TOUR DE POLOGNE – OD TEORII DO PRAKTYKI

ja przed CK Kat

23 lipca, nowe Centrum Kongresowe w Katowicach, konferencja prasowa promująca „nasz” etap Tour de Pologne. Jest to etap – nr 3 (4 sierpnia), prowadzący z Zawiercia do Katowic. Obecni – dyrektor wyścigu Czesław Lang oraz przedstawiciele 8 miast będących na trasie.
W jakimś sensie także i mój etap, bo w Zawierciu się urodziłem, a z Katowicami jestem związany (zawodowo i mieszkaniowo też kiedyś) od 40 lat. Po opowieściach jak to będzie na trasie oraz na starcie i mecie wystąpiłem jako pierwszy z pytaniem, a może raczej felietonem. ODEZWAŁEM SIĘ MNIEJ WIĘCEJ W TE SŁOWA:
Pięknie, że mamy święto kolarstwa, popieram w pełni, ale potem przyjdzie proza życia. Ja dzisiaj przejechałem 40 kilosów na „bajku”, z czego jedynie 10 udało mi się przejechać rwanymi ścieżkami rowerowymi. Reszta drogi to przepychanki z automobilami różnej maści. Marzyłoby mi się, żeby w ślad za coraz bardziej powszechną miłością do rowerowania poszedł także rozwój infrastruktury. Mamy tutaj przedstawicieli 8 miast. Zadam pytanie retoryczne – czy współpracują one ze sobą w zakresie koordynacji przebiegu tych ścieżek?
Zdaje się, że nawet dostałem brawa. W tej kwestii wypowiedzieli się jedynie Prezydent Katowic Marcin Krupa oraz Zawiercia Wiktor Grim.
P.S. Nota bene na imprezę jedynie ja oraz sławny Wojciech Redaktor Mszyca, ze swoją antyczną damką „Adler”, byliśmy jedyni, którzy dotarli w okolice Spodka „bajkiem”. Reszta dotarła we wnętrzu blaszanek, z klimą lub bez. Cóż dodać, cóż ująć.

ZEW

ja lech p

ZEW z kolarskim Mistrzem Świata Lechem Piaseckim i szefową sportu w UM Siemianowice Śl. Małgorzatą Pichen.

Pocztówka z Kartaginy

W latach 60-tych XX wieku byłem pacholęciem. Pamiętam z Zawiercia grupę tunezyjskich studentów, którzy przyjechali na praktykę do starej Bawełny. Opiekował się nimi ojczym Adam, niespotykanie spokojny człowiek. Powód? Znał język francuski.

kartagina

Później dostawaliśmy od nich pocztówki. Taką jedną, z ruinami starożytnej Kartaginy i lazurowym morzem wspominam do dziś. Och, jak chciałem być w tym raju! DZISIAJ JUŻ NIE.

Jak ojciec mnie w pupę trzasnął

Dzisiaj, 8 października kończę 57 lat. Były w z tym wyjściem z łona matki pewne problemy. Tak o tym napisałem w książce. „Szara kamienica”:

JA: Jak się moi rodzice poznali. Mama szła ulicą Hożą, równoległą do Aptecznej i spotkała Ryśka. Wcześniej znała go z widzenia. Szedł akurat na jakieś wesele. Impreza była smętna i ojciec ją rozruszał. Zaraz pojawiła się wódka, ogórki i Rysiek sprowadził akordeonistę. Może Miśtę, jednego z mężów babki Janki. Co jak co, ale Wieczorków zawsze się trzymały imprezy, stała praca jakby mniej.

MATKA: W takiej oto scenerii Szarej Kamienicy urodził się mój Syn Zbigniew (8 października 1955 r.). Odebrała go położna Wanda Mól. Dla mnie osobiście to było objawienie. Bez przerwy mu się przyglądałam, wszystko miał piękne. Paznokcie takie jak malowane…

JA: Hm i tymże paznokciem dziabnąłem moją rodzicielkę w oko tak, że na kilka miesięcy do szpitala w Zabrzu trafiłem. Miałem chyba wtedy pół roku. Piękne może być niebezpieczne.

…Ojciec jego, Ryszard również się cieszył…

JA: Podobno przy porodzie się przyczynił po raz wtóry do mojego zaistnienia. Zatkałem się różnymi sprawami porodowymi i nie mogłem głosu dobyć. Tata Rysiek wziął mnie za nóżki walnął w czerwone dupsko. Wtedy wrzasnąłem po raz pierwszy.


MATKA: Mój ojciec Jan, który całe życie chciał mieć syna również cieszył się z wnuka. Cóż z tego – starszy już był człowiek i nie miał zdrowia. Niedługo wyprowadziliśmy się z Wieczorkiem na ul. Boh. Westerplatte 24. To jest tuż obok Szkoły Podstawowej nr 2. Budynek ten jest obecnie zmodernizowany.

JA: Ojciec, wesoły gość był. Piłkarz „Włókniarza”, handlarz na odpustach, nawet siedział za kradzież świni, czy też roweru na sosnowieckiej Radosze. Odszedł nas kiedy miałem 3 lata. Dziadek Wawszczyk ciężko to przeszedł. Surowy mężczyzna w czarnej kamizelce (mam ją po nim). Pamiętam jak krzyczy na mnie i się zamierza w mieszkaniu przy Porębskiej. A może mi się to śniło.”

Wszystko się to działo w Zawierciu. Szarej kamienicy już nie ma. Przedsiębiorca ze Szwajcarii postawił na jej miejscu myjnia samochodową. Myjnia zamiast kolebki, no cóż, znak czasu.

MOJA MATKA, BLOGERKA

Nie sztuka jest wzorem wielu pismaków rozebrać panią Dorotę od pogody. Sztuką jest mieć Matkę Blogerkę; może nawet najstarszą w Polsce.

Patrz WWW.natalia.32.redakcja.pl

Moja Mama Natalia urodziła się w roku 1932. Jest tak samo jak ja z Zawiercia. Urodziliśmy się w tym samym budynku – był to wielki fabryczny dom należący do byłego Towarzystwa Akcyjnego „Zawiercie”. Nie ma już starej „Bawełny”, nie ma już tego domu – zburzyli go w zeszłym roku. Jednak pozostała po nim pamięć ludzi oraz nasza (z mamą wspólna) książka „Szara kamienica”.

Nakład był śladowy, bo tylko 300 sztuk – książka wspomnieniowa o dziejach robotniczego (biednego i strajkującego przed wojną) grodu nad Wartą miała spory oddźwięk. Na spotkanie w bibliotece przyszło kilkadziesiąt osób; wielu czytelników do dzisiaj pyta: dlaczego nie ma dodruku. A ja po prostu książkę wydałem psim swędem – jakaś reklama, trochę kupił pewien anonimowy urzędowy entuzjasta z którym spełniłem kilka toastów wazonikiem, parę groszy było też ze sprzedaży.

To żadna kryptoreklama – książki już od 5 lat nie ma w sprzedaży. Fragmenty dostępne na stronie WWW.dawne-zawiercie.pl (dział opowiadania)

Mama poszła do pracy mając 18 lat. Najpierw na hali maszyn waliła w klawiaturę. Tam było strasznie głośno – chodziłem jako chłopiec do niej. Kiedy miałem 8 lat przeczytałem „Pana Tadeusza” i nauczyłem się pisać na maszynie. To Mama zaraziła mnie prowadzeniem pamiętników, w ogóle pisaniem, zmysłem reporterskim, utrwaleniem tego co się wokół nas dzieje.

Swoje zapiski prowadzi od roku 1950 – najpierw nazywało się to „Mrzonki”, potem „Fotografia dnia”. Wiele z tych spraw ma charakter intymny, ale jest to też zapis epoki, która już nie wrócić. Czasów kiedy jeździło się w pyle dróg odkrytą ciężarówką na wycieczki do Krakowa, kiedy występowała jako góralka w sztuce o Kostce – Napierskim „Zielone gałęzie” (wzięli ją na scenę, bo miała długie warkocze), zakochiwała się, wychodziła za mąż i chowała kolejnych trzech ślubnych…

Matka ma 77 lat; nie wiem czy jest najstarszą blogerką (ona mówi, że pamiętnikarką) w Polsce – wiem, że jest dla mnie Jedyna i Niepowtarzalna. I przepraszam ją za to, że się z nią nie ożeniłem – obiecałem jej to podobno, kiedy miałem 5 lat. Była dla mnie najpiękniejszą kobietą świata. Ale przecież wiadomo nie od dzisiaj, że prasa i jej wyrobnicy kłamią.