotyka się z rodaczką z Podlasia. W Polsce, tej wolnej o którą walczył, bohater wątpi we wszystko. Rządzą tu bowiem mali ludzie, skorumpowani, którzy „targają sukno na sztuki”, bliźniego w łyżce wody utopią byle tylko wyjść na swoje, dać upust ambicjom.

Oto jedno z przemyśleń na ten temat Pana Jacka, który nawet asystentem ministra został, ale zrezygnował na znak protestu:

„O Pani droga jest beznadziejnie smutno jest w Polsce, bo takie mgły ogarnęły społeczeństwo, że znikło w tym tumanie wszystko co było piękne, święte, drogie dla Polaka. Giniemy Pani duchowo i to nie pesymizm lecz prawda! Ratunku! woła Polska do swoich synów, ale oni tańczą we śnie, zahipnotyzowani muzyką Chochoła”.

Od tej pory zmieniam swój stosunek do pisarstwa autorki „Trędowatej”. Może i grafomanka, ale za to genialna. Jej książka jest bowiem aktualna także i dzisiaj. W Polsce AD 2011 też jest beznadziejnie smutno a rewolucja już dawno pożarła swoje dzieci.

KTO PAMIĘTA TAMTĄ ZIMĘ

13 grudnia 1981 roku…

Za 20 lat stan wojenny nikogo nie ruszy, bo prawie nikt go nie będzie pamiętał. A Jaruzelski przez ucznia podstawówki może być w 2030 roku pomylony z tyczkarzem Kozakiewiczem. Więcej skromności i pokory wobec historii.
A kto pamięta tamtą zimę wie swoje. Najpierw był więc „Wujek” i psychoza, że innych strajkujących też rozjadą czołgami. Byłem jako redaktor w kopalni „Anna” w Pszowie – na wieść, że wojsko jedzie od Jastrzębia 800 strajkujących chłopa tratując się nawzajem zjechało pod ziemię. Jedynie 50 wytrzymało tam tydzień… Tymczasem przyjechał tylko jeden oficer gazikiem apelować o spokój…

Dzień przed Wiglią zapukał nocą do naszych drzwi (wynajmowaliśmy wtedy kwaterę w prywatnym domku) górnik Andrzej P. Wyszedł z dołu po drabinach; chciał, żeby mu dać coś do jedzenia. Narzekał na nerki przeziębione od spania na balach drewna. Wrócił na dół… Nie widziałem go od tego czasu…
Mnie rozwiązano redakcję „Górnicze Wiadomości” w Wodzisławiu – wszystkie gazety zresztą zostały w regionie zawieszone poza „Trybuną Robotniczą” zamieszczającą jedynie kolejne dekrety. Siedzieliśmy w redakcji i zbijaliśmy gruchy. Rozmowy były kontrolowane, przyszłość nie…

Dostałem wtedy ofertę od reżimu i się sprzedałem. Czy można było inaczej? Trzeba było zejść do piwnicy i na powielaczu odbijać ulotki „Krew naszą znowu leją katy”. Życie jest tylko jedno. Syn miał wtedy 2 lata, z obiecanego mieszkania nici, trzeba było wracać na Górny Śląsk do teściów.
Spikerzy z TV w mundurach byli niczym z powieści Orwella. W sklepach a właściwie przed były tylko kolejki. Przyjechał do nas na tę pszowską wieś Ś.P. Teść Antoni. Nie można było się dodzwonić. Założył gruby kożuch. On wiedział, co to Syberia – jako żołnierz Wehrmachtu siedział u ruskich w niewoli.

Tego kosmosu już nie ma. Kto w nim był ten wie a na miejscu generała Jaruzelskiego nie siedziałbym w oblężonym domu przy ulicy Ikara. Wyjechałbym do Wiednia, albo gdzie indziej – teraz już można na dowód. Niech sobie krzyczą. Ikar, też nie doleciał gdzie chciał, ale wzbił się wysoko.